Biden narysował bardzo wyraźną czerwoną linię. "To bardzo zły pomysł mieć dwie wojny na dwóch frontach"

Prezydent Joe Biden zapowiedział, że wojska USA będą bronić Tajwanu w przypadku chińskiej inwazji. - Jest to przekaz odstraszający. Biden narysował bardzo wyraźną czerwoną linię i powiedział: "Jeżeli ją przekroczycie, my wchodzimy do akcji". Z nadzieją, że Chiny tej linii nie przekroczą - komentował w TOK FM Michał Baranowski z German Marshall Fund.
Zobacz wideo Chiny prowadzą ćwiczenia ogniowe wokół Tajwanu

Prezydent USA Joe Biden w wywiadzie dla stacji CBS został zapytany, czy wojska USA będą bronić Tajwanu w przypadku chińskiego ataku. - Tak, jeśli w istocie byłby to bezprecedensowy atak - odpowiedział. Dopytywany, czy oznacza to, że - inaczej niż na Ukrainie - Stany Zjednoczone bezpośrednio zaangażują się w obronę Tajwanu, dopowiedział krótko: "tak".  

Jak wskazał Michał Baranowski, to najbardziej jednoznaczna wypowiedź w tej sprawie. - Biden narysował bardzo wyraźną czerwoną linię i powiedział: "Jeżeli ją przekroczycie, my, USA, wchodzimy do akcji". Z nadzieją jednak, że Chiny w tym momencie tej linii nie przekroczą - mówił w "Połączeniu" dyrektor warszawskiego biura German Marshall Fund. - Jest to przekaz odstraszający - dodał rozmówca Jakuba Janiszewskiego.

W ocenie gościa TOK FM przyczyn tak odważnej deklaracji Bidena należy upatrywać bardziej w polityce międzynarodowej niż w zbliżających się listopadowych wyborach połówkowych do amerykańskiego Kongresu. Tym bardziej że Stany Zjednoczone widzą coraz bardziej agresywne zachowanie Chin wobec Tajwanu. - Poza USA zaczęły bardziej skupiać się na Tajwanie - w kontekście miesięcy, nie lat - kiedy stało się jasne, że Ukraina nie będzie szybko pokonana. Że nie będzie tak, że wojska rosyjskie za chwile będą na granicy NATO, bo Ukraina Rosję na ten moment w pełni zajmuje  - zauważył też Michał Baranowski. 

Jak zastrzegł też ekspert, wypowiedź Bidena jest bezpośrednią odpowiedzią na ubiegłotygodniowe spotkanie prezydenta Rosji z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. Władimira Putin przyleciał do Samarkandy w Uzbekistanie, gdzie wziął udział w szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW).

Dwa "teatry" sporu 

Czy deklaracja Bidena może oznaczać, że amerykański prezydent w rzeczywistości nie spodziewa się wojny? Zdaniem gościa TOK FM, Biden nie mógłby sobie pozwolić na taki ruch w stosunku do Chin. - Jeżeli okazałoby się, że Biden blefuje, prestiż Stanów Zjednoczonych straciłby na tym do tego stopnia, że można byłoby mówić o zmianie prymatu - przekonywał gość TOK FM.

Baranowski podkreślił, że Amerykanie "na pewno bardzo nie chcą tej wojny". - To bardzo zły pomysł mieć dwie wojny na dwóch frontach - europejskim i azjatyckim - stwierdził i dodał, że Biden rysuje czerwoną linię w taki sposób, by stronie chińskiej nie zostawić żadnych wątpliwości, dotyczących postawy Stanów Zjednoczonych.

Zdaniem eksperta, to jednak trudny moment dla Stanów, również wojskowo. - Z jednej strony dzięki naszym bardzo dzielnym i, jak się okazało, świetnie przygotowanym, ukraińskim partnerom Putin nie może powiedzieć, że europejski front jest opanowany i jest to rzecz, która zmniejsza prawdopodobieństwo ataku Chin na Tajwan. Ale z drugiej, w tym samym czasie Stany Zjednoczone są rozciągnięte pomiędzy tymi dwoma "teatrami" sporu - wyjaśnił gość TOK FM. 

W lipcu Pentagon ogłosił, że Ukraina otrzyma kolejny pakiet pomocy wojskowej o wartości 820 mln dolarów. Wśród nich będą m.in. dwa systemy NASAMS oraz dodatkowa amunicja do systemów HIMARS.

DOSTĘP PREMIUM