Dlaczego Rosjanie popierają Putina? "On doskonale czyta kulturę mużykowską, specyficzne machizmo"

Putin podpisał dekret o zwiększeniu liczebności rosyjskiej armii. Zdaniem Zbigniewa Parafianowicza prezydent Rosji dobrze wyczuwa nastroje Rosjan. - Doskonale czyta kulturę mużykowską, specyficzne machizmo, z naleciałościami po gułagu. A efektem tego jest ścisłe połączenie władzy ze społeczeństwem - mówił w TOK FM dziennikarz "DGP".
Zobacz wideo

Na mocy dekretu wydanego przez Putina liczba żołnierzy w rosyjskiej armii zwiększy się o 137 tys. i osiągnie 1,15 mln. W konsekwencji tej decyzji wzrośnie również całkowita liczebność sił zbrojnych. Od przyszłego roku będzie tam służyło ogółem 2,04 mln osób, z czego ponad połowa jako żołnierze. Zarządzenie wejdzie w życie 1 stycznia 2023 roku. 

Zdaniem Zbigniewa Parafianowicza prezydent Rosji dobrze wyczuwa nastroje Rosjan. - Putinowi udało się stworzyć przez kilka lat rządów klasę lemingów, którzy wierzą w imperialny model odbudowy siły Rosji, z którą znowu cały świat się będzie liczył - mówił dziennikarz "Dziennika Gazety Prawnej" w TOK FM. - Nawet członkowie zespołu Leningrad, który uchodzi za fenomen i który drwił z elementów rosyjskości, w tym m.in. z jej pijaństwa, popierają wojnę w Ukrainie - dodał w rozmowie z Janem Wróblem, oceniając, że "to nieznośne". 

Podobnego zdania jest Agata Stremecka. - Zdaje się, że tam wszyscy popierają wojnę w Ukrainie. To ludzie, którzy wyjątkowo potrzebują wielkiej, imperialnej Rosji - przekonywała ekspertka z Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Jak zastrzegła, jednoznaczna odpowiedź na pytanie, czy to wojna autokraty, czy wypełnianie przez niego woli narodu rosyjskiego, jest trudna. - Polacy zawsze się dzielili na tych, którzy snobowali się na czytanie literatury rosyjskiej, mówiąc o tym, że dusza rosyjska jest jedną z najpiękniejszych. I nie mieści się w schematach, które mamy w europejskim kręgu kulturowym. Oraz na tych, którzy mówili, że Rosjanie to do cna źli ludzie, z moralnego punktu widzenia. Nie mówiąc tylko o wierchuszce politycznej - wskazała. 

W jej ocenie, po spędzeniu w Moskwie kilku miesięcy, bardziej prawdopodobna jest druga opcja. - Jestem przekonana, że Rosja to zły kraj. Od zarania dziejów. Przy czym nie jest to do zmiany. Tylko dlatego, że Rosjanie obejrzą sobie amerykańską czy europejską telewizję. Nie. To jest zakorzenione dużo głębiej - przyznała, podkreślając, że "kiedy wyjechała z Moskwy, powiedziała też sobie, że nigdy tam nie wróci". - Miałam poczcie, że to inny kraj. Z ludźmi, których nie rozumiem i którzy mają inne potrzeby i inne pojmowanie wolności. Ich wolność jest inna niż nasza - dopowiedziała.

"Mizerny wzrost gospodarczy Rosji"

Poparcie dla Władimira Putina w społeczeństwie rosyjskim jest bardzo wysokie - wojna jeszcze je podniosła: oficjalne sondaże mówią o 80 proc. Czym można to tłumaczyć?

Zdaniem Zbigniewa Parafianowicza to głównie efekt tego, że Rosja funkcjonuje w oparciu o władzę autorytarną lub totalitarną. I to od zarania. - To, co robił Putin od przejęcia władzy, to nie reformowanie gospodarki. On skupił się na modernizacji sił zbrojnych i odbudowie egzekutywy, wzmocnieniu systemu władzy, oparciu jej o służby specjalne. Eliminacji wszystkich środowisk, które mogą być alternatywne dla niego - wyliczył rozmówca Jana Wróbla. Efektem tego, jak dodał, jest wykluczenie Rosji ze wspólnoty międzynarodowej, w której ton nadaje świat Zachodu.

Także według Agaty Stremeckiej reformy, które Putin wprowadzał, to reformy potrzebne zawsze dla realizacji tylko i wyłącznie jego celów. A nie po to, by kraj się rozwijał. - Wzrost gospodarczy Rosji jest mizerny w porównaniu nawet do najsłabszych krajów UE - zauważyła ekspertka Forum Obywatelskiego Rozwoju. - Nie przeceniajmy, że to wielka strategia, która jest w stanie budować wielką Rosję. Bo jej po prostu nie ma - dodała od razu. 

W ocenie Parafianowicza najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem rosnącego poparcia dla wojny jest efekt umowy społecznej, jaką Putin zawarł z Rosjanami. - On doskonale czyta kulturę mużykowską, specyficzne machizmo, z naleciałościami po gułagu. A efektem tego jest ścisłe połączenie władzy ze społeczeństwem - mówił. - I w tym sensie społeczeństwo odpowiada za to, co dzieje się w Ukrainie - ocenił dziennikarz "DGP".

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM