"Szarpane działania" Rosjan w Charkowie. Gen. Bieniek: Zdobyli już, co zdobyli, a teraz nękają

- Rosjanie poprzez ostrzał Charkowa i bestialskie ataki na cywilów mówią: "Nie osłabiliśmy się, jesteśmy wszędzie i wojna trwa". Choć widzimy, że mają wyczerpane zasoby osobowe, a ich duch walki jest bardzo niski. Usiłują werbować a to jakichś najemników, a to Czeczeńców, a to niewyszkolonych rekrutów. Ale nie osiągają celów. Zdobyli już, co zdobyli, czyli ok. 40 proc. terytorium Ukrainy, i teraz prowadzą działania nękające - powiedział w TOK FM gen. Mieczysław Bieniek.
Zobacz wideo

W rosyjskich atakach rakietowych na Charków i Krasnohrad, do których doszło w środę wieczorem i w czwartek rano, zginęło 19 osób, a rannych zostało co najmniej 45 osób. W charkowskiej Sałtiwce iskandery trafiły w blok mieszkalny, a w Krasnohradzie rakieta uderzyła w prywatny dom. Władze lokalne oceniły te ataki jako "najtragiczniejsze od początku wojny". Piątek ma tam być dniem żałoby.

- To jest terrorystyczna taktyka, którą Rosjanie stosują od dawna. Atakują cele cywilne i zastraszają ludność. Natomiast nie widzę w tym żadnego celu operacyjnego, bo przecież Charkowa nie są w stanie zdobyć. Chcą może spowodować to, że część ludności będzie chciała wyjechać z tego miasta - komentował w TOK FM gen. Mieczysław Bieniek, były zastępca dowódcy strategicznego NATO.

Jak dodał, prawdopodobnie armia Władimira Putina chciała również odegrać się wspomnianymi uderzeniami za Krym. Bo - przypomnijmy - na tym okupowanym przez Rosjan półwyspie doszło ostatnio do ukraińskich ataków. Przed tygodniem ostrzelano rosyjską bazę lotniczą w Nowofedoriwce na Krymie, a 16 sierpnia wybuchł skład amunicji we wsi Majske. - Każde celne uderzenie w rosyjskie obiekty natychmiast znajduje odwet w postaci bestialskich ataków na ludność cywilną. To jest jedna z rosyjskich metod prowadzenia walki - mówił w rozmowie z Wojciechem Muzalem.

Wg niego Rosjanie takimi "szarpanymi działaniami" w Charkowie chcą również odciągnąć uwagę od Chersonia, gdzie spodziewają się uderzeń armii ukraińskiej. - Więc Rosjanie poprzez ostrzał Charkowa mówią: "Nie osłabiliśmy się, jesteśmy wszędzie i wojna trwa". Choć widzimy, że mają wyczerpane zasoby osobowe, a ich duch walki jest bardzo niski. Usiłują werbować a to jakichś najemników, a to Czeczeńców, a to niewyszkolonych rekrutów. Ale nie osiągają celów. Zdobyli już, co zdobyli, czyli ok. 40 proc. terytorium Ukrainy, i teraz prowadzą działania nękające - powiedział gość TOK FM.

"Czas gra teraz na korzyść Ukrainy"

Gen. Bieniek przypomniał, że wojna w Ukrainie trwa już szósty miesiąc i choć Władimir Putin nie osiągnął swoich celów, to państwo, które napadł, "mocno krwawi". Dlatego - jak wskazał ekspert - prezydentowi Zełenskiemu trudno teraz będzie przystąpić do rozmów pokojowych, zapomnieć o krzywdzie swojego narodu i zaakceptować tak dużą utratę swojego terytorium. - Można byłoby rozmawiać ewentualnie wtedy, gdyby udało się wypchnąć Rosjan do stanu sprzed 24 lutego, czyli początku rosyjskiej inwazji - podkreślił.

Dlatego - kontynuował gość TOK FM - ambicje prezydenta Turcji, by pośredniczyć w rozmowach Ukraińców z Rosjanami, wydają się zbyt wygórowane. - To, że Recep Erdogan przyjechał w czwartek do Lwowa, dobrze o nim świadczy. Jego sukcesem jest, że wynegocjował z Rosjanami możliwość płynięcia tych "karawan zbożowych" przez Morze Czarne - przyznał. Jak jednak dodał, rozmowy o pokoju są przedwczesne.

Jego zdaniem czas gra teraz na korzyść Ukrainy, bo ona się wzmacnia, otrzymując z Zachodu dostawy coraz bardziej nowoczesnego sprzętu wojskowego. - W dodatku Ukraina ma zmobilizowane dość pokaźne zasoby ludzi. Więc myślę, że - przy jej determinacji i zachodnim sprzęcie będzie mogła wykonywać precyzyjne uderzenia. A może nawet przeprowadzić kontrofensywę i zepchnąć Rosjan na pozycje, które zajmowali przed 24 lutego - tłumaczył.

DOSTĘP PREMIUM