Putin skierował oczy na Ukrainę, a "Azerbejdżan zdecydował się na testowanie Armenii". "Jest bardzo dużo ofiar"

Między Azerbejdżanem a Armenią doszło do wznowienia konfliktu zbrojnego. - Sytuacja w regionie jest bardzo napięta i może wyjść spod kontroli. Tutaj może się absolutnie wszystko wydarzyć - mówił w TOK FM Wojciech Górecki z Ośrodka Studiów Wschodnich. Ekspert ocenił, że władze Azerbejdżanu zdecydowały się na zastosowanie taktyki "deeskalacji przez eskalację".
Zobacz wideo

W nocy z poniedziałku na wtorek wybuchły walki między Azerbejdżanem a Armenią. W wymianie ognia zginęło 49 żołnierzy armeńskich - przekazał premier tego kraju Nikol Paszynian. Strona azerska poinformowała o ofiarach, ale nie podała ich liczby. Oba, pozostające od lat w konflikcie, kraje obwiniają się wzajemnie o wywołanie obecnej eskalacji.

- Nad ranem spłynęły doniesienia o zawieszeniu broni. Czyli mamy bardzo intensywny, ale krótkotrwały kryzys. Intensywny, bo jest bardzo dużo ofiar. Do takich eskalacji dochodziło tam już wcześniej, ale w ich wyniku ginęło po kilka osób. W tym regionie sytuacja jest niestabilna i takie eskalacje będą się powtarzać, dopóki konflikt pomiędzy oboma krajami nie zostanie rozwiązany – komentował na antenie TOK FM Wojciech Górecki z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Przypomnijmy, Armenia i Azerbejdżan od dziesięcioleci toczą spór o Górski Karabach, zamieszkany przez Ormian separatystyczny region będący de iure częścią Azerbejdżanu. Najkrwawsze starcia pomiędzy Ormianami i Azerami o Górski Karabach toczyły się w latach 1988-1994, po których teren stał się rządzonym przez Ormian i wspieranym przez Armenię quasi-państwem. Do ostatniej odsłony tego konfliktu doszło w 2020 r., gdy Azerbejdżan podjął próbę odzyskania kontroli nad tym terytorium. Zginęło wówczas ponad 6 tys. osób. 

Analizując przyczyny ostatniego kryzysu, ekspert przytoczył stanowisko Azerbejdżanu, który miał odpowiedzieć na "armeńskie prowokacje". Armenia jednak odrzucała te oskarżenia i podkreślała, że to Azerbejdżan dopuścił się wobec niej niesprowokowanego ataku. - Nie ma więc nic wspólnego w tych narracjach. Można jednak przypuszczać, że to Azerbejdżan był tutaj stroną aktywną. Jednak określenie tego, co tam tak naprawdę się dzieje, jest bardzo trudne – przyznał w rozmowie z Jakubem Janiszewskim.

Erozja wpływów Rosji w regionie postępuje?

Czy rozgrzanie tego konfliktu może mieć związek z rosyjską inwazją w Ukrainie? - Ten kontekst ukraiński jest teraz bardzo silnie obecny na całym obszarze poradzieckim. Nie sposób zauważyć, że ostatni kryzys między Armenią i Azerbejdżanem miał miejsce w momencie kontrofensywy ukraińskiej w obwodzie charkowskim. Być może właśnie dlatego Azerbejdżan zdecydował się na testowanie Armenii - ocenił Wojciech Górecki.

Jak wyjaśniał, w 2020 roku - pod koniec tzw. II wojny karabaskiej - Azerbejdżan i Armenia umówiły się, że odblokują szlaki komunikacyjne w regionie, na czym zależy szczególnie Azerbejdżanowi. Gwarantem tego porozumienia była Rosja, która jest "patronem Armenii" i która skierowała w rejon konfliktu siły pokojowe. - Więc być może przez fakt, że Rosja ma teraz oczy skierowane w stronę ukraińską, jest mniej prawdopodobne, że jakoś gwałtownie zareaguje. Niewykluczone zatem, że dlatego Azerbejdżan zdecydował się na testowanie Armenii – tłumaczył.

W jego ocenie jeśli teraz Rosja twardo nie zareaguje na konflikt Azerbejdżanu i Armenii, to będzie świadczyło, że "erozja jej wpływów w regionie postępuje".

"Deeskalacja przez eskalację"

Zdaniem eksperta z OSW Azerbejdżan decydując się na ten chwilowy konflikt, stosuje taktykę "deeskalacji przez eskalację". - Takie działania w jego wykonaniu obserwujemy od mniej więcej 2016 roku, kiedy odzyskał od Armenii mały obszar ziemi. Później stosował taktykę stałego nacisku, żeby sprawa karabaska nie zeszła z agendy i żeby cały czas trzymać Armenię w napięciu. Po wojnie w 2020 roku ona zdaje się skłonna do porozumienia. I teraz Azerbejdżan poprzez stały pressing chce wymóc to porozumienie jak najszybciej - stwierdził.

Przyznał jednak, że ten kraj może jednak "bardzo łatwo przedobrzyć" w tym nacisku na Armenię. A wtedy ekipa rządząca tym krajem, która póki co jest skłonna do porozumienia, może się zmienić na inną - bardziej skłonną do zaostrzenia kursu. - Sytuacja w regionie jest bardzo napięta i może wyjść spod kontroli. Tutaj może się absolutnie wszystko wydarzyć - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM