"Polska strona chce się bawić w dziewicę". Niemcy krytykują za spóźnione działania ws. Odry. "Panuje irytacja"

- Polska, która miała wiedzę co najmniej dwa tygodnie wcześniej, nie przekazała żadnych informacji stronie niemieckiej. Dopiero jak zaczęły wypływać martwe ryby we Frankfurcie nad Odrą wszczęto alarm po niemieckiej stronie - mówiła w TOK FM Urszula Ptak, polska publicystka mieszkająca w Berlinie.
Zobacz wideo

W niemieckich mediach mnożą się zarzuty przeciwko Polsce w sprawie zatrucia Odry. Śledztwo w sprawie wszczął Krajowy Urząd Kryminalny w Brandenburgii. - Panuje irytacja, że Polska, która miała wiedzę co najmniej dwa tygodnie wcześniej, nie przekazała żadnych informacji stronie niemieckiej. Dopiero jak zaczęły wypływać martwe ryby we Frankfurcie nad Odrą wszczęto alarm po niemieckiej stronie - mówiła w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u" polska publicystka mieszkająca w Berlinie Urszula Ptak.

Jak wskazała rozmówczyni Piotra Maślaka, głównym tematem w Niemczech jest teraz szukanie przyczyn katastrofy, które utrudnia zachowanie polskiej strony. Argumentowała, że przez późną reakcję polskich władz "dowody spływają". - Odra to nie jest kałuża. Co kilka minut może być inny skład tej wody, bo przecież są dopływy do Odry i różne etapy, w jakich ta fala trucizny przepływała - tłumaczyła.

Przypomnijmy, że to w niemieckich mediach - 10 sierpnia - pojawiła się informacja, że w wodzie pobranej z Odry rtęci było tak dużo, Informację następnego dnia powtórzył minister Brandenburgii Axel Vogel. Z kolei według najnowszych doniesień "Berliner Zeitung" pierwsze wyniki badań próbek wody nie wykazały podwyższonych poziomów metali takich jak rtęć. - Sprawa z rtęcią zelektryzowała opinię publiczną i w Polsce i w Niemczech. Axel Vogel się potem wycofał z tej wypowiedzi. Niemniej przecież nikt sobie nie wymyślił tego, że jest wysokie stężenie rtęci, więc zasadne jest pytanie, czy to było możliwe. Teraz nikt nie chce udzielić na to jednoznacznej odpowiedzi - podkreśliła Ptak.

Gościni TOK FM dodała, że pojawiają się także hipotezy dotyczące dużego zasolenia Odry i trujących niebieskich alg. - Wielu naukowców się pod tym podpisuje, że mogły być to też przyczyny biologiczne - podkreśliła dziennikarka i i wskazała, że w Niemczech wychodzi się w tej chwili z założenia, że przyczyny mogły być złożone. - Ja się tylko martwię, czy my w ogóle je poznamy. Bo polska strona, również teraz, chce się bawić w dziewicę i ogłaszać swoje wyniki badań. A zaczęli je w tym samym czasie, co Niemcy. Czyli dwa tygodnie za późno. Czas został zmarnowany - oceniła.

Publicystka podkreśliła, że straty związane ze skażeniem Odry będą ogromne. - Co parę minut pojawiają się nowe informacje. W tej chwili w mediach są obrazy zrozpaczonych ludzi, właścicieli wypożyczalni kajaków, restauracji, które żyły z Odry. Obowiązuje zakaz korzystania w jakikolwiek sposób z wody i to są wymierne czynniki ekonomiczne - relacjonowała. - Wierzę, że Niemcy przeprowadzą dochodzenie w różnych obszarach, bo kwestia tego, czy będą roszczenia odszkodowań na pewno się pojawi i to wkrótce - podsumowała rozmówczyni Piotra Maślaka.

DOSTĘP PREMIUM