Donald Trump chce być prezydentem. Zarzucił Bidenowi, że prowadzi USA "na skraj wojny nuklearnej"

Były prezydent Donald Trump zapowiedział , że wystartuje w wyborach prezydenckich 2024 roku. Jak stwierdził, jego zadaniem będzie "wzięcie się za najbardziej skorumpowane siły, jakie można sobie wyobrazić" i zarzucił prezydentowi Bidenowi, że "prowadzi nas na skraj wojny jądrowej" i wspomniał o rakiecie, która spadła na Lubelszczyźnie.

USA/ Donald Trump ogłosił, że wystartuje w wyborach prezydenckich w 2024 20221116T040102+0100

Były prezydent Donald Trump zapowiedział we wtorek, że wystartuje w wyborach prezydenckich 2024 roku. Jak stwierdził, jego zadaniem będzie "wzięcie się za najbardziej skorumpowane siły, jakie można sobie wyobrazić" i zarzucił prezydentowi Bidenowi, że "prowadzi nas na skraj wojny jądrowej" i wspomniał o rakiecie, która spadła na Lubelszczyźnie.

- Dziś ogłaszam moja kandydaturę na prezydenta Stanów Zjednoczonych - powiedział Trump podczas wystąpienia w swojej posiadłości Mar-a-Lago na Florydzie. Trump stwierdził, że Ameryka jest upadającym krajem, a jego zadaniem będzie "wzięcie się za najbardziej skorumpowane i zakorzenione siły, jakie można sobie wyobrazić". Dodał, że to nie jest zadanie dla "polityka, albo konwencjonalnego kandydata".

Były prezydent zarzucał, że pod rządami Joe Bidena Stany Zjednoczone są pośmiewiskiem dla całego świata, o czym świadczy wycofanie się z Afganistanu i wojna na Ukrainie, która - jak stwierdził - nigdy by się nie wydarzyła, gdyby on był prezydentem.

Trump wspomniał przy tym o rakiecie, która spadła we wtorek pod Hrubieszowem pod granicą z Ukrainą. - Nasi wrogowie mówią o nas z pogardą i śmiechem i drwinami przez te dwa wydarzenia. Ale jest ich dużo więcej. Tylko dzisiaj, rakieta została wysłana, prawdopodobnie przez Rosję, 50 mil w głąb Polski. I ludzie całkowicie oszaleli i nie są szczęśliwi - mówił Trump. Zarzucił przy tym Bidenowi, że "prowadzi nas na skraj wojny nuklearnej, koncepcji niewyobrażalnej zaledwie dwa krótkie lata temu".

Trump chce znów być prezydentem

Do ogłoszenia Trumpa doszło tuż po nadspodziewanie słabym wyniku jego partii i wspieranych przez niego kandydatów w wyborach do Kongresu i władz stanowych. Porażki wybranych przez niego kandydatów w kluczowych stanach sprawiły, że część wspierających go do niedawna polityków Republikanów publicznie zaczęła się od niego odcinać i twierdzić, że nie powinien być kandydatem partii na prezydenta.

Wśród chóru innych krytyków, kongresmen z Alabamy Mo Brooks, który występował z Trumpem podczas wiecu pod Kapitolem 6 stycznia 2021 r., stwierdził w poniedziałek, że jest "nieuczciwy, nielojalny, niekompetentny i nieokrzesany", a jego wybór byłby błędem. Według mediów część działaczy Republikanów próbowała też odwieść Trumpa od ogłaszania swojej kandydatury we wtorek, obawiając się, że zaszkodzi to szansom kandydata partii w drugiej turze wyborów o mandat senatora z Georgii.

Część sondaży opublikowanych po ubiegłotygodniowych wyborach wskazała, że większość wyborców Republikanów woli, by kandydatem na prezydenta był gubernator Florydy Ron DeSantis, który uzyskał reelekcję, pokonując swojego rywala niemal o 20 punktów procentowych.

Posłuchaj:

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM