Azerbejdżan "testuje" Rosję. "Jeśli Putin zdecyduje się rozkołysać ten region, konsekwencje będą poważne"

Jak ocenił w TOK FM były ambasador Unii Europejskiej w Armenii Piotr Świtalski, między Armenią a Azerbejdżanem "doszło do bezprecedensowej eskalacji konfliktu". - Trzeba to interpretować jako testowanie Rosji. Jest osłabiona, zbiera cięgi w Ukrainie. W związku z tym Azerbejdżan próbuje się przekonać, na ile Rosja jest w stanie zaangażować się na tym obszarze - powiedział.
Zobacz wideo

Między Azerbejdżanem a Armenią w nocy z poniedziałku na wtorek ponownie wybuchły walki. Państwa poinformowały we wtorek już o blisko stu zabitych żołnierzach. To najpoważniejsze zaostrzenie sporu od czasu wojny z 2020 roku o sporny Górski Karabach. Wówczas zakończyła się ona kruchym rozejmem, w którym pośredniczyła Rosja. Jako gwarant zawieszenia broni, rozlokowała w regionie około 2 tys. żołnierzy, służących jako siły pokojowe.

Na natychmiastowe wstrzymanie walk między Azerbejdżanem a Armenią naciska USA. Szef amerykańskiej dyplomacji Antony Blinken zadzwonił we wtorek do przywódców obu krajów i wezwał ich do zaprzestania działań wojennych.

Jak ocenił w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u" były ambasador Unii Europejskiej w Armenii Piotr Świtalski, między Armenią a Azerbejdżanem "doszło do bezprecedensowej eskalacji konfliktu". - W sensie polityczno-wojskowym ma on nowy wymiar, ponieważ doszło do użycia siły na terytorium właściwej Armenii, a nie tylko na obszarze Górskiego Karabachu. Azerbejdżan użył w zmasowany sposób artylerii i dronów - podkreślił Świtalski.

W ocenie rozmówcy Piotra Maślaka, Azerbejdżan postanowił wykorzystać obecne zaangażowanie Rosji w wojnę w Ukrainę. - Trzeba to interpretować jako testowanie Rosji. Jest osłabiona, zbiera cięgi w Ukrainie. W związku z tym Azerbejdżan próbuje się przekonać, na ile Rosja jest w stanie zaangażować się na tym obszarze w konflikcie armeńsko-azerbejdżańskim - powiedział Świtalski.

Czy dojdzie do wojny na Kaukazie?

Zdaniem byłego ambasadora w Armenii, Rosja nadal - choć straciła sporo potencjału w Ukrainie - jest  zdolna wziąć udział w wojnie również na Kaukazie. Choć, jak wskazał, prawdopodobnie jeszcze nie w tym momencie. Ma o tym świadczyć choćby decyzja Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym o wysłaniu w ten rejon misji obserwacyjnej. 

Przypomnijmy, że zgodnie z traktatem tworzącym to ciało,  atak na Armenię utożsamiany jest z atakiem na innych jego uczestników: Rosję, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan. - Wczoraj odbyło się spotkanie na szczycie tej organizacji i decyzje, które tam zapadły, mają charakter odpowiedzi pozorowanej. Nie doszło do stwierdzenia, że nastąpiło uruchomienie klauzuli sojuszniczej. Ryzyko wielkiego konfliktu z udziałem Rosji w tej chwili według mnie nie jest więc przesadnie wysokie, ale trzeba się niepokoić. I reakcje liderów mocarstw - Stanów Zjednoczonych, Francji i Unii Europejskiej świadczą o tym, że sytuacja ma charakter bardzo poważny - powiedział Świtalski.

- Jeśli Rosja, o czym mówił wczoraj Blinken, zdecyduje się rozkołysać ten region, to będziemy mieli do czynienia z bardzo poważnymi konsekwencjami. Nie ulega wątpliwości, że to będzie angażować i Zachód. Oby do tego nie doszło i mam nadzieję, że te wszystkie telefony, które miały miejsce wczoraj, ostudzą nieco emocje. Bo to jest w tej chwili niepotrzebne. To jest coś, co odwraca uwagę od wojny w Ukrainie i mam nadzieję, że te argumenty dotrą do przywódców - podsumował były ambasador w Armenii.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM