Mobilizacja nic nie da Putinowi? Ekspertka wątpi. "Nie bardzo widzę możliwości"

Prezydent Władimir Putin ogłosił w środę rano częściową mobilizację w Rosji. To odpowiedź na ostatnie porażki jego armii na ukraińskim froncie. Czy to diametralnie odmieni sytuację na froncie? - Rosjanie nie byli w stanie swoim regularnym wojskom dostarczyć odpowiedniej aprowizacji. Dlatego nie bardzo widzę możliwości, żeby nagle byli w stanie dostarczyć dobry sprzęt, zabezpieczenie medyczne i artykuły pierwszej potrzeby dla tych, którzy zostaną zmobilizowani - mówiła w TOK FM Anna Maria Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Zobacz wideo

Telewizja państwowa wyemitowała w środę rano nagrane wcześniej wystąpienie Putina, w którym ogłosił on częściową mobilizację w Rosji. Jak wyjaśniła w TOK FM ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Anna Maria Dyner, będą jej podlegać rezerwiści, którzy mieli już doświadczenie w działaniach zbrojnych. Według ministra obrony Rosji Siergiej Szojgu da to 300 tys. poborowych.

Rozmówczyni Macieja Głogowskiego wskazała, że częściowa mobilizacja otworzyła nowy etap wojny w Ukrainie. Ma jednak wątpliwości, czy zmieni to sytuację na froncie. - Rosjanie nie byli w stanie swoim regularnym wojskom dostarczyć odpowiedniej aprowizacji. Dlatego nie bardzo widzę możliwości, żeby nagle byli w stanie dostarczyć dobry sprzęt, zabezpieczenie medyczne i artykuły pierwszej potrzeby dla tych, którzy zostaną zmobilizowani - powiedziała. Dodała, że ma także duże wątpliwości co do umiejętności rezerwistów, którzy nie mieli do tej pory zbyt wielu szkoleń.  

Dyner wskazała, że Rosja miała problemy nawet z wykorzystaniem poborowych, którzy podpisywali na szybko kontrakty, żeby wszystko odbywało się zgodnie z prawem. I zastanawiała się, jak teraz będzie przebiegał ten proces. - W zasadzie przeprowadzenie tej mobilizacji, która zaczyna się już dzisiaj, Putin zrzucił na władze lokalne, czyli władze w poszczególnych podmiotach Federacji - mówiła.

Tymczasem - jak relacjonowała ekspertka - już wczoraj było głośno, że wielu Rosjan zaczęło sprawdzać, jak można uchylać się od obowiązku służby wojskowej, jak wyjechać z Rosji. - Jestem bardzo ciekawa, jak będzie egzekwowana odpowiedzialność spoczywająca na władzach lokalnych, bo częściowo to właśnie na nie Putin zrzucił odpowiedzialność za sukces - mówiła.

"Rosjanom trudno się przyznać, że przegrywają z państwem, które jest teoretycznie o wiele słabsze"

Gościni TOK FM wskazała też, że Putin nie zmienił podstawowego celu swojej "specjalnej operacji wojskowej" w Ukrainie. Jest to ciągle zajęcie Donbasu, przeprowadzenie i zabezpieczenie referendum w czterech obwodach. Jednak - jak mówiła - jeśli wczytać się w jego słowa, wojna w Ukrainie to konflikt z całym Zachodem, któremu rosyjski prezydent po raz kolejny groził użyciem broni nuklearnej. 

- Rosjanom trudno jest się przyznać, że przegrywają wyłącznie z Ukrainą. Z państwem, które jest teoretycznie o wiele słabsze i z ludźmi, których jeszcze niedawno chcieli uważać za część jednego narodu. I teraz się okazało, że jednak mimo wszystko ta Rosja nie jest tak biała i puszysta, nikt jej kwiatami nie wita. A te osoby, które teoretycznie "miały być wyzwalane" w tych czterech obwodach niekoniecznie chcą być wyzwalane - relacjonowała Dyner i dodała: Więc trzeba te wszystkie problemy zrzucić na Zachód i wskazać, że tak naprawdę to on jest wszystkiemu winien.

- Dzięki Zachodowi Ukraina walczy i to Zachód ma zamiar rozczłonkowywać Rosję, Zachód prowadzi wrogą politykę w stosunku do Federacji Rosyjskiej i stąd potrzeba tej mobilizacji - tak podsumowała putinowską propagandę gościni TOK FM.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM