"Romantyzujemy żałobę Brytyjczyków. Nie każdy z nich siedzi teraz zapłakany pod drzewem"

Jak ocenił Jakub Krupa, "w mediach mamy dużą tendencję do romantyzowania tego, co się teraz dzieje w Wielkiej Brytanii po śmierci Elżbiety II". - Opowiadamy o narodzie, który jest w absolutnej żałobie. A to nie do końca jest prawda. Oczywiście, Brytyjczycy są w żałobie, ale to nie jest tak, że każdy z nich siedzi teraz zapłakany pod drzewem i nie wie, co ze sobą zrobić - mówił w TOK FM dziennikarz mieszkający od lat w Wielkiej Brytanii.
Zobacz wideo

Od czwartku królem Wielkiej Brytanii jest Karol, który objął tron po śmierci swojej matki Elżbiety II. W poniedziałek po raz pierwszy wystąpił przed członkami obu izb brytyjskiego parlamentu. Zapewnił, że podążając śladem swej matki, będzie zachowywał i wspierał konstytucyjny porządek. Z Pałacu Westminsterskiego, czyli siedziby parlamentu, Karol III wraz z królową-małżonką Camillą udał się do Edynburga, gdzie wziął udział w odprowadzeniu trumny z ciałem Elżbiety II.

Zdjęcia z brytyjskich uroczystości od dnia śmierci królowej są obecne na czołówkach światowych mediów. Ale o czym właściwie jest to opowieść? - pytał Jakub Janiszewski swojego gościa - Jakuba Krupę. - W mediach mamy dużą tendencję do romantyzowania tego, co się teraz dzieje w Wielkiej Brytanii po śmierci Elżbiety II. Opowiadamy o narodzie, który jest w absolutnej żałobie za ukochaną królową. A to nie do końca jest prawda. Oczywiście, Brytyjczycy są w żałobie, ale to nie jest tak, że każdy z nich siedzi teraz zapłakany pod drzewem i nie wie, co ze sobą zrobić. W większym stopniu obserwujemy teraz moment rozliczenia z 70 latami historii Elżbiety II - mówił polski dziennikarz, który od lat mieszka i pracuje w Wielkiej Brytanii.

Jak dodał, dla większości Brytyjczyków Elżbieta II była jedyną monarchinią ich kraju, jaką znali. Uosabiała stałość, nawet w chwilach historycznych zawirowań: brexitu, pandemii, a teraz kryzysu energetycznego. - Królowa była tą jedyną postacią, która gwarantowała, że coś się nie zmienia w tym świecie. Więc myślę, że Brytyjczycy mają teraz swój okres refleksji nad przemijaniem, trochę nad samą monarchią. Choć oczywiście można ich zobaczyć w pubach - patrząc na nich, wydaje się, że nic się nie dzieje. Ale ta ogólnonarodowa refleksja toczy gdzieś podskórnie i będzie przybierała na sile - stwierdził gość TOK FM.

"Droga inwestycja w wizerunek Wielkiej Brytanii"

Media spekulują cały czas, jaki będzie czas panowania Karola III. Ale - jak podkreślił rozmówca Jakuba Janiszewskiego - z porządku konstytucyjnego Wielkiej Brytanii jednoznacznie wynika, że obywatele tego państwa powinni się spodziewać po nowym monarsze jak najmniej.

- Bo taka jest jego rola, że ma zapewniać stabilność i nie angażować się w bieżące tematy polityczne. Oczywiście, Karol ma opinie w różnych kwestiach i nie bał się ich w przeszłości wygłaszać. Myślę tu głównie o opiniach na temat ochrony środowiska. Do rządu Tony’ego Blaira (premier Wielkiej Brytanii w latach 1997-2007 - przyp. red.) pisał szereg listów m.in. o genetycznie modyfikowanej żywności i globalnym ociepleniu. Lobbował za swoimi pomysłami i było to na krawędzi tego, jak powinna się zachowywać rodzina królewska - przypomniał dziennikarz.

Jakub Krupa uważa, że teraz Karol absolutnie już takich rzeczy nie powinien robić. - Ale pojawia się pytanie, na ile będzie skłonny trzymać się konstytucyjnych ram. Czy schowa swoje zaangażowanie? Czy nie zabierze głosu np. w sprawie niepodległości Szkocji i zjednoczenia Irlandii? Jedno jest pewne: sama aktywistyczna rola Karola będzie musiała się zmienić i wiele osób patrzy, jak on do tego będzie podchodził - podkreślił.

Co może się wydarzyć, jeżeli nowy król jednak nie chciałby rezygnować z prowadzonej od lat aktywności i za bardzo by się angażował w bieżące życie polityczne? Zdaniem gościa TOK FM mogłoby być to ryzykowne przede wszystkim dla samego Karola III i monarchii. - Współcześni Brytyjczycy patrzą na nią inaczej niż poprzednie ich pokolenia. Dla nich to gwarancja stabilności i dość droga inwestycja w wizerunek Wielkiej Brytanii. Już w przeszłości, gdy royalsi trochę za bardzo się rozpychali albo kosztowali podatników za wiele, padało sporo głosów, że może trzeba coś z tym zrobić. Gdyby więc Karol III robił, co chciał, i nie interesowałby demokratycznie wybrany rząd, to wywołałoby mocne napięcia społeczne - podsumował dziennikarz.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM