"Dla rywalek to przerażające, że ona wciąż może coś poprawić". Co w Nowym Jorku piszą o Idze Świątek?

"Pakiet umiejętności, jakie posiada Iga Świątek, zarówno wrodzonych, jak i wyuczonych, tworzy prawdziwą mistrzynię. A to, co powinno naprawdę przerazić jej rywalki, to fakt, że wciąż może coś poprawić" - tak "The New York Times" komentuje zwycięstwo polskiej tenisistki w US Open.

W sobotę późnym wieczorem czasu polskiego 21-letnia Iga Świątek, liderka światowego rankingu tenisistek, pokonała Ons Jabeur w finale US Open 6:2, 7:6(5) i zdobyła swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł w USA, a trzeci w karierze. Jest pierwszą Polką, która tego dokonała. 

Komentator nowojorskiego dziennika przypomina moment, w którym tegoroczny turniej US Open się rozpoczynał. Przyznaje, że był zdziwiony, że co i rusz pojawiały się uwagi o tym, że kobiecy tenis nie ma dziś dominującej postaci. Tym głośniejsze, że właśnie te rozgrywki były pożegnaniem Sereny Williams, największej z tenisistek w historii. 

- Ale jeśli śledziło się rozgrywki w tym roku, widać było dominację - pisze Christopher Clarey, wymieniając miejsca, w których triumfowała Świątek: Doha, Indian Wells, Miami, Stuttgart, Rzym, Paryż. I wylicza atuty polskiej tenisistki: sprinterska szybkość, którą było widać w walce o każdą piłkę od Ons Jabeur w finale US Open, fenomenalna, elastyczna obrona, moc uderzenia, penetracja pola, odporność psychiczna na presję wielkich meczów - Polka nie przegrała żadnego finału.

- Ten pakiet umiejętności, zarówno wrodzonych, jak i wyuczonych, tworzy prawdziwą mistrzynię. A to, co powinno naprawdę przerazić jej rywalki, to fakt, że wciąż może coś poprawić - podkreślał dziennikarz, jako przykład podając serwis.

Iga Świątek. "Ten rodzaj przewagi, jaką budowały siostry Williams"

"The New York Times" zwraca uwagę na dystans, jaki dzieli Świątek od kolejnej tenisistki (zresztą od poniedziałku będzie nią Tunezyjka Ons Jabeur) w rankingu WTA - Polka będzie miała 10 365 punktów, a wiceliderka o ponad połowę mniej - 5 090. "To ten rodzaj przewagi, jaką w przeszłości budowały siostry Williams czy Steffi Graf" - czytamy w analizie. 

Jednak kluczowe wydaje się to, że Świątek zdołała wygrać na nawierzchni innej niż jej ulubiona mączka. Polka podkreślała na konferencji prasowej po zwycięstwie, że w Paryżu, gdzie dwukrotnie wygrała turniej Rolanda Garrosa, czuje się "u siebie", jednak w Nowym Jorku badała teren. 

- Na początku roku miałam nadzieję, że uda mi się wygrać coś w tourze WTA, bo doszłam do półfinału Australian Open. Ale nie miałam pewności, czy jestem już na takim poziomie, aby zwyciężać w Wielkim Szlemie, a w szczególności w US Open, bo tu nawierzchnia jest taka szybka. To jest więc coś, czego się nie spodziewałam. Ale to utwierdza mnie w przekonaniu, że... "sky is the limit". Jestem dumna, nieco zaskoczona, ale szczęśliwa, że udało mi się to osiągnąć - zaznaczyła.

- Wiedziałam, że tu nie będzie jak na wolniejszych nawierzchniach i że będę mogła użyć wymian i zdobywać punkty ze spokojem. Wiedziałam, że będę tu trudniej będzie mi kontrolować poszczególne wymiany, akcje i mecze oraz że będę musiała bardziej ryzykować. Po tym, jak spędziłam tutaj prawie cztery tygodnie, wreszcie zaczęłam się czuć bardziej naturalnie i uwolniłam rękę przy uderzeniach. To przyszło we właściwym momencie - zauważyła Świątek. A ta "multipowierzchniowość" - jak pisze "The New York Times" - to zwiastun jej długiej dominacji w kobiecym tenisie.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM