"Okupanci mają zapamiętać ten dzień jako uwolnienie Krymu od Rosji". Dziennikarka o ukraińskiej radości i groźbie odwetu

Na rosyjskim lotnisku wojskowym w Nowofedoriwce na zachodnim brzegu Krymu doszło do serii wybuchów. "New York Times" napisał, że stoją za nimi Siły Zbrojne Ukrainy. Ani Rosjanie, ani Ukraińcy oficjalnie nie potwierdzają tych doniesień. Jak mówiła w TOK FM dziennikarka Ukraine 24 Lesia Vakuliuk Ukraińcy przyjęli te informacje z entuzjazmem. - Piszą teraz na stronach społecznościowych, że ten dzień okupanci na Krymie mają zapamiętać jako dzień deokupacji i uwolnienia Krymu od Rosji - relacjonowała.
Zobacz wideo

"Wybuchy, do których doszło we wtorek na rosyjskim lotnisku wojskowym na okupowanym przez Rosjan Krymie, są przypomnieniem o tym, do kogo należy półwysep" - napisała w mediach społecznościowych wicepremier Ukrainy Iryna Wereszczuk. Ukraińskie ministerstwo obrony utrzymuje, że nie wie, co dokładnie było przyczyną serii wybuchów, ale jednocześnie humorystycznie poradziło Rosjanom, by nie wyrzucali niedopałków papierosów w pobliżu wojskowej amunicji. Wybuchy doprowadziły do paniki wśród rosyjskich turystów, którzy wypoczywali na okupowanym półwyspie. W internecie pojawiły się nagrania, na których widać zakorkowane dojazdy do mostu krymskiego, najszybszej drogi pozwalającej przedostać się z Krymu do Rosji.

- Czy zrobili to Ukraińcy jeszcze nie wiadomo. Rosjanie twierdzą, że żadnego śladu ukraińskiego tam nie ma, że wydarzyła się tam po prostu detonacja jakichś pocisków - mówiła w TOK FM dziennikarka Ukraine 24 Lesia Vakuliuk. Ale od razu dodała, że "oni zawsze tak mówią, że spadł jakiś papieros i od tego zaczął się pożar". 

Rozmówczyni Wojciecha Muzala wskazała także, że doniesienia o wybuchach na Krymie zostały odebrane przez Ukraińców z entuzjazmem. - Piszą teraz na stronach społecznościowych, że ten dzień okupanci na Krymie mają zapamiętać jako dzień deokupacji i uwolnienia Krymu od Rosji. Jak będzie zobaczymy, ale cieszą się bardzo - relacjonowała Vakuliuk. Jak mówiła część Ukraińców obawia się jednocześnie, że wtorkowe wydarzenia na Krymie mogą doprowadzić do rosyjskiego odwetu, tak jak w przypadku niedawnego ataku na Winnicę, w którym zginęło blisko 30 osób. - Rosja może zrobić jakąś zemstę. Coś podobnego jak się wydarzyło ostatnio w Winnicy albo w Ołeniwce, gdzie zginęli jeńcy wojskowi z Azowa - mówiła. 

Seria wybuchów na Krymie. Kłęby dymu nad rosyjskim lotniskiem wojskowym

Na rosyjskim lotnisku wojskowym w Nowofedoriwce na zachodnim brzegu Krymu doszło do serii wybuchów. Media ukraińskie przekazały, powołując się na samozwańcze rosyjskie władze Krymu, że jedna osoba zginęła. Wcześniej informowano, że rannych zostało pięć osób, w tym dziecko.

Na lotnisku płonie magazyn z amunicją i pas startowy podały sieci społecznościowe, a za nimi ukraińskie media. Od pozycji ukraińskich na linii frontu w obwodzie chersońskim Nowofedoriwkę dzieli około 200 km w linii prostej.

Według informacji w sieciach społecznościowych eksplozji było ponad dziesięć. Rosyjskie ministerstwo obrony oświadczyło tymczasem, że na lotnisku w Nowofedoriwce doszło do wybuchu kliku pocisków lotniczych.

Amerykański dziennik "New York Times" napisał, powołując się na anonimowe źródło w ukraińskim wojsku, że za wybuchami stoją Siły Zbrojne Ukrainy, które do wykonania tej operacji użyły wyłącznie ukraińskiego sprzętu. Ani Rosjanie, ani Ukraińcy oficjalnie nie potwierdzają tych doniesień.

DOSTĘP PREMIUM