Najazd FBI na dom Trumpa. W tle toalety zapchane dokumentami. "O dziwo może to podnieść jego szanse na powtórną elekcję"

Agenci FBI wynieśli z posiadłości Donalda Trumpa na Florydzie pudła z dokumentami, wśród których miały być także te ściśle tajne. Według dr Renaty Nowaczewskiej, Trump prawdopodobnie złamał prawo. Czy jednak to pogrąży jego szanse w wyścigu o prezydencki fotel? - O dziwo, ten najazd FBI na jego dom, może podnieść jego szanse na powtórną elekcję - mówiła w TOK FM amerykanistka.
Zobacz wideo

FBI przeszukała dom byłego prezydenta USA Donalda Trumpa. Agenci wynieśli z jego posiadłości na Florydzie pudła z dokumentami - podała CNN. Według stacji, śledczy już wcześniej interesowali się dokumentami, w tym opatrzonymi klauzulą "ściśle tajne", które Trump miał wynieść z Białego Domu. Jak twierdzi sam były przywódca USA, przeszukanie FBI miało na celu skompromitowanie go w oczach opinii publicznej i uniemożliwienie mu startu w kolejnych wyborach prezydenckich.

Dr Renata Nowaczewska - amerykanistka i historyczka z Uniwersytetu Szczecińskiego - zwróciła uwagę w TOK FM, że Donald Trump złamał ustawę z 1978 roku. - Została wprowadzona po tym, jak prezydent Nixon w czasie afery Watergate próbował część dokumentów ukryć i zniszczyć. Ta ustawa mówi, że prezydent, który schodzi z urzędu, musi przekazać wszystkie dokumenty tajne, ale też listy prywatne, a nawet prezenty o wartości powyżej 400 dolarów od przedstawicieli obcych państw - mówiła w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Jak dodała, amerykańskie Archiwa Narodowe wiedząc, że Trump nie przekazał im części dokumentów, już wcześniej wnioskowały o nie do prawników byłego prezydenta. W końcu, na początku tego roku, Trump zwrócił część z nich. Było to 15 pudeł z papierami, a wśród nich miała się znaleźć m.in. korespondencja między byłym prezydentem USA i północnokoreańskim dyktatorem Kim Dzong Unem. - W tych pudłach była też cała masa podartych dokumentów, które później pracownicy Białego Domu sklejali. Oni też informowali, że w trakcie wyprowadzki Trumpa z siedziby prezydenta USA tamtejsze toalety były zapchane poniszczonymi dokumentami. Wynika z tego, że Trump obracał nimi w niestosowny sposób - oceniła.

Przypomniała również, że były przywódca USA miał korzystać z prywatnego telefonu, gdy rozmawiał z Kim Dzong Unem. - To była jego hipokryzja, bo pamiętamy, że bardzo mocno wykorzystał fakt, iż Hillary Clinton, kiedy była sekretarzem stanu USA, wykorzystywała prywatne serwery do przesyłania tajnych informacji. Przez to, gdy stawała w szranki z Donaldem Trumpem, jej szanse spadły do zera -  powiedziała amerykanistka.

"Jawi się jako ten jedyny, który mówi prawdę i walczy z systemem"

Badaczka z Uniwersytetu Szczecińskiego stwierdziła również, że Donaldowi Trumpowi za ukrywanie i niszczenie dokumentów państwowych grozi kara grzywny, kara do trzech lat więzienia, a nawet zakaz sprawowania publicznych funkcji i urzędów. Tyle że mówi o tym amerykański kodeks karny, natomiast najwyższy akt prawny, czyli konstytucja nie daje Kongresowi ani Departamentowi Sprawiedliwości prawa, żeby zabronić Trumpowi ponownego ubiegania się o urząd prezydenta. - Więc to nie jest prosta sprawa. Co prawda, ukrywanie i niszczenie dokumentów może doprowadzić do zdyskredytowania Donalda Trumpa w oczach wyborców, ale może być również odwrotnie - przyznała.

Jak dodała, Partia Republikańska idzie w zaparte i wciąż flirtuje z Donaldem Trumpem. Potwierdzają to doniesienia amerykańskich mediów, które mówią o fali oburzenia wśród polityków Republikanów po przeszukaniach w domu Trumpa. Lider partii w Izbie Reprezentantów Kevin McCarthy już zapowiedział, że po spodziewanym objęciu kontroli nad Izbą po listopadowych wyborach, Republikanie przeprowadzą śledztwo w sprawie decyzji podejmowanych przez ministerstwo sprawiedliwości. Przedstawiciele skrajnego skrzydła partii, kongresmeni Marjorie Taylor Greene i Paul Gosar wezwali do rozwiązania i pozbawienia funduszy FBI.

 - To nawet nie chodzi o to, czy jej członkowie są trumpistami, czy nie. Oni po prostu patrzą na słupki sondaży. Spora grupa kongresmenów widzi, że bez wsparcia Trumpa nie może w swoich stanach zwyciężyć. W USA widać spore poparcie dla niego i jego populistycznego podejścia. Dla wielu jawi się on jako ten jedyny, który mówi prawdę i walczy z systemem. Wierzą w to, bo przez lata byli podsycani taką formą propagandy - zauważyła.

W ocenie ekspertki, jeśli dojdzie do startu Donalda Trumpa w najbliższych wyborach prezydenckich, "jego szanse są spore". - O dziwo, ten najazd FBI na jego dom, może podnieść jego szanse na powtórną elekcję - podsumowała rozmówczyni Mikołaja Lizuta.

DOSTĘP PREMIUM