Franciszek odwiedzi Ukrainę? Mer Lwowa: Wizyta papieża pewna na 90 procent

Chciałbym, żeby papież mógł poprawić swój wizerunek - mówi w rozmowie z TOK FM mer Lwowa Andrij Sadowy. Wizyta Franciszka w Ukrainie - zdaniem tego polityka - staje się coraz bardziej realna.
Zobacz wideo

Maciej Kluczka zapytał mera Lwowa o planowaną wizytę papieża Franciszka w Ukrainie. W środę do Lwowa przyjechał nuncjusz apostolski, czyli przedstawiciel Watykanu w Ukrainie. Abp Visvaldas Kulbokas rozmawiał z Andriejem Sadowym.

- Na poważnie rozważana i planowana jest wizyta Franciszka w naszym kraju. Na 90 procent ona będzie - poinformował Sadowy.

W doniesieniach na temat pielgrzymki do Ukrainy mówi się, że Franciszek mógłby wylądować w Polsce i później pociągiem przez Lwów dotrzeć do Kijowa. - Jasne jest, że jeśli przyjedzie do Ukrainy, to nie ma szans, by nie przejechał przez Lwów. Tutaj setki katolików i grekokatolików na pewno chciałyby się z nim spotkać - dodawał.

Mer Lwowa mówi, że każdy, kto teraz przyjeżdża do Ukrainy, jest bohaterem. - Chciałbym, żeby papież mógł poprawić swój wizerunek - dodał Sadowy. Mer wspominał o tym, dlatego że z pielgrzymką do Ukrainy papieżowi od miesięcy jest pod górkę. Franciszek mówił wcześniej, że najpierw chciałby odwiedzić Rosję i Putina, a dopiero później Kijów. Mówił też, że atak Rosji na Ukrainę został wywołany "szczekaniem NATO pod jej drzwiami". Obie wypowiedzi były niezrozumiałe dla Ukraińców i krytykowane w wielu krajach.

"Kto ma pomóc, jak nie my"

Sadowy mówił też o tym, jak wygląda kwestia pomocy dla osób, które uciekły z innych rejonów Ukrainy. - Lwów może jeszcze przyjąć maksymalnie 50 tysięcy uchodźców – przyznał w rozmowie z reporterem TOK FM Maciejem Kluczką mer miasta, Andrij Sadowy.

Obecnie we Lwowie jest 150 tysięcy wewnętrznych ukraińskich uchodźców, a władze tego miasta przyznają, że ich możliwości w tym zakresie powoli się wyczerpują. - Dostaję prośby od miast ze wschodu kraju, by przyjąć ich mieszkańców. Na razie staramy się te prośby spełniać - mówił mer. Do tej pory Lwów przystosował dla uchodźców 500 miejskich budynków: szkoły, teatry, obiekty sportowe, biblioteki. - Jeżeli będzie potrzeba, to jasne, że jeszcze 30, 50 tysięcy przyjmiemy. To są przecież nasi Ukraińcy. Kto im pomoże, jeśli my im nie pomożemy? - pytał Sadowy. A według najnowszych danych Organizacji Narodów Zjednoczonych, w Ukrainie jest już ponad 8 mln uchodźców wewnętrznych.

Pomoc dla uchodźców

Władze Lwowa chcą zbudować drewniane domy dla uchodźców. W mieście funkcjonują już trzy miasteczka kontenerowe, które zostały zbudowane z pomocą polskich władz. Mer podkreśla, że są one bardzo pomocne, bo schronienie znalazło w nich tysiąc osób, ale ich budowa nie jest tania. - Mamy dostęp do technologii, która pozwala na szybką budowę, ale żeby to było bardziej stacjonarne i dawało gwarancję trwałości na kilkadziesiąt lat - mówił mer miasta.

Wewnętrznych uchodźców w Ukrainie może być więcej, bo kilka dni temu władze kraju zarządziły ewakuację Donbasu. Głównym powodem jest brak możliwości zapewnienia mieszkańcom tego regionu dostaw ciepła i prądu na najbliższą jesień oraz zimę. To przez zniszczenia, które są efektem działalności rosyjskiej armii. To jednak także zmartwienie miast położonych na zachodzie kraju, względnie bardziej bezpiecznych od tych na wschodnim froncie. - Lwów szykuje się na ciężką zimę - podkreślał w rozmowie z TOK FM Sadowy i przyznawał, że obawia się nowych rosyjskich ataków.

Plany awaryjne

- Musimy być przygotowani na trudne sytuacje. Codziennie u nas są prowadzone szkolenia przed atakami chemicznymi i nuklearnymi. To zagrożenie traktujemy bardzo serio - podkreślał gość TOK FM. Mimo że we Lwowie jest spokojniej niż na wschodzie kraju, to ataki rakietowe na to miasto i okolice już się zdarzały. Na początku sierpnia Rosjanie przeprowadzili atak na rejon czerwonogrodzki, w pobliżu granicy z Polską. Rosyjskie ministerstwo obrony oświadczyło wtedy, że udało im się zniszczyć magazyn z bronią dostarczoną z Polski. - To rosyjska propaganda. Nie było tam polskiej broni. Polski sprzęt służy już na ukraińskim froncie - odpowiadał mer Lwowa.

Andrij Sadowy chce zabezpieczyć miasto i mieszkańców na wypadek ewentualnego rosyjskiego ataku rakietowego na miejskie ciepłownie. - Wtedy byłby problem z ogrzewaniem i dostępem do energii elektrycznej - wyjaśniał. Zapewniał, że miasto ma przygotowane na tę sytuację plany awaryjne, "by miasto mogło żyć w ekstremalnych warunkach". Dlatego rejon lwowski robi zapasy węgla i drewna. "New York Times" pisał ostatnio o tym, że we Lwowie i w okolicach wycinana jest duża powierzchnia lasów.

Wiadomość zainteresowała nie tylko Ukraińców, ale i wszystkich dbających o ekosystem. Mer Andrij Sadowy - w rozmowie z TOK FM - przyznał, że wycinka jest faktem i że jest duża. Jednocześnie podkreśla, że jest to drewno z produkcji przemysłowej, które ma zabezpieczyć miasto na najbliższy okres grzewczy. Wyjaśniał, że nie chce dopuścić do sytuacji, która miała miejsca w Gruzji po ataku Rosji w 2008 roku. - Wtedy Gruzini pół roku żyli bez światła i ciepła. Wszystkie skwery w Tbilisi i innych miastach były wycinane. Nie możemy do tego dopuścić - mówił. - To produkcja przemysłowa. Kiedyś wiele z tego drewna szło na eksport, teraz my to kupujemy. Nie niszczymy żadnego terenu chronionego - zapewniał.

Centrum rehabilitacji

We Lwowie powstaje centrum rehabilitacji dla cywilów rannych w wojnie, którą wywołała Rosja. W lipcu działalność zaczęła już część przeznaczona dla kobiet w ciąży i dzieci. A - jak mówił w rozmowie z TOK FM mer Sadowy - dzięki wsparciu polskich samorządów we wrześniu pracę ma zacząć część rehabilitacyjna dla wszystkich Ukraińców. Sadowy dziękuje za pomoc Unii Metropolii Polskich, szczególnie Wrocławiowi, Warszawie, Gdańsku i Lublinie. - Codziennie przyjmujemy rannych ze wschodu. Dlatego zbudujemy system rehabilitacji Unbroken – Niezłomni - zapowiedział. Szacuje się, że około 100 tysięcy Ukraińców potrzebuje protezy, a kolejny milion rehabilitacji. Lwów ma się stać narodowym centrum leczenia. - Dla mnie to zadanie numer jeden - podkreślał mer Andrij Sadowy.

Merowi Lwowa zależy na tym, by ranni Ukraińcy nie musieli wyjeżdżać z kraju na leczenie. Do realizacji tego projektu została powołana międzynarodowa fundacja. A we wrześniu ma ruszyć kampania zachęcająca do pomocy w tej sprawie.

DOSTĘP PREMIUM