Zabójca żony Polańskiego w więzieniu zrobił karierę. "Ten koleś-analfabeta był wreszcie sławny i uwielbiany"

Charles Manson po wstrząsającej zbrodni w domu Romana Polańskiego stał się dla wielu bohaterem i obiektem zbiorowej wyobraźni. - To zaskakujące, bo ten koleś był analfabetą o wzroście 163 cm i człowiekiem, za którego nie dałoby się nawet kilku groszy. Ale miał niesamowitą moc i działał na wyobraźnię kobiet, ale także mężczyzn. Mimo że trafił do więzienia, sprzedawał koszulki ze swoim wizerunkiem. Można powiedzieć, że wtedy zrobił ogromną karierę - mówiła w TOK FM Katarzyna Surmiak-Domańska.
Zobacz wideo

9 sierpnia 1969 roku (53 lata temu) członkowie bandy Charlesa Mansona zamordowali Sharon Tate, czyli żonę Romana Polańskiego i czterech jego przyjaciół. Wydarzyło się to w willi reżysera w Beverly Hills. Ta wstrząsająca zbrodnia stała się symbolem końca "lata miłości", czyli rewolucji hippisów. O tym, dlaczego tak się stało, mówiła w TOK FM reporterka i pisarka Katarzyna Surmiak-Domańska.

- Ta zbrodnia stała się takim niezwykłym symbolem po pierwsze ze względu na charyzmatyczną postać Mansona. Świadczyć o tym może fakt, że nawet jako starszy pan miał dużą rzeszę fanów i fanek. Nawet już jako staruszek, siedząc w więzieniu ożenił się z młodą kobietą. A po drugie, ofiarami tej zbrodni byli ludzie z pierwszych stron gazet, przede wszystkim żona Romana Polańskiego – mówiła w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Jak podkreśliła, zbrodnia niesłusznie jest wiązana z ruchem hippisowskim. - Twierdzono, że Manson jest symbolem degeneracji tego ruchu i tego, do czego doprowadziło nadużywanie narkotyków. Owszem, hippisi brali ostre dragi, przede wszystkim LSD, ale robiąc to, twierdzili, że to jest jakaś droga do raju. Że to jest substancja, która może pomóc ludzkości zmienić się na lepsze. Przywódcą pierwszych hippisów był Ken Kesey, autor "Lotu nad kukułczym gniazdem". Jak czytam o jego wspólnocie, to mam poczucie, że to byli ludzie o dobrych intencjach, którzy naprawdę wierzyli w to, że ludzkość może zmienić się na lepsze. A Manson nie miał takich intencji – tłumaczyła reporterka.

W jej ocenie zbrodniarz w ogóle nie należał do ruchu hippisów, tylko skorzystał na ich rewolucji. - Takich Mansonów było wtedy mnóstwo. Bo w momencie gdy pojawia się jakaś rewolucja, chaos, bunt przeciwko skostniałym wartościom, to tam wślizgują się tacy cwaniacy – opowiadała Surmiak-Domańska.

Willa Polańskiego wybrana przypadkiem

Manson "podpiął się" pod rewolucję hippisowską niedługo po tym, gdy wyszedł z więzienia, gdzie trafił za stręczycielstwo. - Po wyjściu nie mógł prowadzić biznesu opartego na prostytucji, bo kobiety uprawiały już seks za darmo. Był przerażony, bo kompletnie nie wiedział, jak poradzić sobie na wolności. Założył wspólnotę, która żyła z wykorzystywania kobiet. Gdy trzeba było skądś wziąć jedzenie, kazał im lecieć do supermarketu, zrobić laskę ochroniarzowi i wziąć za to jedzenie. Kobietami załatwiano tam wszelkie transakcje – opisywała gościni TOK FM.

Przypomniała, że Manson – oprócz tego, że był stręczycielem – miał również ambicje artystyczne. Próbował sobie załatwiać przesłuchania w wytwórniach płytowych, ale producenci go odrzucali. Jeden z nich mieszkał obok Romana Polańskiego. Pojawiła się nawet hipoteza, że to tego producenta Manson chciał zabić w zemście, a do domu polskiego reżysera jego banda trafiła przypadkiem. - Jednak tę teorię obala Jeff Guinn w książce "Manson. Ku zbrodni", gdzie wyjaśnia, jak doszło do tego morderstwa. Otóż chodziło o to, że Manson wcześniej zabił swojego dilera. Zaczęło się śledztwo, które niebezpiecznie zbliżało się do Mansona, więc postanowił przekierować uwagę policji i zaaranżować serię podobnych morderstw w okolicy. W ten sposób chciał przerzucić podejrzenia z siebie na Czarne Pantery, czyli radykalną organizację aktywistów afroamerykańskich. Chodziło o to, by stworzyć wrażenie, że to Afroamerykanie mordują białych z elit – stwierdziła i dodała, że Manson wybrał przypadkowo willę zamożnych ludzi, którym akurat okazał się dom Polańskiego.

Dziennikarz TOK FM zauważył, że sprawców zbrodni wykryto również przez przypadek. Jedna z członkiń bandy Mansona trafiła za kratki za inne przestępstwo i tam pochwaliła się współwięźniarce zbrodnią. Policja dowiadując się o tym, wpadła na trop Mansona.

"Wreszcie był sławny i uwielbiany"

Katarzyna Surmiak-Domańska zwróciła uwagę, że po wstrząsającej zbrodni, do której doszło w domu Romana Polańskiego, Manson stał się dla wielu bohaterem i był obiektem zbiorowej wyobraźni. - To zaskakujące, bo ten koleś był analfabetą o wzroście 163 cm i człowiekiem, za którego nie dałoby się nawet kilku groszy. Ale miał niesamowitą moc i działał na wyobraźnię kobiet, także mężczyzn. Mimo tego, że trafił do więzienia, sprzedawał koszulki ze swoim wizerunkiem. Zdaje się, że też płytę udało mu się wydać. Można powiedzieć, że jak wrócił za kratki, zrobił ogromną karierę – podkreśliła.

W jej ocenie niewola nie była więc dla niego wielką karą. - Tam poczuł się bezpiecznie. Podobno mówił, że ma już święty spokój, może grać na gitarze, a jedzenie jest tam o wiele lepsze niż te śmieci, które przygotowywały dziewczyny w jego komunie. Poza tym wreszcie był sławny i uwielbiany – podsumowała gościni TOK FM.

Charles Manson zmarł w 2017 roku.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM