Po śmierci 22-latki na ulicach w Iranie "widać furię". "To protesty inne niż do tej pory"

Irańskie ulice spłyneły krwią. To efekt brutalnego tłumienia protestów, które wybuchły po śmierci 22-latki, zatrzymanej przez policję ds. moralności. - Jeżeli te protesty nie ucichną, to brutalność policji znacznie bardziej eskaluje. Należy pamiętać, że prezydent Iranu Ebrahim Raisi przebywa w tej chwili na forum ONZ. Niedługo wraca do kraju i wtedy policja może podjąć bardziej brutalne działania - alarmowała w TOK FM Urszula Pytkowska-Jakimczyk, iranistka z Uniwersytetu Warszawskiego.
Zobacz wideo

Po śmierci 22-letniej Kurdyjki Mashy Amini w Iranie wybuchły protesty. Kobieta została zatrzymana przez irańską policję religijną, bo nie miała zasłoniętych włosów. Z opinii lekarzy wynika, że dziewczyna była bita, a do szpitala trafiła już bez oznak życia. Wywołało to falę oburzenia, która cały czas przetacza się przez Iran. Jak podała w środę amerykańska rozgłośnia Głos Ameryki, ogarnęły one już 16 z 31 prowincji kraju. 

- Te protesty są inne niż te, które od kilku lat odbywają się w Iranie - podkreślała w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u" Urszula Pytkowska-Jakimczyk, iranistka z Uniwersytetu Warszawskiego. - Wyróżnia je to, że są niezwykle gwałtowne w swoim przebiegu. Tutaj rzeczywiście widać furię i to nie tylko młodych ludzi. Biorą w nich udział także starsze osoby, ludzie z różnych warstw społecznych - relacjonowała.  

Jak dodała, tym razem na ulice wychodzi też nie tylko prozachodni i postępowy północny Teheran. - Tu mamy do czynienia z protestami też w miastach typu Kom czy Meszhed, które są centrami bardzo konserwatywnej i tradycyjnej myśli. Już zwłaszcza Kom, który jest ośrodkiem religijnym Iranu i kolebką irańskiego kleru - mówiła Pytkowska-Jakimczyk. - Jeżeli protesty odbywają się nawet w takich miastach, to można pokusić się o stwierdzenie, że są nową jakością w Iranie - oceniła.

"Obawiam się, że jeżeli te protesty nie ucichną, brutalność policji eskaluje"

Władza stara się stłumić protesty. Iranistka oceniła jednak, że siły policyjne "jeszcze na ten moment tak bardzo brutalne nie są". Przynajmniej, mając w pamięci to, czego dopuszczały się w 2009 r., w trakcie tzw. zielonej rewolucji po wyborach prezydenckich. Zdaniem protestujących wtedy Irańczyków były one sfałszowane. - Wówczas dużo ludzi wyszło na ulice, a wraz z nimi policja, która strzelała ostrą amunicją. I rzeczywiście było wielu zabitych i rannych - przypomniała Pytkowska-Jakimczyk. I wskazała, że w tej chwili, przynajmniej z tych filmików, które docierają do zachodniej opinii publicznej, wynika, że policja owszem stara się przeganiać protestujących, zdarzają się też przypadki bicia, są ofiary śmiertelne, ale nie dzieje się to na taką skalę jak wówczas.

Rozmówczyni Piotra Maślaka wyraziła jednak obawę, że lada dzień to się może zmienić. - Jeżeli te protesty nie ucichną, to brutalność policji znacznie bardziej eskaluje. Należy pamiętać, że prezydent Iranu Ebrahim Raisi przebywa w tej chwili na forum ONZ. Niedługo wraca do kraju i wtedy policja może podjąć bardziej brutalne działania - ostrzegała Pytkowska-Jakimczyk.

DOSTĘP PREMIUM