"Hotele to duże fabryki, które będą bankrutowały". Ekspert: Nie da się tak łatwo włączyć przycisku "on" i "off"

Hotelarze boleśnie odczuli skutki pandemii, bo przez długie miesiące nie mogli pracować. Potem we znaki dała im się inflacja, bo prowadzenie działalności jest coraz droższe, a ludzie ostrożniej wydają pieniądze. Jak ocenił w TOK FM prezes Polskiej Izby Hotelarstwa, branżę czeka kolejny poważny kryzys.
Zobacz wideo

Z powodów ekonomicznych polscy turyści już latem skracali swoje urlopy. Bo w czasach rosnącej inflacji wypoczynek jest po prostu coraz droższy. Jak mówił w TOK FM prezes Polskiej Izby Hotelarstwa Marek Łuczyński, wakacje pokazały, że na długie wyjazdy - dwu-trzytygodniowe - mogą sobie pozwolić obecnie przede wszystkim kuracjusze, za których pobyty w uzdrowiskach płaci NFZ.

Dla wielu Polaków nawet tygodniowy pobyt w hotelu to jest już bardzo dużo. - Na pewno to okienko rezerwacyjne staje się coraz krótsze i jest to stałe już zjawisko. Długość pobytów jest skracana – powiedział rozmówca Przemysława Iwańczyka. 

Branża hotelarska stoi u progu wielkiego kryzysu

Marek Łuczyński nie ma wątpliwości, że złote czasy polskiego hotelarstwa, które trwały ostatnią dekadę, na razie nie wrócą.

Żeby właściciel hotelu czy pensjonatu mógł liczyć na zyski, "obłożenie" w obiekcie musi przekroczyć 40, a najlepiej 50 procent. Latem taka sytuacja dotyczyła 2/3 hoteli w polskich kurortach nadmorskich czy górskich. Jak ocenił Marek Łuczyński jesienią i zimą wiele obiektów to, co zarobiło w najgorętszym turystycznie sezonie tego roku, będzie musiało wydać na opłaty. - Mamy szalejącą inflację, wojnę na wschodzie, ceny energii również bardzo poszybują w górę – podkreślił.

Z kolei sekretarz generalny Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego Marcin Mączyński zwracał w TOK FM uwagę na to, że nawet klienci, którzy decydują się na wyjazd do hotelu, szukają oszczędności. - Z powodu inflacji rosnących cen w portfelach zostaje coraz mniej pieniędzy. Już w czasie wakacji zauważyliśmy, że ci sami goście, którzy odwiedzali hotele od lat, wydawali znacznie miej pieniędzy (na dodatkowe usługi i atrakcje) - mówił.

Kto ucierpi najbardziej? Te obiekty będą generowały zimą gigantyczne koszty

Według prezesa Polskiej Izby Hotelarstwa szczególnie tegoroczna zima będzie bardzo trudnym okresem. Dlaczego? Bo przy zwyczajowo dużo mniejszym obłożeniu zimą niż latem, jak również z powodu coraz krótszych urlopów, na które decydują się polscy turyści, hotele mogą mieć olbrzymi problem z rosnącymi opłatami za ogrzewanie.

Dotyczy to szczególnie tych obiektów, które zainwestowały w budowę basenu oraz strefy z zabiegami kosmetycznymi - w tzw. SPA. - Rodziny lubią, jak w hotelu jest basen i fajne SPA. Ale taki obiekt w sezonie zimowym będzie generował gigantyczne koszty energii. Bo obniżka temperatury w basenie o 2-3 stopnie powoduje duży dyskomfort dla gości. A rachunki są gigantyczne. Myślę więc, że takie obiekty mogą być czasowo zamykane zimą – ocenił gość TOK FM.

Czy branżę czekają duże zmiany? Niektóre hotele mają swoje rozwiązania

Zapytany o możliwość przemodelowania swojej działalności tak, aby przetrwać ciężkie czasy, Marek Łuczyński widzi pewne rozwiązanie dla niektórych hoteli.

- Znam właścicieli, którzy idą w stronę połączenia pobytów hotelowych i sanatoryjnych. W momencie tzw. wysokiego sezonu hotel jest po prostu obiektem noclegowym. A w niższym sezonie, czyli w listopadzie, na początku grudnia – przyjmuje gości sanatoryjnych - wyjaśnił, dodając, że są obiekty, których właściciele mają podpisane umowy z niemieckim NFZ-tem, dzięki temu mogą - nawet w trudnych czasach - liczyć na zagranicznych kuracjuszy.

Według gościa dla hotelarzy nie ma prostych rozwiązań, takich jak np. czasowe zamknięcie obiektu. Dlatego będzie dochodziło do bankructw. - Hotel to duża fabryka. Nie da się tak łatwo włączyć przycisku "on" i "off". To bardzo trudny fach, w którym też trzeba zarządzać kapitałem ludzkim. Przecież jeśli zamkniemy obieg, to pracownicy odejdą bezpowrotnie do innych branż. Dlatego nadchodzą bardzo trudne czasy – zauważył ekspert. 

Sekretarz generalny Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego podkreślił, że właściciele obiektów turystycznych muszą "dwa razy oglądać każdą złotówkę", by próbować znaleźć oszczędności. Marcin Mączyński wskazał na kłopoty hoteli - głównie z dużych miast - do tej pory żyjących głównie z klientów zagranicznych. A pandemia, inflacja panująca praktycznie na całym świecie oraz problemy linii lotniczych spowodowały, że do Polski przyjeżdża mniej turystów.

- Na przykład hotele w Krakowie, które głównie korzystają na turystach zagranicznych, oczywiście cierpią. A hotele, które mają duże centra konferencyjne i nastawione są na gościa biznesowego, kongresowego, to na razie ten gość jeszcze jest. Ale co będzie po Nowym Roku? Wszyscy z obawą patrzą w przyszłość - przyznał gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM