Chiny chcą "dawać twarz" Putinowi. Ekspert o "strategicznej wymianie przysług"

Władimir Putin spotkał się w Uzbekistanie z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. Jak podkreślił Jakub Jakóbowski, "świat patrzy na to spotkanie". - Bo oni chcą pokazać, że antyzachodnia oś, którą utworzyli, nadal jest silna. Chińczycy dalej chcą "dawać twarz" Rosji - mówił w TOK FM ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Zobacz wideo

W czwartek w Uzbekistanie odbywa się szczyt Szangajskiej Organizacji Współpracy, do której należą m.in. Rosja i Chiny. W kuluarach doszło do spotkania przywódców obu krajów: Xi Jinpinga i Władimira Putina. Była to ich pierwsza rozmowa - twarzą w twarz - od początku rosyjskiego najazdu na Ukrainę. - Chcemy przyjąć z Rosją rolę wielkich mocarstw - zadeklarował przywódca Chin. Z kolei dyktator z Kremla potępił próby stworzenia "jednobiegunowego świata" i pochwalił zrównoważone podejście Pekinu do wojny w Ukrainie.

Według stacji CNN w związku z porażkami swojego wojska "Putin potrzebuje pomocy Xi Jinpinga bardziej niż kiedykolwiek". - Świat patrzy na spotkanie Xi Jinpinga z Putinem. Bo oni chcą pokazać, że antyzachodnia oś, którą utworzyli i w której się asekurują, jest nadal silna. Mimo że balans ich sił się zmienił po wybuchu wojny w Ukrainie, to wygląda na to, że Chińczycy dalej chcą uczestniczyć w tej strategicznej wymianie przysług. I dalej chcą "dawać twarz" Rosji – mówił w TOK FM Jakub Jakóbowski z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Przyznał, że w tym "politycznym teatrze" nie spodziewa się zwrotów akcji. Ale dodał też, że Xi Jinping wysyła ostatnio wyraźne sygnały do prezydenta Rosji, że jego agresywna polityka wobec Ukrainy nie jest do powtórzenia w Azji Centralnej. Według eksperta świadczyć o tym może np. środowe spotkanie Xi Jinpinga z prezydentem Kazachstanu, co odebrano jako swoisty gest wsparcia dla Kasyma-Żomarta Tokajewa.  Bo - jak przypomniał ekspert - w ostatnich miesiącach między Rosją i Kazachstanem utrzymuje się wyraźne napięcie, m.in. za sprawą szantażu energetycznego stosowanego przez Władimira Putina.

W ocenie Jakóbowskiego jeszcze w styczniu Xi Jinping był zadowolony, że w Azji Centralnej działa "kondominium rosyjsko-chińskie". - Sytuacja jednak nieco się zmieniła, bo Rosja po inwazji na Ukrainę osłabła i przez to stała się o wiele bardziej agresywna w tym regionie – podkreślił. Ale z zachodniego punktu widzenia ważne jest to, że nadal dla Chin "podstawowym adresem jest Moskwa" i to pomimo jej porażek w Ukrainie.

Osłabiony Putin

Z kolei Wojciech Konończuk – wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich – mówił w TOK FM, że prezydent Rosji jedzie osłabiony na szczyt Szangajskiej Organizacji Współpracy. - Widać, że Rosja ma coraz większe problemy. Ponieważ porządek, który został ukształtowany w regionie byłego Związku Radzieckiego - w ciągu ostatnich dwóch-trzech dekad - teraz ulega bardzo szybkiemu demontażowi – stwierdził w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Jak podkreślił, poza Białorusią Alaksandra Łukaszenki żadne państwo z byłego ZSRR nie poparło ataku Putina na Ukrainę. W dodatku Kazachstan wystraszył się tego, do czego Rosja jest zdolna i zaczął wzmacniać się przed potencjalnym atakiem. - A cała północna i zachodnia część tego kraju jest zdominowana przez mniejszość rosyjską. Więc Kazachstan kibicuje Ukraińcom, mając nadzieję, że Rosjanie finalnie poniosą klęskę – tłumaczył.

Inaczej – w ocenie eksperta – wygląda to z perspektywy chińskiej. - Porażka rosyjska w Ukrainie nie leży w ich interesie. Bo dla Chin to wojna Rosji z Zachodem. Więc im mocniej osłabiony Zachód wyjdzie z tej wojny, tym lepiej dla Pekinu. Dalsze porażki rosyjskie będą sprawiały, że poparcie polityczne i może ekonomiczne Pekinu dla Rosji będzie rosło – podsumował Wojciech Konończuk.

DOSTĘP PREMIUM