Chińska potęga nie wchodzi do Polski "z buta" jak rosyjska. "Chodzi o to, żebyśmy jej nie czuli!"

W cywilizacji zachodniej mamy "wszyte" takie myślenie, że oszukanie kogoś jest czymś złym. Natomiast w Chinach oszukanie wroga to jest po prostu wynik jego winy. Bo jak nie wyczuł, poddał się, to trudno. My wygraliśmy i mamy do tego prawo. Na tej zasadzie Chiny rozpowszechniają swoją technologię i wartości po świecie. I to tak nam wchodzi, wchodzi, wchodzi... - mówiła w TOK FM Sylwia Czubkowska.
Zobacz wideo

Chiny próbują umocnić swoją pozycję także w Europie Środkowej. Wykorzystują w tym celu mnóstwo instrumentów: ekonomiczne, dyplomatyczne, technologiczne. Uzależniają nasz region także w dziedzinie nauki, szpiegostwa i wielu innych. O tym, na ile to dla nas niebezpieczne, mówiła w TOK FM Sylwia Czubkowska, autorka książki pt. "Chińczycy trzymają nas mocno. Pierwsze śledztwo o tym, jak Chiny kolonizują Europę, w tym Polskę".

 - Pierwsze, co chcę zauważyć, to, że nie mamy zbadanego tego problemu w Europie. Nie mamy tak, jak w odniesieniu do Rosji, że rozumiemy płynące z jej strony zagrożenia. Ale nie tylko Polska czy kraje Europy Środkowej tego nie mają. To dotyczy również dużej części Zachodu. Bo Chiny przejawiają trochę inną etykę, a stosujemy wobec nich te zasady, które odnosimy do siebie. A potem jesteśmy ciągle zaskoczeni tym, że to nie do końca działa – mówiła dziennikarka Spider’s Web+ i współautorka podcastu radia TOK FM "Techstorie".

Podała przykład, który przytaczają też eksperci od Chin i przedsiębiorcy, którzy współpracują z tym państwem. - Z góry uprzedzam, że nie jest miły i może brzmieć trochę rasistowsko, ale ludzie potwierdzają, że jest prawdziwy. Chodzi o to, że w cywilizacji zachodniej mamy wszyte takie myślenie, iż oszukanie kogoś jest czymś złym. Natomiast w Chinach oszukanie wroga to jest po prostu wynik jego winy. Bo jak nie wyczuł, poddał się, to trudno. My wygraliśmy i mamy do tego prawo. Na tej zasadzie Chiny rozpowszechniają swoją technologię i wartości po świecie. I to tak nam wchodzi, wchodzi, wchodzi... – podkreśliła.

Jak dodała, przy okazji publikacji książki odbyła wiele rozmów z dziennikarzami i czytelnikami, podczas których słyszała, że oni właściwie nie czują chińskiej obecności w ich życiu. - I właśnie o to chodzi, żebyś nie czuł! Ona nie jest taka "z buta" jak ta rosyjska. To nie jest russkij mir, tylko to mniej zauważalne – przekonywała gościni TOK FM.

"Piwot geopolityczny"

Rozmówczyni Agnieszki Lichnerowicz zwróciła uwagę, że nasz region i Chiny mają zbieżne specyfiki, co mocarstwo rządzone przez Xi Jinpinga skrzętnie wykorzystuje. - To może być zaskakujące: obie strony mają ogromne i wciąż niewykarmione ambicje, ale również duże traumy. W Europie Środkowej mamy traumę post-jałtańską i inne nieprzepracowane historie pt. "Coś straciliśmy, gdy byliśmy pod butem sowieckim". Pamiętamy o tym, że potraktowano nas źle w traktatach, np. odbierając nam ziemie. Chiny mają podobną traumę związaną z kolonializmem, wojen opiumowych i wykorzystywania ich przez Zachód. Na tej psychologicznej warstwie od dobrych kilkunastu lat próbowano budować związki między nami – tłumaczyła.

Jak dodała, nie wszystkie państwa naszego regionu poszły tą drogą. Podała przykłady krajów z Europy Środkowej, które postanowiły się postawić Chinom. - Np. Litwa dokonała piwotu geopolitycznego. Przeliczyła, gdzie są dla niej największe potencjalne ryzyka, a gdzie największe wsparcie. Wyszło, że USA są gwarantem ich bezpieczeństwa. A skoro dla USA wrogiem numer 1 są Chiny, to wniosek jest prosty: Litwa postanowiła grać na Stany i odcięła się od Chin. Zaczęła usuwać ich sprzęt z instytucji państwowych, a kontakty z Chinami zostały właściwie ucięte. Litwa bojkotowała też dyplomatycznie chińskie igrzyska olimpijskie – opisywała i dodała, że z kontaktów z Chinami wycofuje się też Łotwa i Estonia.

Natomiast – kontynuowała – dla np. polskiego i węgierskiego rządu budowanie relacji z Chinami jest okazją, by pokazać Unii Europejskiej, że mogą być od niej bardziej niezależne. - Bardzo wyraźnie to widać w rządzie Węgier, w rządzie Serbii, ale też przez pewien czas było to zauważalne w Czarnogórze i Czechach. A Chiny idą do nich z hasłem "win win". Czyli my wam, wy nam i wszyscy będą na tym wygrani. Tylko nie zawsze tak jest, bo ten partner gra w inną grę – podsumowała gościni TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM