Jak to jest, gdy pustynia wchodzi do domu? "Wydma jest jak powolna fala tsunami"

- Z naszej europejskiej perspektywy trudno sobie wyobrazić proces pustynnienia, który w naszych szerokościach geograficznych również zachodzi. Ale ma zupełnie inny, mniej bezpośredni przebieg. W rejonie Sahelu, powoduje on bardzo poważne i bezpośrednie konsekwencje dla życia ludzi - opisywał w TOK FM Bartek Sabela, pisarz i reporter.
Zobacz wideo

"Sahel" to słowo o wielu znaczeniach. W sensie geograficznym to pas terenu, który rozciąga się od Mauretanii, przez Mali, Niger, Czad, Sudan, aż po Erytreę. Jego mniejsze połacie leżą też w północnych częściach Senegalu, Burkina Faso, Nigerii i Etiopii. Politycznie Sahel to pięć państw: Mauretania, Mali, Burkina Faso, Niger i Czad. Jeszcze inna jest definicja klimatyczna: to rejon położony między izohietami (liniami łączącymi punkty na mapie klimatycznej o takich samych wartościach opadów) 200 i 500 milimetrów. To też miejsce, w którym zachodzi proces głębokiego pustynnienia - tłumaczy w tekście "Mur nadziei" dla Magazynu "Pismo" Bartek Sabela, pisarz i reporter. 

W rozmowie z Karoliną Głowacką w TOK FM Sabela wyjaśniał, na czym polega ten proces. - Z naszej europejskiej perspektywy trudno sobie wyobrazić proces pustynnienia, który w naszych szerokościach geograficznych również zachodzi. Ale ma zupełnie inny, mniej bezpośredni przebieg - wskazał.

- W rejonie Sahelu, powoduje on bardzo poważne i bezpośrednie konsekwencje dla życia ludzi. W ogromnym skrócie: ziemia zostaje zdegradowana do takiego poziomu, że przestaje dawać plony. Mieszkańcy danego regionu nie mogą się wyżywić, głodują, muszą wyjeżdżać do miast lub dalej – do Europy - mówił. I podkreślił, że ten problem dotyczy całego pasa Sahelu – to jest blisko 8 tys. kilometrów.

"Wydma jest jak powolna fala tsunami"

Reporter tłumaczył jak to jest, gdy pustynia wchodzi do domu, przysypuje go i niszczy dobytek. - W wielu miejscach następuje to właśnie tak - np. w Mauretanii, w częściach Nigru, w Sudanie i w Czadzie. Wydmy wraz z północnymi wiatrami po prostu przesuwają się coraz bardziej zasypując pas Sahelu - mówił. - Wydma, jak powiedział jeden z moich rozmówców: jest jak taka powolna fala tsunami. To są gigantyczne masy piasku przesuwane wiatrem, których po prostu nie daje się zatrzymać. One potrafią zasypać całe wioski. Widziałem takie, gdzie wystawały tylko kikuty, dachy domów. Ich ludność nie ma żadnego wyjścia, po prostu musi uciekać - relacjonował Sabela.

Reporter podkreślił, że ten proces w ostatnim czasie znacznie przyspieszył w związku z postępującymi zmianami klimatu, które w rejonie Sahelu zachodzą wyraźnie szybciej niż u nas. - Sahel wbrew naszemu wyobrażeniu to niekoniecznie rejon prawie pustynny. On teraz taki jest. Kiedyś był porośnięty dojść bujną roślinnością, był takim pasem przejściowym pomiędzy Saharą, a bujnymi rejonami bardziej na południe. Pamiętam rozmowę z młodym chłopakiem, teraz trzydziestoletnim, że w czasach jego dzieciństwa wokół wioski mógł widzieć całe mnóstwo dzikich zwierząt i drzew. A teraz jest tam pustynia - opowiadał.

Problemem jest także ogromny przyrost ludności. - W pasie Sahelu mamy do czynienia z największym przyrostem ludności na świecie. Więc mamy coraz bardziej ekstremalne warunki klimatyczne i coraz więcej osób do wyżywienia - tłumaczył gość TOK FM.

"Nie zasiejesz, nie zjesz, nie przeżyjesz"

Ok. 85 proc. ludności Sahelu żyje z bardzo pierwotnego rolnictwa, które jest mało wydajne. - Martin Caparros, w książce "Głód", porównuje wydajność dzisiejszego rolnictwa w Sahelu do tej sprzed dwóch tysięcy lat w cesarstwie rzymskim. To jest ten sam poziom, choć różnią nas epoki. I dokładnie takie jest przełożenie. Nie zasiejesz, nie zjesz, nie przeżyjesz. Nie ma innego wyjścia. To rolnictwo uzależnione od pogody, regularnych opadów i ich ilości. A te właśnie są zaburzone przez zmiany klimatu - powiedział Sabela. 

Wielki Zielony Mur

Odpowiedzią na te problemy ma być powstanie tzw. Wielkiego Zielonego Muru, czyli jak tłumaczył Bartek Sabela - zalesienia z powrotem pasa Sahelu tak, żeby ten pas zieleni powstrzymał progresję Sahary. Pomysł powstał w 2005 roku podczas szczytu Wspólnoty Państw Sahelu i Sahary i jest wspierany przez Unię Afrykańską. - Ten projek stworzenia gigantycznego pasa zieleni od Mauretanii po Dżibuti bardzo szybko ewoluował, bo jego twórcy zrozumieli, że same drzewa nie rozwiążą problemu. I dzisiaj to jest tak naprawdę bardzo wielowarstwowy, niezwykle złożony projekt, który ma swoje komponenty rolnicze, edukacyjne, społeczne, ekonomiczne. Natomiast wszystko, tak czy inaczej, jest nastawione na to, żeby ludziom na miejscu zapewnić warunki godnego życia, żeby oni nie musieli opuszczać swoich domów - mówił pisarz i reporter.

Jak podkreślił, rozwój tego projektu idzie jednak niezwykle wolno. - Są miejsca gdzie on w zasadzie nie wystartował, tak jak np. Sudan - wskazał. - W tym pasie mamy 11 państw, z czego stabilne są w zasadzie dwa, reszta jest ogarnięta różnymi konfliktami. Są to ponadto kraje najbiedniejsze na świecie. Niemniej, pomimo tych wszystkich przeszkód ten projekt, w bólach, ale się rodzi - mówił Sabela. I podkreślił, że kraje pasa Sahelu w niewielkim stopniu przyczyniły się do emisji dwutlenku węgla natomiast niestety jako pierwsze ponoszą jej konsekwencje. - Oczekiwanie, że kraje wysoko rozwinięte włączą się w realizację tego projektu jest tu duże i jak najbardziej uzasadnione - podsumował Sabela.

DOSTĘP PREMIUM