Kto tu komu zakłada nelsona? Limity na ceny rosyjskiej ropy mogą się Zachodowi odbić czkawką. "Kluczowa jest reakcja"

Kraje z grupy G7 planują wprowadzenie limitów cenowych na zakup rosyjskiej ropy. Ta "zmowa cenowa" odbiorców może się jednak okazać mieczem obosiecznym. - Od szczegółów dużo ważniejsze jest to, jak Rosjanie odpowiedzą na ten mechanizm - mówił w TOK FM Szymon Kardaś z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Zobacz wideo

Na początku września ministrowie finansów państw G7 ogłosili, że zamierzają ustanowić limit ceny rosyjskiej ropy naftowej. I że ma się to stać przed 5 grudnia, czyli przed wejściem w życie unijnego embarga na morski import rosyjskiej ropy. Sekretarz skarbu USA Janet Yellen oceniła, że działanie to pozwoli zmniejszyć główne źródło finansowania agresji Rosji na Ukrainę.

Do G7 - oprócz Stanów Zjednoczonych - należą Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Włochy, Kanada i Japonia. W pracach grupy uczestniczy też Unia Europejska.

Szymon Kardaś z Ośrodka Studiów Wschodnich, pytany w audycji "Połączenie" o szanse na realizację tego projektu, przyznał, że deklaracja G7 miała na razie wymiar polityczny. Miał to być sygnał, że Zachód, w tym Unia Europejska, powinni się na taki krok zdecydować, by uszczuplić wpływy budżetowe Rosji. A te w dużej mierze stoją właśnie na sprzedaży ropy. - Za 2021 rok w budżecie wpływy z sektora naftowego to ok. 80 proc. ogółu wpływów naftowo-gazowych - wyjaśniał Kardaś. Jak widać więc, ropa ma dla Rosji w tym wymiarze większe znaczenie niż gaz.

Gość Jakuba Janiszewskiego zwracał też uwagę, że UE w 2021 roku stanowiła nieco ponad 50 proc. całego rosyjskiego zbytu tego surowca. - To są duże wolumeny, powyżej 100 mln ton ropy. Tylko że Rosjanie zaczęli dywersyfikować rynki zbytu. Oczywiście nie da się szybko zastąpić takiego rynku jak europejski. Ale Rosjanie próbują to robić w Azji - wskazywał. Przypomniał, że Chiny, Indie czy Turcja zwiększyły import rosyjskiej ropy. 

Zmowa cenowa odbiorców

Pytany o skuteczność pomysłu grupy G7, Szymon Kardaś przyznał, że sam pomysł wydaje się dobry. - Ale dużo ważniejsze jest to, jak Rosjanie odpowiedzą na ten mechanizm - podkreślił. 

Potencjalne ryzyka łatwiej jest pokazać na przykładach. Załóżmy więc, że limit ustalony przez G7 mieściłby się w widełkach 40-60 dol. za baryłkę, bo o takich progach się mówi, na co zwracał uwagę gość TOK FM. W takiej sytuacji Rosja może zareagować ostro i radykalnie ograniczyć eksport - być może nawet wyprzedzająco - do krajów, które wprowadzą limit cenowy. - To może doprowadzić do ograniczenia wydobycia, a w horyzoncie krótkoterminowym - do znacznego wzrostu ceny ropy. Teraz brent kosztuje ok. 100 dol. za baryłkę. Ropa rosyjska - 70-90 kilka dolarów. Niektórzy mówią, że wzrost mógłby doprowadzić do cen na poziomie 140, a nawet 200 dol. za baryłkę. Czy Rosjanie tego sobie w ten sposób nie zrekompensują, przynajmniej częściowo? - pytał ekspert.

Ale kreślił też inny scenariusz - łagodnej reakcji Rosji, która do limitu spróbuje się dostosować. Tu jednak pozostaje pytanie, co z embargiem na import rosyjskiej ropy - czy nie zostanie ono zniesione bądź poluzowane? - Czy znów nie byłoby tak, że Rosjanie sprzedają taniej, ale sprzedają więcej? I np. ustawia się kolejka większej grupy importerów, którzy widząc szansę taniego kupienia surowca, zwracają się do Rosji - snuł wizję Kardaś. 

Dziś szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała, że Unia Europejska będzie chciała wprowadzić podobne limity na ceny rosyjskiego gazu. Jednak gość TOK FM przypomniał, że Rosja zgromadziła sporo funduszy w pierwszym półroczu tego roku, więc wszelkie nowe mechanizmy wprowadzanie przez kraje zachodnie zastaną ją w sytuacji nadwyżki.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM