Obóz za długą brodę lub spódnicę. Raport ONZ o Ujgurach wprawił w furię Pekin. "Wspólnicy Waszyngtonu"

ONZ opublikowało długo wyczekiwany raport o sytuacji Ujgurów. Dokument potwierdza, że Chiny dopuszczają się tortur, a może nawet zbrodni przeciw ludzkości. - Raport jest bardzo mocny i wzbudził absolutną furię w Pekinie. Chiński ambasador przy ONZ powiedział, że urząd wysokiego komisarza stał się - cytuję - łobuzem i wspólnikiem Waszyngtonu - mówił w TOK FM Konstanty Gebert stały felietonista "Kultury Liberalnej" i autor m.in. książki "Ostateczne rozwiązania. Ludobójcy i ich dzieło".
Zobacz wideo

ONZ oskarża Chiny o poważne pogwałcenie praw Ujgurów. Specjalny raport na ten temat opublikowała w środę odchodząca już z funkcji Wysokiego Komisarza do spraw Praw Człowieka Michelle Bachelet. 

Konstanty Gebert w TOK FM zwrócił uwagę na okoliczności, w jakich raport ujrzał światło dzienne. - Bachelet opublikowała raport na 11 minut przed północą. Co wygląda trochę jak z dowcipu Andrzeja Mleczki. Powiedziała, co myśli i ucieka - zauważył w "Światopodglądzie" stały felietonista "Kultury Liberalnej" i autor m.in. książki "Ostateczne rozwiązania. Ludobójcy i ich dzieło". 

Podkreślił, że ostateczną decyzję w tej spawie podjęła sama była już Wysoka Komisarz do spraw Praw Człowieka. Dokument, a dokładnie jego pierwsza wersja, jak przypomniał, był gotowy już rok temu. Na jesieni. A sam raport miał być opublikowany w grudniu. - Najpierw Bachelet bardzo długo ulegała chińskiej presji. Potem publikacja została odroczona ze względu na Igrzyska Olimpijskie w Pekinie - takie było wyjaśnienie. Po imprezie, raport nadal nie został opublikowany, bo rząd chiński obiecał, że wpuści Bachelet do Sinciangu, co stało się w maju tego roku - dodał w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Dopowiedział przy tym, że wizyta okazało się jednak całkowitą kompromitacją. - Bo Bachelet nie mogła wejść do żadnego z obozów, gdzie Chińczycy trzymają Ujgurów. Nie mogła też - bez chińskiego nadzoru - porozmawiać z ofiarami prześladowań - wyliczył. 

Ironizował, że "Bachelet udało się coś niezwykłego. Zbudować front potępienia jej działań, który obejmuje zarówno działaczy ujgurskich, jak i rząd chiński". - Po ogromnej fali potępienia, jakie ją spotkało ze strony ujgurskich i międzynarodowych organizacji praw człowieka - za uleganie chińskiej presji Bachelet oświadczyła, że nie będzie kandydować na drugą kadencję - mówił też gość TOK FM, oceniając, że to sytuacja "dość niezwykła".

- Bachelet zakończyła kadencję wczoraj o północy i nie ma swojego następcy. Nie bardzo zresztą wiadomo, kto mógłby kandydować. Kto mógłby znaleźć poparcie wszystkich członków rady bezpieczeństwa. Po Bachelet Chiny będą wetować wszystkich kandydatów, które nie dają wystarczającej gwarancji lojalności. Jest więc możliwe, że przez dłuższy czas w ogóle nie będzie wysokiego komisarza - prognozował przy tym. 

"Poziom ingerencji zapiera dech"

Przymusowe sterylizacje, przetrzymywanie w obozach reedukacyjnych, tortury i inne akty przemocy, także seksualnej - to tylko część zarzutów wobec władz w Pekinie. Autorzy ONZ-towskiego raportu wskazują przy tym, że wszystko to można by było uznać za zbrodnie przeciwko ludzkości. - Chińskie dane rządowe potwierdzają, że na przełomie lat 2009-2013 nastąpił dramatyczny spadek urodzeń w prowincji Sinciang, którego inaczej niż ingerencją w proces reprodukcyjny nie można tłumaczyć. A to o tyle istotne, że w świetle ONZ-owskiej definicji, zakłócanie rozrodczości w danej grupie jest aktem ludobójstwa - skomentował autor m.in. książki "Ostateczne rozwiązania. Ludobójcy i ich dzieło". Zastrzegł jednak, że Bachelet nie używa terminu "ludobójstwo".

Co jeszcze wiadomo z raportu? Że przez obozy przeszło ok. 1 mln ludzi z 10 mln ujgurskiej ludności Sinciangu. - A to oznacza, że siedział co 10. Ujgur -  podkreślił Konstanty Gebert. Wyjaśnił też, że do obozów koncentracyjnych - oficjalnie Chiny nadal nazywają je ośrodkami szkolenia zawodowego -  można było trafić za różne przewinienia. W tym m.in. za odmawianie palenia czy np. picia alkoholu. Albo w przypadku mężczyzn - noszenie zbyt długiej brody, w przypadku kobiet - zbyt długiej spódnicy. Ujgurzy w Sinciangu to większości muzułmanie, stąd te zasady są dla nich bardzo istotne. 

- Samo szkolenie polegało na uczeniu się pieśni wychwalających chińską partię komunistyczną. Ale bardzo często do rodzin więźniów, do domów, wprowadzali się też chińscy obserwatorzy. Mieszkali z nią i odnotowywali, czy nie ma przejawów ekstremizmu, radykalizmu, terroryzmu. Jeśli były, to członek rodziny w ośrodku reedukacyjnym siedział dłużej - wskazał gość TOK FM.

Ocenił przy tym, że "poziom ingerencji zapiera dech". - To co tam jest nowe i cenne, to szczegółowa analiza chińskiego ustawodawstwa, na mocy którego działa cały aparat represji. Jest tam m.in. omówiona definicja terroryzmu. Terroryzmem są działania, które mogą wzbudzić niepokój publiczny, w tym publiczne obnoszenie się z symbolami terrorystycznymi czy popieranie terroryzmu. Sam terroryzm nigdzie nie jest jednak zdefiniowany. Terroryzmem jest wszystko to, co władze za terroryzm zechcą uznać - podkreślił rozmówca Agnieszki Lichnerowicz. 

"Chińczycy sami wiedzą, co robią w Sinciangu"

Raport ONZ rozdrażnił chińskie władze, które oskarżają ONZ o sianie dezinformacji. - Raport jest bardzo mocny i wzbudził absolutną furię w Pekinie. Chiński ambasador przy OZN powiedział, że urząd wysokiego komisarza stał się - cytuję - łobuzem i wspólnikiem Waszyngtonu -  potwierdził Konstanty Gebert.

Zresztą przeciwko treści raportu już trzy tygodnie temu protestowało blisko tysiąc chińskich organizacji pozarządowych. - Do tej pory nie wiedzieliśmy, że Chinach są jakieś organizacje pozarządowe. A co dopiero tyle. Mało tego, protestowały one, mimo, że raport nie został opublikowany - podkreślił.

Wśród protestujących, jak wyliczył, było m.in. Stowarzyszenie Chórów Chińskich czy Stowarzyszenie Młodych Pracowników Organów Rządowych Prowincji Sinciangu. - Można przypuszczać, że mieli informacje od chińskiego wywiadu, co się znajduje w raporcie. Zresztą Chińczycy sami wiedzą, co robią w Sinciangu. Tyle że do tej pory byli przekonani, że uda się uda im się wystarczająco zastraszyć organa ONZ - dodał gość TOK FM. 

"Głęboki konflikt między Chinami a ONZ"

Co z tego wynika? Do czego raport może posłużyć? - dopytywała też prowadząca.

- UE już oświadczyła, że traktuje raport bardzo poważnie i domaga się od Chin podjęcia kroków, by ukróciły nielegalne działania. Ale raport powinien być też podstawą, by wprowadzić stałe dochodzenie w sprawie działania Chin - odpowiedział Konstanty Gebert.

Dodał, że minimum to powołanie urzędu, który by nadzorował i monitorował chińskie praktyki. Poza tym, jak dopowiedział, Chiny powinny wszcząć dochodzenia w sprawie łamania masowych praw człowieka.  - Trudno sobie jednak wyobrazić, by Pekin zechciał karać za politykę i sankcje, które mają poparcie najwyższych władz chińskich z prezydentem włącznie - zastrzegł Konstanty Gebert - Można się raczej spodziewać, że będziemy mieli do czynienia z głębokim konfliktem między Chinami a ONZ. Tym bardziej że Chiny pokrywają 12 proc. budżetu ONZ. Są drugim sponsorem ONZ, po USA. Sytuacja może się więc dramatycznie zaogniać - skwitował gość TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM