Burza po spotkaniu pisarzy z Ukrainy i Rosji. "Są ludzie, którzy na TikToku palą książki Andruchowycza"

W Ukrainie wybuchła burza z powodu spotkania pisarza Jurij Andruchowycza z rosyjskim opozycyjnym pisarzem Michaiłem Szyszkinem. Jak podkreślił w TOK FM Witold Szabłowski, który moderował debatę, jej echa nie milkną od dwóch tygodni. - To znaczy, że dotknęła czegoś ważnego - ocenił pisarz i reporter.
Zobacz wideo

Na początku września w Norwegii odbyło się spotkanie Jurija Andruchowycza z rosyjskim opozycyjnym pisarzem Michaiłem Szyszkinem. Wywołało ono burzę w Ukrainie. Wiele osób uważa tam, że z pisarzami z Rosji w ogóle nie powinno się rozmawiać. Opinię, że to skandal i absolutne faux pas wyraziła m.in. ukraińska pisarka Oksana Zabużko. I to pomimo tego, że Szyszkin jest od 1995 r. na emigracji, mieszka w Zurichu. Jest też zdecydowanym przeciwnikiem Putina, czemu wielokrotnie dawał wyraz.

O kulisach tej sprawy opowiadał w "A teraz na poważnie" w TOK FM Witold Szabłowski, polski reporter i pisarz, który prowadził kontrowersyjną debatę pomiędzy pisarzami. - To, że to jest spotkanie podwyższonego ryzyka, wiedzieliśmy z organizatorami od początku. Pierwszy raz w życiu miałem tak, że jak np. pewnego dnia pojechaliśmy z Michaiłem Szyszkinem na fiordy, to jechał za nami wóz z policyjnymi tajniakami. Po prostu bali się, że może ktoś go zaatakować - opowiadał w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Reporter dodał, że przed samym spotkaniem szkolono go - jako moderatora - z procedur bezpieczeństwa. - Miałem spotkanie z oficerem miejscowej policji, który wytłumaczył mi na wypadek gdyby nas ktoś zaatakował - próbował nas dźgnąć lub do nas strzelać, gdzie na sali siedzą funkcjonariusze policji, gdzie jest wyjście ewakuacyjne itd. - relacjonował Szabłowski.

"Są ludzie, którzy na Twitterze czy na TikToku palą książki Andruchowycza"

Gość TOK FM przyznał, że mimo wszystko nikt nie spodziewał się aż takiej skali emocji, jakie to spotkanie wywoła w Ukraińcach. - Są ludzie, którzy na Twitterze czy na TikToku palą książki Andruchowycza albo odsyłają je do wydawcy. W jego rodzinnym Iwano-Frankiwsku rozdawano ulotki, z informacją, w jaki sposób można pisarza legalnie obrażać - mówił.

Szabłowski podkreślił, że burza nie milknie od dwóch tygodni, co jest rzadkie w przypadku afer internetowych. - To znaczy, że dotknęła jakiegoś nerwu, dotknęła czegoś ważnego. Rozmawiałem z Oksaną Zabużko kilka dni temu. Tłumaczyła mi, że po prostu przez tyle lat ukraińscy pisarze byli zmuszani do różnych debat z Rosjanami, a rosyjska kultura była nadreprezentowana na świecie. I powiedziała, że dopóki trwa wojna i wychodzą na jaw kolejne zbrodnie Rosjan, powinno zrobić się całkowity ban na spotkania z Rosjanami - relacjonował rozmówca Mikołaja Lizuta.

Czy to oznacza, że nie należy rozmawiać także z tzw. "dobrymi Rosjanami", którzy sprzeciwiają się Putinowi, jak Szyszkin, który przyjmuje w swoim domu Ukraińców? - Szyszkin mówi rzeczy, które byśmy chcieli dziś usłyszeć od Rosjan. Ale rozumiem też trochę Ukraińców, ich poczucie, że to nie jest moment na jakieś okrągłe stoły, debaty. Rozumiem emocje, które się pojawiły. Nie do końca jestem po ich stronie, ale rozumiem - przyznał Szabłowski.

"To nie jest dobry moment na zachwycanie się rosyjską literaturą"

Gość TOK FM pytany był także o to, czy zgadza się, że należy obecnie całkowicie zbojkotować rosyjską kulturę. - Tutaj akurat zgodziłbym się z Jurijem Andruchowyczem, który powiedział w trakcie debaty, że to nie jest dobry moment na zachwycanie się rosyjską literaturą. Poczekajmy, aż wojna się skończy, odbudujmy Ukrainę i wtedy się zastanówmy, czy nie widzimy tych dzieł w trochę innym kontekście - cytował. I dodał na koniec, że "Ukraińcy mają na rosyjską kulturę alergię, ponieważ widzą w niej element wieloletniej rusyfikacji".

DOSTĘP PREMIUM