Liz Truss i "tsunami problemów". "Potrzebuje sprytnego planu, bo kryzys jest na wielu frontach"

Liz Truss ma dobry plan, by poradzić sobie z kryzysem kosztów życia i zjednoczonyć naszą partię - tak twierdzi ustępujący premier Boris Johnson. Obecna minister spraw zagranicznych wygrała głosowanie na lidera Partii Konserwatywnej, co oznacza, że we wtorek zostanie nowym szefem rządu w Londynie. - Truss musi wypić mocną kawę i zagryźć ją czekoladą z orzechami, żeby mieć siłę na wymyślenie sprytnego i przebiegłego planu, by poradzić sobie z kryzysem, który nadciąga do Wielkiej Brytanii na wielu frontach - mówiła w TOK FM dr Małgorzata Kaczorowska.
Zobacz wideo

Minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Liz Truss została wybrana nową liderką rządzącej Partii Konserwatywnej i w konsekwencji zastąpi we wtorek Borisa Johnsona na stanowisku premiera kraju. Jak mówiła w TOK FM dr Małgorzata Kaczorowska z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW, trudno mówić w tym przypadku o zaskoczeniu. – Wyniki ogłoszono w Centrum Elżbiety II w Londynie, a oczekującym umilała czas muzyka z serialu "Benny Hill", więc nie można Anglikom odmówić tutaj poczucia humoru – wskazywała gościni Jakuba Janiszewskiego w "Połączeniu" w TOK FM.

Według ogłoszonych w poniedziałek wczesnym popołudniem wyników Truss dostała 81,3 tys. głosów członków Partii Konserwatywnej (57 proc.), a jej konkurent, były minister finansów Rishi Sunak - 60,4 tys. (43 proc.). – Truss to czterdziestolatka, córka profesora matematyki i nauczycielki. Chodziła do państwowej szkoły, ale dostała się na Oksford. Studiowała to, co wielu premierów przed nią, czyli filozofię, nauki polityczne i ekonomię – opowiadała dr Kaczorowska. Po krótkiej karierze księgowej, Truss w 2010 roku została członkinią Izby Gmin. – W czasie kampanii brexitowej była za tym, żeby z UE nie wychodzić, natomiast tuż po przegranym referendum zmieniła zdanie. Stała się wierną orędowniczką wyjścia Wielkiej Brytanii z UE i była w tym lojalna wobec Borisa Johnsona – wskazywała ekspertka.

"Tsunami problemów"

Jakub Janiszewski, prowadzący audycję, podkreślił, że Liz Truss nie ma zbyt wiele czasu na świętowanie sukcesu. – Bo – jak czytamy w "Financial Times" – przed następcą Borisa Johnsona jest tsunami problemów – powiedział Janiszewski.

Na Wyspach inflacja – tak jak w Polsce – bije rekordy i wynosi już ponad 10 procent. Do tego ponad 7 milionów Brytyjczyków czeka na leczenie szpitalne, co jest jeszcze pokłosiem pandemii COVID-19. A na horyzoncie są jeszcze podwyżki cen energii i ogrzewania.

– Truss musi wypić mocną kawę i zagryźć ją czekoladą z orzechami, żeby mieć siłę na wymyślenie sprytnego i przebiegłego planu, by poradzić sobie z kryzysem, który nadciąga do Wielkiej Brytanii na wielu frontach. Sama zapowiedziała, że jeszcze w tym tygodniu ogłosi natychmiastową obniżkę podatków. Już nawet wyborcy Konserwatystów mają dość oszczędności i zaciskania pasa. (…) Do tego jej partii spada poparcie w sondażach. Dla tego w tym sensie na Lizie Truss jest podwójna odpowiedzialność, żeby poprawić wizerunek rządu po Borisie Johnsonie, a do tego przygotować partię do wyborów w 2024 roku – podsumowała  dr Kaczorowska.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM