Kiepskie karty w rękach Orbana, a determinacja w UE rośnie. Ekspert: Sięgają też po kij

Komisja Europejskie chce zawieszenia dla Węgier wypłat ok. 7,5 mld euro z funduszy UE. - To następny etap sporów Komisji Europejskiej z Węgrami, które trwają od 12 lat, czyli od początku rządów Victora Orbana - mówił w TOK FM Andrzej Sadecki. Jednak, zdaniem eksperta z OSW, tym razem Węgry w tym sporze nie mają mocnych kart.
Zobacz wideo

Komisja Europejska zaproponowała w niedzielę Radzie (państwom UE) uruchomienie wobec Węgier mechanizmu warunkowości w budżecie UE. Oznaczałoby to zawieszenie ok. 7,5 mld euro funduszy UE dla Budapesztu. Jak podała KE, "ma to zapewnić ochronę budżetu i interesów finansowych UE przed naruszeniami zasad praworządności na Węgrzech".

- To następny etap sporów Komisji Europejskiej z Węgrami, które w zasadzie trwają od 12 lat, czyli od początku rządów Victora Orbana. Sytuacja o tyle się zmieniła, że od 2020 roku KE ma nowy instrument, czyli mechanizm warunkowości. Dzięki niemu może uzależniać wypłatę pieniędzy unijnych od przestrzegania zasad praworządności w krajach członkowskich. Węgry są pierwszym państwem unijnym, wobec którego ten mechanizm został uruchomiony. Stało się to w kwietniu, tuż po wygranych wyborach przez Fidesz. Od tego czasu mamy negocjacje między KE a Węgrami - mówił w TOK FM Andrzej Sadecki z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Jak dodał, KE naciska na Budapeszt, żeby ten zmienił sposób wydawania unijnych pieniędzy i by te nie trafiały do związanych z węgierską władzą oligarchów. - W wielu przetargach publicznych, w których chodzi o fundusze unijne, wystawiany jest tylko jeden oferent i to on wygrywa. A zazwyczaj jest to firma związana z władzą - tłumaczył w rozmowie z Jakubem Janiszewskim.

W ocenie eksperta Węgry wydają się gotowe do licznych ustępstw wobec KE. Przestawiły  propozycje zmian w prawie, m.in. utworzenia specjalnej agencji antykorupcyjnej, która ma zacząć pracować w listopadzie. Jednak Unia nadal ma wątpliwości, czy Orban wywiąże się ze składanych obietnic. - W ostatnich latach kontrola państwa węgierskiego nad różnymi tamtejszymi instytucjami się zwiększała. Dlatego są obawy, czy Węgry wywiążą się ze swoich zobowiązań. Stąd w stanowisku KE jest kij i marchewka. Czyli z jednej strony groźba wstrzymania wypłaty znacznej części środków, a z drugiej - obietnica, że jeśli wspomniane zmiany w prawie zostaną wprowadzone na Węgrzech, to wypłaty pieniędzy nie zostaną zablokowane - stwierdził.

Zwrócił również uwagę, że Orbanowi mocno zależy na tych środkach, bo tamtejsza gospodarka pogrąża się w kryzysie, w tym ma problemy związane z galopującą inflacją. A te - zdaniem eksperta - są tam większe niż w innych państwach regionu.

Kiepskie karty w rękach Orbana

Gość TOK FM podkreślił także, że w ostatnim czasie narasta osamotnienie polityczne Węgier, przez co są one dodatkowo osłabione. - Nie mogą liczyć nawet na wsparcie Grupy Wyszehradzkiej, która od lutego (początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę, wobec której Orban ma ambiwalentny stosunek - przyp. red.) znacznie ograniczyła możliwość współpracy. Fidesz opuścił też Europejską Partię Ludową i już nie może liczyć na jej wsparcie. To wszystko sprawia, że Węgry nie dysponują mocnymi kartami w rozgrywce z KE - powiedział.

Na dodatek - kontynuował - Parlament Europejski niedawno przyjął rezolucję, w której nazwał Węgry "hybrydowym reżimem". - To miało pokazać, że Węgry już nie są w pełni demokracją i w związku z tym odchodzą od wartości, na których oparta jest Unia Europejska. Krytyka wobec Węgier narasta. Są w trudnej sytuacji i również dlatego rośnie w UE determinacja do tego, by załatwić zaległe sprawy - podsumował rozmówca Jakuba Janiszewskiego.

DOSTĘP PREMIUM