Jak Gruzja przyjęła uciekinierów z Rosji? "Nie widziałam sytuacji, że byli źle potraktowani". Ale "nikt ich nie żałuje"

Gruzja to jeden z krajów, w którym zaraz po ogłoszeniu mobilizacji, Rosjanie zaczęli szukać schronienia. - Nie widziałam ani jednej sytuacji, w której byliby źle potraktowani - relacjonowała w TOK FM reporterka Stasia Budzisz.
Zobacz wideo Rosjanie ustawiają się w kolejce na granicy z Gruzją po ogłoszeniu mobilizacji

Kiedy 21 września Władimir Putin ogłosił mobilizację, tysiące Rosjan zaczęło szukać sposobu na ucieczkę z kraju. Przy granicy rosyjsko-gruzińskiej szybko pojawiły się długie kolejki. Jak poinformował pod koniec września szef MSW Wachtang Gomelaur, w ciągu zaledwie tygodnia od ogłoszenia mobilizacji do Gruzji mogło przyjechać co najmniej kilkaset tysięcy Rosjan. Minister mówił, że codziennie granicę przekracza ok. 10 tys. obywateli Rosji.

Sytuację wokół przejść granicznych obserwowała reporterka Stasia Budzisz, która od lat zajmuje się Gruzją. Jak mówiła w TOK FM, Rosjanie, którym udało się dotrzeć do Gruzji, oddychali z widoczną ulgą. - Widać było radość z powodu wyjścia stamtąd. To robiło wrażenie - powiedziała w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Gościni "Światopodglądu" podkreśliła, że nie widziała ani jednej sytuacji, w której Rosjanie byliby źle potraktowani, by ktoś powiedział im coś przykrego". A przecież w 2008 roku doszło do trwającego pięć dni konfliktu zbrojny między siłami zbrojnymi Gruzji a separatystami z republik Osetii Południowej i Abchazji, wspomaganymi przez wojska rosyjskie.

- W Polsce musimy pamiętać, chociaż nie dopuszczamy tego do głowy, że Gruzini nie mają wpojonego złego nastawienia do Rosjan. Jako Polacy bardzo chcielibyśmy, żeby Gruzini tak mieli, ale oni tak po prostu nie mają - wyjaśniła Budzisz.

Tbilisi "mówi po rosyjsku"

Reporterka podkreśliła, że Rosjanie stanowią dużą część mieszkańców Gruzji. Doskonale widać to w stolicy kraju Tbilisi. - Rosjan jest mnóstwo. Gruziński jest słyszany z rzadka, w tym momencie to miasto mówi po rosyjsku. Wszystkie restauracje są praktycznie napchane Rosjanami - mówiła autorka książki "Pokazucha. Na gruzińskich zasadach".

Budzisz dodała, że władze Gruzji cały czas nazywają uciekinierów przed mobilizacją "turystami". Ale dokładnie nie wiadomo, ilu takich "turystów" jest.

- Rząd gruziński przekonuje, że większość tych ludzi wyjedzie z terytorium Gruzji i zapewne tak będzie. Natomiast problem polega na tym, że nie ma konkretnych statystyk. Jedne liczby, do których dotarłam, mowa o 100 tys., inne o 120 tys. Jeden z parlamentarzystów gruzińskich podał, że 77 tys. Rosjan już wyjechało. Natomiast nikt nie wie, dokąd oni wyjechali. Nie ma żadnych oficjalnych danych, na które jeszcze troszeczkę będzie trzeba poczekać. Jak patrzę na miasto, nie wygląda na to, żeby wyjechali - relacjonowała w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Rosjan "nikt nie żałuje"

Gościni TOK FM dodała, choć niechęci do Rosjan nie widać na twarzach Gruzinów, to widać ją na murach i w internecie. Pojawiają się antyrosyjskie hasła i wpisy. Jak to wyjaśnić? Budzisz mówiła o tradycyjnej gruzińskiej gościnności oraz o tym, że Gruzini nie mają tendencji do tego, że nie mówią niczego wprost.

Dodała też, że goszczenie w kraju uciekinierów z Rosji, nie przekłada się na współczucie dla nich. - Nikt ich nie żałuje - podkreśliła Stasia Budzisz. - To nie jest tak, że ktoś patrzy na nich z żalem, mówiąc: "ojej, jacy wy jesteście biedni, że musieliście stać pięć dni na granicy". Tu nie ma czegoś takiego. Nikt im nie współczuje, za to dam sobie obciąć obie ręce - podsumowała.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM