"Zakładaliśmy te maski i graliśmy w grę Łukaszenki. A teraz ludzie żyją w Białorusi jak roślinki"

Łukaszenka rządzi dłużej Białorusią niż ja żyję na tym świecie. To przerażające, bo on stał się częścią mnie i społeczeństwa białoruskiego. Pamiętam, jak co tydzień w szkole musieliśmy pisać, że jesteśmy za naszym prezydentem. Wszyscy wiedzieliśmy, że to głupota, ale zakładaliśmy te maski. Nikt nie mówił, że to nam przeszkadza. Dopóki nie stał się ten koszmar sprzed dwóch lat - mówiła w TOK FM Vlada, mieszkająca w Polsce Białorusinka.
Zobacz wideo

W sierpniu 2020 roku na Białorusi odbyły się wybory prezydenckie, w których za oficjalnego zwycięzcę uznano ubiegającego się o reelekcję Alaksandra Łukaszenkę. Według oficjalnych wyników jego oponentka - popierana przez demokratyczną opozycję Swiatłana Cichanouska - zdobyła zaledwie 10 proc. głosów. Po wyborach w kraju wybuchły masowe protesty przeciwko ich sfałszowaniu. Protesty pociągnęły za sobą nasilające się represje ze strony władz i zatrzymania działaczy demokratycznych.

Dzień tamtych wyborów – 9 sierpnia 2020 roku – wspominała w TOK FM Vlada, mieszkająca w Polsce Białorusinka. - Gdy się obudziłam, czekałam na wyniki głosowania. Ja i moi znajomi myśleliśmy, że zwycięży Swiatłana Cichanouska, bo na nią głosowaliśmy. Gdy zobaczyliśmy, że ogłoszono zwycięstwo Łukaszenki, byliśmy zszokowani. Zaczęliśmy się zbierać i wychodzić na ulice, by pokazać, że jest nas dużo. Że wszyscy się wspieramy. Było w nas dużo nadziei, że wygramy. Niestety, tak się nie stało – mówiła w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

W pewnym momencie - opowiadała dalej - podczas tej masowej manifestacji do demonstrantów w centrum Mińska podjechały samochody, z których wysypali się reżimowi funkcjonariusze. - W życiu tak szybko nie biegłam, jak wtedy. Część tych, którzy nie uciekli, wtłoczono z dużą przemocą do tych samochodów. Takiej przemocy nigdy w życiu nie widziałam "na żywo". Naprawdę myślałam, że to niemożliwe. Widziałam, jak funkcjonariusze Łukaszenki biją dzieci na ulicach. Jak kobiety wychodzą z więzień zgwałcone... - opisywała.

Jak dodała, wtedy diametralnie zmieniło się jej postrzeganie rzeczywistości. - Łukaszenka rządzi dłużej Białorusią, niż ja żyję na tym świecie. To przerażające, bo on stał się częścią mnie i społeczeństwa białoruskiego. Pamiętam, jak co tydzień w szkole musieliśmy pisać, że jesteśmy patriotami Białorusi i jesteśmy za naszym prezydentem. Wszyscy wiedzieliśmy, że to głupota, ale zakładaliśmy te maski. Sądziliśmy nawet, że to jest normalne. Nikt nie mówił, że to nam przeszkadza i że powinnyśmy to zmienić. Wydawało się, że jest pięknie. Dopóki nie stał się ten koszmar sprzed dwóch lat. Ta przemoc była już wcześniej, ale ignorowaliśmy to i graliśmy w tę grę razem z władzą. A teraz mamy skutki tej gry – podkreśliła.

"W Białorusi ludzie rosną jak roślinki"

Do Polski Vlada przyjechała jesienią 2020. Wyznała, że jej rodzina, która pozostała w Białorusi, próbuje zachować optymizm, mimo że "straciła wszystko, co miała". - Zawsze była niezależna, miała swoje biznesy, a potem to straciła. Po wyborach mojej rodzinie i w ogóle Białorusinom chęć do życia zaczęła spadać. Skupili się już tylko na swoich podstawowych potrzebach, np. jedzeniu. Próbują przetrwać. Rosną tam jak roślinki – oceniła.

Gościni TOK FM zastrzegła, że bardzo wierzy w to, iż kiedyś będzie mogła wrócić do ojczyzny. - To taka sama wiara, jaką mają ludzie, którzy zostali w Białorusi. Wierzą, że reżim Łukaszenki nie będzie trwał długo. Bo dobro zawsze wygrywa, tylko pytanie: kiedy – podsumowała.

DOSTĘP PREMIUM