"Może dwa tygodnie trzeba będzie przeżyć bez prądu". Mer Lwowa o atakach na infrastrukturę Ukrainy

Po ostrzałach i uszkodzeniu przez Rosjan infrastruktury krytycznej, we Lwowie z sieci elektroenergetycznej może jednocześnie korzystać tylko 30 proc. mieszkańców. - Miasto przechodzi w normalny rytm życia. Ale noc była katastrofalna - mówił w TOK FM mer miasta Andrij Sadowy.
Zobacz wideo

Rosyjski ostrzał rakietowy w obwodzie lwowskim, który miał miejsce we wtorek, spowodował bardzo poważne straty. Obecnie z sieci elektroenergetycznej może jednocześnie korzystać tylko 30 procent mieszkańców. System jest w trakcie odnawiania. Mieszkańcy są proszeni o oszczędne zużycie energii. Wprowadzono też harmonogramy awaryjnych i godzinowych wyłączeń prądu.

Jak mówił w TOK FM Andrij Sadowy sytuacja jest bardzo zmienna. - Na ten moment mamy prąd, wodę, ciepło, transport publiczny też pracuje. Jutro dzieci idą do szkoły, przedszkola i miasto przechodzi w normalny rytm życia. Ale noc była katastrofalna - przyznał w "Światopodglądzie" mer Lwowa. 

Zwrócił też uwagę, że mimo chaosu - spowodowanego ostrzałami i brakami w dostawach prądu - w mieście panowała "maksymalna dyscyplina".

- Ludzie tolerują się nawzajem. Na niektórych przejściach nie było żadnego policjanta, ale wszystko funkcjonowało. Ukraińcy prezentują niezwykłą powagę i godność. Każde uderzenie czyni nas twardszymi i będziemy walczyć z Moskalami, aż wyrzucimy ich z naszego państwa - podkreślił. 

"Ile można przeżyć w ten sposób?"

Gość TOK FM przyznał, że Lwów potrzebuje teraz głównie generatorów prądu i paliwa, by przygotować się na kolejne ataki i sytuację, gdy znów zabraknie prądu. - Może tydzień, może dwa trzeba będzie przeżyć bez prądu, ciepła. Na sto procent rozumiemy, że Rosja nadal będzie atakować nasze obiekty infrastruktury krytycznej - podkreślił rozmówca Agnieszki Lichnerowicz

Jak poinformował, instytucje takie jak szkoły, banki, apteki czy szpitale mogą działać właśnie dzięki generatorom i alternatywnym systemom dostarczania prądu.

- Pół roku przed wojną zaczęliśmy budować alternatywny system, żeby nasze wodociągi mogły dostarczać wodę bez udziału prądu. Gdy wczoraj nie było prądu, miasto miało wodę. Wszystkie nasze szpitale mają taki system. W trakcie operacji chłopaka, który został ciężko raniony, pracowały z kolei generatory - opowiadał Andrij Sadowy.

Jednak, jak podkreślił, to wciąż nie wystarcza. - Pytanie, ile czasu to będzie trwało, można przeżyć w ten sposób? Jeden ok, dwa dni ok. Gdyby to miał być miesiąc, byłoby ciężko - zastrzegł.

Lwów szykuje schrony i ociepla budynki komunalne

We Lwowie mieszka teraz około miliona osób, z czego - jak podał Andriej Sadowy - 150 tys. to uchodźcy z innych części kraju. - Przez 9 miesięcy wojny przez Lwow przeszło 5 mln osób. Były dni, kiedy w mieście mieszkało ich 2 mln. Jeżeli strzały będą każdego dnia, na pewno duża część wyjedzie. Ale gdy strzelają raz na dwa tygodnie, człowiek jest przyzwyczajony do wszystkiego - stwierdził mer miasta. 

Zapewnił też, że Lwów już przygotowuje się na zimę, by zadbać o tych, którzy nie wyjadą, np. na wieś. - Mamy 6 tys. schronów, już tysiąc jest przebudowane, żeby ludziom było ciepło. Przebudowujemy też  nieużywane komunalne budynki i przygotowujemy miejsca dla uchodźców. Bo kto może przewidzieć, jaka będzie zima? Może trzeba będzie przyjąć jeszcze więcej ludzi - podsumował rozmówca Agnieszki Lichnerowicz. 

 

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM