Więźniowie polityczni z Białorusi pracowali dla Ikei? O "piramidzie żywienia" reżimu Łukaszenki

Według francuskiego portalu śledczego Disclose, Ikea miała współpracować z białoruskimi podwykonawcami, którzy korzystali z darmowej siły roboczej więźniów. - Czysty zysk idzie do kieszeni pośredników, zapewne powiązanych z aparatem przemocy na Białorusi. Czyli służb więziennych, policyjnych i KGB, najbardziej paskudnej części reżimu - mówił w TOK FM Michał Kacewicz z telewizji Biełsat.
Zobacz wideo

Francuscy dziennikarze z portalu Disclose ujawnili, że białoruskie firmy, które były dostawcami Ikei, miały współpracować z więzieniami lub koloniami karnymi reżimu Łukaszenki. To właśnie przez białoruskich więźniów, według Disclose, miała być wytworzona część asortymentu dostępnego w tej sieci sklepów. Ikea zaprzeczyła tym doniesieniom i zapewniła, że nie uznaje pracy przymusowej. Dodała jednak, że nie może w pełni wykluczyć ryzyka takich działań. Zapowiedziała też, że przeprowadzi dochodzenie wewnętrzne.

Jak mówił w TOK FM Michał Kacewicz, Ikea nie działa jako pracodawca na Białorusi bezpośrednio, tylko przez swoich podwykonawców.  - To białoruskie spółki, które produkują elementy mebli, ale też tekstylia. To jest szyte, produkowane, skręcane na Białorusi. Oczywiście, to pośrednictwo nie jest żadnym tłumaczeniem dla firmy, która bardzo często powołuje się na wyśrubowane standardy etyczne. Powinna sprawdzać takie rzeczy - skomentował w "Połączeniu" dziennikarz z telewizji Biełsat. 

Przyznał, że nie tylko Ikea może być tutaj winna, ale także dziurawy system sankcji, które Unia Europejska nałożyła na reżim Łukaszenki. - Siłą rzeczy zadaniem spółek jest maksymalizowanie zysków, a więc także minimalizowanie kosztów produkcji. Natomiast zadaniem państw jest sprawdzanie takich sytuacji i nakładanie odpowiednich ograniczeń dla firm, które podnosiłyby koszty działań biznesowych w takich krajach jak Białoruś. Chodzi o to, by było to mało opłacalne. Bo wiadomo, że zarówno Rosja, jak i Białoruś poszukują wszelkich dróg, by zadbać o swoje zyski - podkreślił w rozmowie z Jakubem Janiszewskim.

Przypomniał, że Polska również długo importowała wyroby z Białorusi - nawet po zdławieniu protestów przeciw sfałszowanym wyborom prezydenckim w 2020 roku. - Sprowadzaliśmy cement, materiały budowlane, nawozy itd. Dopiero wprowadzenie kolejnych pakietów unijnych sankcji ograniczyło ten import w sposób poważny. Teraz na szczęście udało się to już zakończyć - zastrzegł. 

"Piramida żywienia" reżimu Łukaszenki 

Gość TOK FM zwrócił również uwagę na kolejny nieetyczny aspekt całej sprawy - produkcja elementów dla Ikei mogła być realizowana także przez więźniów politycznych. - W białoruskich łagrach i zakładach karnych więźniowie przebywają w warunkach całkowicie urągających godności człowieka. Warto więc zadać pytanie, czy tam nadal opłaca się prowadzić produkcję. Bo jeśli te informacje się potwierdzą, to szkodliwość wizerunkowa dla takiej firmy, jak Ikea, będzie dużo większa niż zyski. Te są osiągane dzięki temu, że koszty wytworzenia produktów są o wiele niższe. Więźniom za pracę po prostu się nic nie płaci - stwierdził Michał Kacewicz. 

Opisał również funkcjonującą w takich sytuacjach "piramidę żywienia" reżimu Łukaszenki. - Czysty zysk idzie do kieszeni pośredników, zapewne powiązanych z aparatem przemocy na Białorusi. Czyli służb więziennych, policyjnych i KGB. W tej piramidzie każdy po drodze musi odebrać swoją dolę. Więc to jest podwójne zło. Bo z jednej strony to wykorzystywanie więźniów, prawdopodobnie także politycznych, a z drugiej - wspieranie tej najbardziej paskudnej części reżimu - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM