Zełenski wysyła Putinowi sygnał ws. NATO. "Determinacja na Ukrainie wciąż jest"

Jest odpowiedź Kijowa na ogłoszoną dziś przez Władimira Putina aneksję czterech okupowanych obwodów na wschodzie i południu Ukrainy. Wołodymir Zełenski przekazał, że Ukraina nie zrezygnuje z wyzwalania okupowanych terenów i składa wniosek o przyjęcie w skład NATO w trybie przyśpieszonym. - Jest to element wywierania presji na wspólnotę zachodnią w świetle teatru pseudogłosowań i tej szopki - mówił w TOK FM dr Ernest Wyciszkiewicz, dyrektor Centrum Mieroszewskiego.
Zobacz wideo

Ukraina składa wniosek o dołączenie do NATO w trybie przyspieszonym - ogłosił w piątek prezydent tego kraju Wołodymyr Zełenski po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony.

Jak zauważył w TOK FM dr Ernest Wyciszkiewicz, deklaracja prezydenta Ukrainy jest symboliczna i w sposób jednoznaczny podkreśla aspiracje ukraińskie. - Jest to element wywierania presji na wspólnotę zachodnią w świetle teatru pseudogłosowań i tej szopki, a jej celem jest podtrzymanie mobilizacji i wysłanie sygnału do Rosji, że determinacja na Ukrainie wciąż jest - mówił dyrektor Centrum Mieroszewskiego w "Światopoglądzie".

W jego ocenie służy to też pokazaniu, że Ukraina - wbrew temu, co jeszcze niedawno uważało wielu ekspertów na Zachodzie - utożsamia się z innym kręgiem cywilizacyjnym, a niekoniecznie z ruskim mirem. - Deklaracja nie dotyczy tylko tego, by wygrać wojnę, ale na trwałe się od Rosji uwolnić i stać się integralną częścią wspólnoty transatlantyckiej - dodał w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Zełenski zadeklarował, że Ukraina jest gotowa do dialogu z Rosją, ale kiedy zmieni się jej prezydent. Obecny prezydent Rosji "nie wie, czym jest godność i uczciwość" - jak tłumaczył prezydent Ukrainy.

"Próba ucieczki do przodu"

Deklaracja Zełenskiego to bezpośrednia odpowiedź na orędzie Władimira Putina wygłoszone w piątek. Prezydent Rosji ogłosił podczas niego aneksję okupowanych przez Rosjan obwodów: donieckiego, ługańskiego, chersońskiego i zaporoskiego. Dodatkowo atakował  Zachód, który jego zdaniem "szuka nowych sposobów, jak uderzyć w Rosję, osłabić ją i zniszczyć". 

- Nudne to było strasznie. Półgodzina tyrada antyzachodnia. Przypominała mi, jak na studiach dostałem zadanie, by przerobić kilka pozycji teorii spiskowych i zastanowić się, jaką metodę stosują ich autorzy, próbując czytelników uwieść. I to jest jedna z tych metod: bigos. Wrzucenie wszystkiego, co da się wrzucić: od wojen opiumowych, przez Jezusa, szatana, broń biologiczną, po Hiroszimę i Nagasaki -  skomentował gość TOK FM, podkreślając, że odbiorca i tak nic z tego nie rozumie. - Bo też z tego nic nie wynika i ma nic nie wynikać - zastrzegł przy tym. 

Zdaniem dr Ernesta Wyciszkiewicz z przemówienia Putina ma zostać jedynie obraz mitycznego Zachodu jako wzorca antycywilizacji, zepsutego, o hegemonicznych aspiracjach, który chce podbić cały świat i narzucić mu swoje ścieżki rozwoju. - Kompletnie absurdalne wypowiedzi. Tym bardziej że w rzeczywistości chodzi o stworzenie przykrywki, bo na froncie jest źle, a i Ukraińcy mają inicjatywę. Stąd też nagła aneksja czterech regionów jako próba ucieczki do przodu i zmiany narracji wokół konfliktu, w zasadzie dla swoich obywateli. A dodatkowo stworzenia z Zachodu głównego wroga, bo to ma być wojna Rosji z Zachodem - wskazał gość TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM