Rośnie napięcie między Serbią a Kosowem. "Próżnia bezpieczeństwa" i "rozmowy ostatniej szansy" w sporze o tablice rejestracyjne

Kosowo wymaga od zamieszkujących je Serbów wymiany serbskich tablic rejestracyjnych na te wydane przez Prisztinę. - Serbowie na północy widzą te działania jako elementy pewnej presji, a niektórzy nawet opresji ze strony władz - powiedział w TOK FM Konrad Pawłowski. Kierownik Zespołu Bałkańskiego wyraził też obawę, "że ktoś będzie chciał odpalić konflikt za pomocą dezinformacji".
Zobacz wideo

Premier Kosowa Albin Kurtim zgodził się na kolejne przesunięcie terminu wymiany serbskich tablic rejestracyjnych. Tym razem o kolejne dwa dni. Chodzi o wymagania stawiane przez Kosowo, by zamieszkujący je Serbowie wymienili serbskie tablice rejestracyjne na te wydane przez Prisztinę. Początkowo termin ten wyznaczono na koniec lipca. Potem go przesuwano, ale wciąż obu stronom nie udało się dojść do porozumienia.

Nie pomogła nawet mediacja Unii Europejskiej i spotkanie prezydenta Serbii Aleksandra Vucića z premierem Kosowa w Brukseli, a które unijna dyplomacja nazywała "rozmowami ostatniej szansy". - Jasno powiedziałem obu stronom, że nie może tak dalej być. To błędne koło kryzysów i ostatecznych terminów musi się zatrzymać - powiedział przedstawiciel UE ds. zagranicznych Josep Borrell.

- Wypowiedzi Josepa Borella, które wskazują na to, że sytuacja jest napięta, odzwierciedlają rzeczywistość północnego Kosowa - skomentował w TOK FM Konrad Pawłowski, kierownik Zespołu Bałkańskiego Instytutu Europy Środkowej w Lublinie.

Przypomniał, że to właśnie w północnej części Kosowa ok. 90 proc. populacji stanowią etniczni Serbowie - nigdy niezintegrowani z Kosowem w całości.

- Powstało coś w rodzaju próżni bezpieczeństwa. Wyobraźmy sobie reakcję Serbów, którym policjanci narodowości albańskiej zaczną wypisywać mandaty za rejestracje, które, według Serbów, potwierdzają przynależność Kosowa do Serbii. Serbowie na północy widzą te działania jako elementy pewnej presji, a niektórzy nawet opresji ze strony władz w Prisztinie. Czy popierają prezydenta Vucića, czy nie, w rzeczywistości nie chcą wymieniać tych rejestracji - zwrócił także uwagę gość "Połączenia".

"Serbowie na północy chcą żyć w spokoju"

Zadaniem Konrada Pawłowskiego, Serbowie z północnego Kosowa są w tym konflikcie jedynie "kartą przetargową". - Wzrost napięcia w północnym Kosowie to efekt polityki Belgradu. Serbia kontroluje społeczność północnego Kosowa za pomocą instytucji serbskich, które nadal są tam obecne. Nielegalnie, ale one nadal tam są - mówił rozmówca Jakuba Janiszewskiego.  

Ekspert podkreślił też, że "Serbowie z północnego Kosowa na pewno nie są zainteresowani konfliktem", choć może nie obejść się bez incydentów. Także dlatego, jak mówił, że wyczuwalna jest atmosfera napięcia, niepewności, ale też irytacji Serbów z północnego Kosowa: "Co znowu jeszcze władze w Prisztinie wymyślą". Poza tym, incydenty mogą być sprowokowane np. przez Rosję tak, jak już miało to miejsce. Gość TOK FM przypomniał np. o kampanii propagandowej, którą 31 lipca rozpoczęli Rosjanie za pośrednictwem Telegrama. 

- Pisano wówczas, że w Kosowie zaczęły się walki, że zaczęto strzelać. I tego boi się społeczność międzynarodowa - że ktoś będzie chciał ten konflikt odpalić za pomocą dezinformacji. A Serbowie na północy nie chcą wojny, chcą żyć w spokoju - skwitował Konrad Pawłowski w TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM