Mikołajów, czyli miasto-żołnierz. "Ludzie widzieli tu już wszystko. Za dużo ich sąsiadów umarło, idąc po chleb"

- Tu się naprawdę okropnie żyje. Ale mieszkańcy, którzy tutaj zostali, są już do tego przyzwyczajeni. To są ludzie, których widziałem, że jak stoją w kolejce po jedzenie i dwieście metrów od nich wybucha moździerz, to jedni uciekną, ale drudzy po prostu zostaną stać. Bo oni już po prostu to wszystko widzieli. To się dzieje wokół nich za długo. Za dużo ich sąsiadów umarło idąc po chleb - tak o codzienności Mikołajowa opowiadał w TOK FM słowacki dziennikarz Tomáš Forró.
Zobacz wideo

Co najmniej trzy osoby poniosły śmierć w nocy ze środy na czwartek w wyniku rosyjskiego ostrzału Mikołajowa na południu Ukrainy; wciąż trwa akcja poszukiwawcza, liczba ofiar może wzrosnąć - powiadomił w czwartkowych komunikatach na Telegramie mer tego miasta Ołeksandr Sienkewycz. Wróg zaatakował Mikołajów przy pomocy systemów przeciwlotniczych S-300, używanych przez Rosjan również do ostrzeliwania celów naziemnych. Trafiono w pięciokondygnacyjny budynek mieszkalny, całkowicie niszcząc dwa górne piętra. Spod gruzów wydobyto dotąd ciała dwojga cywilów - poinformował Sienkewycz. Rakiety uderzyły także w stację pogotowia ratunkowego, gdzie jeden z pracowników pełnił całodobowy dyżur. Mężczyzna zginął.

W rejonie Mikołajowa przebywa słowacki dziennikarz Tomáš Forró. W TOK FM opowiadał, jak wygląda życie na terenach, które do niedawna były jeszcze pod rosyjską okupacją. - Wszystko tam jest kompletnie zniszczone. Przyjechaliśmy na te miejsca (to było 1,5 km od frontu), gdzie dwa dni temu były jeszcze rosyjskie wojska. Jechaliśmy bardzo wolno ok. 80 km, bo teren jest całkowicie zaminowany. Musieliśmy śledzić ślady samochodu przed nami i bardzo uważać. Praktycznie wszystko, co widzieliśmy wokół siebie to była tylko spalona ziemia. Kompletnie zniszczone dookoła wioski. Na polach dziesiątki, może setki rakiet - relacjonował w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Jak mówił, Ukraińcy walczą dzięki ogromnej determinacji swoich żołnierzy. Wciąż brakuje im zaopatrzenia. - Ze słowackimi aktywistami przynieśliśmy im mundury i obuwie. Bardzo się ucieszyli. Widziałem, że niektórzy chodzą w potarganych rzeczach. Jeden z oficerów nawet mi powiedział, że on ma jeden mundur od 2015 roku - opisywał Forró.

"Od ostrzału z niedzieli w nocy nie miałem ani kropli wody"

Mikołajów od 8 miesięcy jest jednym z najbardziej ostrzeliwanych miast Ukrainy. Zdaniem autora książki "Apartament w hotelu wojna: reportaż z Donbasu" wzmożone ataki mają zastraszyć ludność cywilną, aby w ten sposób wpłynąć na morale żołnierzy. - Ale na Ukrainie widać, że coś takiego absolutnie nie działa. Ludzie, szczególnie tu w Mikołajowie żyją w takiej sytuacji już od siedmiu miesięcy - wskazał. - Byłem tu już trzy razy i widziałem okropne bombardowania. Nie wyobrażam sobie, że jest jeszcze coś, co by mogło w tym momencie złamać Ukraińców - ocenił autor książki "Apartament w hotelu wojna: reportaż z Donbasu".

Jak opisywał, w mieście brakuje wody. - Na wiosnę zostały ostrzelane wodociągi i od tej pory leciała woda tylko z morza. Ale ja od tego ostrzału z niedzieli w nocy nie miałem ani kropli wody. Więc właśnie kombinuję, jak mi się uda w końcu po trzech dniach wziąć prysznic - powiedział Forró.

- Tu się naprawdę okropnie żyje. Ale mieszkańcy, którzy tutaj zostali są już do tego przyzwyczajeni. To są ludzie, których widziałem, że jak stoją w kolejce po jedzenie i dwieście metrów od nich wybucha moździerz, to jedni uciekną, ale drudzy po prostu zostaną stać. Bo oni już po prostu to wszystko widzieli. To się dzieje wokół nich za długo. Za dużo ich sąsiadów umarło, idąc po chleb - mówił dziennikarz.

- Więc to już jest miasto-żołnierz. Miasto, które wojuje, które stoi za swoją armią i jest w stanie naprawdę przetrwać najgorsze rzeczy - podsumował gość "Światopoglądu". 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM