Czy szóste masowe wymieranie gatunków to mit? Już nie tylko ekolodzy biją na alarm

Temat szóstego masowego wymierania gatunków powraca jak bumerang. Coraz więcej naukowców bije na alarm twierdząc, że proces już się rozpoczął, a do katastrofy ekologicznej przyczynia się nadmierna produkcja dwutlenku węgla przez człowieka. Czy będziemy świadkami globalnej tragedii?

Czy jesteśmy świadkami początku szóstego masowego wymierania? Naukowcy biją na alarm

W ciągu ostatnich 540 milionów lat Ziemia przeszła pięć masowych wymierań, z których każde dotyczyło procesów związanych z mocnym zaburzeniem obiegu dwutlenku węgla w atmosferze i oceanach – czytamy w artykule opublikowanym na stronie MIT (Massachusetts Institute of Technology). 

- Te tendencje rozwijały się zwykle przez tysiące do milionów lat i finalnie zbiegały się z globalnym wymieraniem gatunków morskich – czytamy w pracy naukowej Jennifer Chu.

Temat kolejnego, szóstego masowego wymierania gatunków powraca od kilku lat jak bumerang, a najgłośniej prawią o nim ekolodzy zaniepokojeni tym, co dzieje się z ziemskim ekosystemem na przestrzeni ostatnich kilku dekad. Jak donosi "National Geographic", naukowcy również coraz częściej ostrzegają przed konsekwentnym ubożeniem bioróżnorodności naszej planety. 

- Choć biolodzy każdego roku odkrywają nowe gatunki zwierząt i roślin, najczęściej i one są już zagrożone wyginięciem. To dowodzi, że grozi nam szóste masowe wymieranie na Ziemi. Według badaczy z University of Hawai'i w M?noa to dzieje się już teraz. Pomimo drastycznego tempa wymierania gatunków, część ludzi nadal zaprzecza globalnemu zjawisku – czytamy w tekście opublikowanym na początku 2022 roku.

Czy ludzie mogli przyspieszyć ten proces? Naukowcy MIT badają przyczyny masowych wymierań

Wielu naukowców zadaje sobie pytanie, czy obecny wzrost produkcji dwutlenku węgla przez człowieka może przyspieszać proces szóstego masowego wymierania, skoro emisje dwutlenku węgla stale rosną od XIX wieku. Nie da się obecnie jednoznacznie tego stwierdzić, a odpowiedź na to pytanie stanowi naukowe wyzwanie – pisze Jennifer Chu z MIT.

Daniel Rothman, profesor geofizyki na Wydziale Nauk o Ziemi, Atmosfery i Planetarnej MIT i współkierownik Centrum Lorenz w MIT, przeanalizował znaczące zmiany w cyklu węgla w ciągu ostatnich 540 milionów lat, w tym pięć masowych wymierań. Prowadził m.in. badania nad analizą wymierania permskiego (miało ono miejsce ok. 250 mln lat temu i nazywane było mianem „matki wielkich wymierań"), które było najpoważniejszym wymieraniem w historii Ziemi. Wtedy ogromny wzrost poziomu węgla spowodował wyginięcie ponad 95 procent gatunków morskich na całym świecie. 

Naukowiec zidentyfikował „progi katastrofy" w obiegu węgla, których przekroczenie doprowadziłoby do destabilizacji środowiska, a ostatecznie do masowego wyginięcia. W artykule opublikowanym w Science Advances Rothman pisze, że masowe wymieranie następuje, kiedy przekroczony zostanie jeden z dwóch progów: 

  • w przypadku zmian w obiegu węglowym, które zachodzą w długich skalach czasowych, wymieranie nastąpi, gdy zmiany zostaną przyspieszone na tyle, że ziemskie ekosystemy nie nadążają za dostosowywaniem się;
  • w przypadku gwałtownych zmian w obiegu węglowym, które mają miejsce w krótkich okresach czasu, tempo zmian cyklu węglowego nie będzie miało znaczenia; zamiast tego skala zjawiska może przyczynić się do masowego wyginięcia gatunków.

Biorąc pod uwagę niedawny wzrost emisji dwutlenku węgla (który prawdopodobnie doprowadził do ocieplenia klimatu) w stosunkowo krótkim czasie – według Rothmana to, kiedy nastąpi szóste wymieranie, będzie zależało od momentu, w którym do oceanów trafi krytyczna ilość węgla. 

Według obliczeń naukowca ta krytyczna ilość wynosi około 310 gigaton i w przybliżeniu jest równa ilości węgla, która pojawi się w oceanach w wyniku działalności człowieka do roku 2100. Jest to wersja optymistyczna, bo według wyliczeń Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu, jeśli ludzkość nie ograniczy drastycznie emisji dwutlenku węgla, do oceanów trafi go do 2100 roku nie 310 gigaton, a 500, znacznie przekraczając próg krytyczny. 

Czy życie na Ziemi skończy się na początku XXII wieku?

Data 2100 roku wydaje się niepokojąco bliska. Jednak, jak tłumaczy Rothman, w tym właśnie roku nie nastąpi koniec świata, a cały proces wymierania potrwa nawet 10 000 lat. Jednak, jak tłumaczy naukowiec – do 2100 roku świat może się znaleźć na "nieznanym i niebezpiecznym terytorium". 

- To nie znaczy, że katastrofa nastąpi zaraz następnego dnia. Jednak uważa się, że pozostawiony bez kontroli cykl węglowy może się stać trudny do przewidzenia – powiedział Rothman. 

Trudna do przewidzenia dodatkowo dlatego, że w pewnym momencie sprawy mogą zacząć się toczyć lawinowo, a wywołane przez ludzi ocieplanie klimatu, które już jest gwałtowne, będzie dalej przyspieszać. Ocieplenie, spowodowane nadmiarem dwutlenku węgla powoduje m.in. przyspieszone topnienie lodowców, co kolei oznacza uwolnienie olbrzymich pokładów metanu – bardzo silnego gazu cieplarnianego. To dodatkowo wzmocni efekt cieplarniany i może wspierać powstawanie pożarów. A te – jak wiadomo – powodują uwolnienie do atmosfery kolejnych porcji dwutlenku węgla. Koło się zamyka.

Badania prowadzone przez Daniela Rothmana, profesora geofizyki na Wydziale Nauk o Ziemi, Atmosfery i Planetarnej MIT i współkierownik Centrum Lorenz w MIT były częściowo wspierane przez NASA i Narodową Fundację Nauki.

DOSTĘP PREMIUM