Musk chce opłaty za weryfikację konta. Ekspert o "Twitterze dwóch prędkości" i demokratyzacji "w kapitalistycznym stylu"

Chyba nie powinno być tak, że rządy muszą negocjować z prywatną firmą. Ale chyba do tego dojdzie - tak dr Alek Tarkowski komentował sytuację, jaka powstała po ujawnieniu przez Elona Muska ws. opłat za weryfikację kont. Głos w sprawie zabrał nawet Biały Dom.
Zobacz wideo

Twitter pod rządami Elona Muska to na początek duże zwolnienia pracowników. I kontrowersyjne pomysły. Takim jest propozycja wprowadzenia opłaty za zweryfikowanie konta. Miliarder początkowo zasugerował, że za 20 dolarów zweryfikowane konta otrzymają "priorytet w odpowiedziach, wzmiankach i wyszukiwaniu, możliwość zamieszczania długich materiałów wideo i audio oraz o połowę mniej reklam". Potem stawkę obniżył, informując, że chodzi o 8 dolarów.

Musk wprowadzenie opłaty za weryfikację konta tłumaczy tym, że "Twitter w jakiś sposób musi płacić rachunki".

Zdaniem dra Alka Tarkowskiego mamy do czynienia z działaniem "demokratyzującym, ale w kapitalistycznym stylu".

- Musk poszerzył pulę osób, które mogą dostać niebieski znaczek. Przedstawia to jako działanie w rodzaju "zapłaćcie, ale ja to zliberalizuję - nie będzie już podziału na sławnych i zwykłych ludzi". To wydaje mi się ciekawe, bo to znaczyłoby, że jest Twitter dwóch prędkości. Twitter osób zweryfikowanych, które mają różne dodatkowe funkcjonalności oraz zwykły, "codzienny" - mówił w TOK FM dyrektor Open Future Foundation.

Czy rządy powinny negocjować z Twitterem? "To brzmi jakoś absurdalnie"

Twitter dawno stał się jednym z ulubionych narzędzi polityków. Pasjami korzystał z niego były prezydent USA Donald Trump. Aż do czasu, gdy władze platformy zablokowały jego konto. To na Twitterze m.in. prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełensk informuje o najważniejszych wydarzeniach, a premier Morawiecki ogłosił, kto zbuduje pierwszą w Polsce elektrownię atomową.

Świat polityki także zareagował więc na najnowszy pomysł Muska. Głos zabrał np. Biały Dom. - Biały Dom nie powiedział "tak" lub "nie", ale skomentował, że będą się zastawiać. Jest to dla mnie potwierdzeniem paranoi, w jakiej znajduje się nasza sfera medialna - powiedział dr Alek Tarkowski. Jak podkreślił, to Twitter, a nie np. mający większą liczbę użytkowników Facebook, odgrywa kluczową rolę w świecie polityki. To za pomocą należącego od niedawna do Muska medium komunikują się ze światem najważniejsi przywódcy. 

Ekspert przyznał, że przed rozmową z Karoliną Głowacką zastanawiał się, "czy rządy powinny wejść w jakiś proces dialogu z Twitterem na temat warunków korzystania". - To brzmi jakoś absurdalnie. Chyba nie powinno być tak, że rządy muszą negocjować z prywatną firmą. Ale chyba do tego dojdzie - ocenił.

Czy istnieje zatem jakaś sensowna alternatywa dla Twittera?

Dr Alek Tarkowski przywołał "orzeźwiający" przykład sieci Mastodon. - Jest ona popularna w ostatnich dniach. Sporo osób się tam przerzuca, ale Twitter ma skale milionów, a Mastodon - tysięcy. Komisja Europejska ma tam własny serwer i prowadzi alternatywne dla Twittera konto. Wydaje mi się, że to dobry krok, bo infrastruktura Mastodona jest dużo bardziej niezależna, nie jest kontrolowana przez jedną osobę czy jedną firm. Ale to nadal nie rozwiąże problemu - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM