UE skończyła z kurtuazją wobec Orbana. Węgry złagodzą kurs wobec Ukrainy, by dostać miliony z Brukseli?

Węgry na razie nie dostaną miliardów z unijnej kasy w ramach KPO. Premier Orban bardzo potrzebuje unijnych środków, więc - jak mówił w TOK FM dr Dominik Hejj - Węgry będą musiały uruchomić "ekspres legislacyjny", by usunąć naruszenia wskazane przez Brukselę. Kluczowym terminem rozgrywki o miliony z unijnej kasy będzie 19 grudnia.

Komisja Europejska zaaprobowała w środę Krajowy Plan Odbudowy Węgier. Zastrzegła jednocześnie, że żadna płatność z Funduszu Odbudowy i Odporności (RRF) nie będzie możliwa bez zrealizowania 27 tzw. kamieni milowych. Komisja podjęła również decyzję, by zarekomendować zamrożenie 7,5 mld euro z polityki spójności dla Węgier.

Z Budapesztu - jak mówił w TOK FM dr Dominik Hejj - od razu popłynęły sygnały, że to niespecjalne zaskoczenie. Jak ocenił ekspert, to po prostu robienie dobrej miny do złej gry. Bo Węgry bardzo liczyły na wspomniane fundusze jeszcze w tym roku. - Na razie w tamtejszych mediach publicznych cieszą się, że KPO zostało zaakceptowane. Mówią, że to najlepsze KPO, jakie do tej pory zaaprobowała Komisja Europejska – cytował ekspert z Instytutu Europy Środkowej i portalu kropka.hu.

Rzeczywistość wygląda inaczej. Jak przypomniał gość TOK FM, przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen zerwała ze swoją "tradycją" i nie przyjechała do kraju, którego Krajowy Plan Odbudowy został przyjęty. - Wybierała się tam już w lipcu 2021 roku, ale uchwalona wtedy ustawa o tzw. przeciwdziałaniu pedofilii, która uderzyła w mniejszości seksualne na Węgrzech, pogrzebała porozumienie między Budapesztem a Brukselą – przypomniał rozmówca Karoliny Lewickiej.

Viktor Orban dał Brukseli wiele powodów do ochładzania stosunków z Budapesztem. Jak przypomniał dr Hej, jednym z nich było to, że węgierski premier zaczął atakować Unię Europejską za nakładanie sankcji na Rosję. Dlatego też mimo tego, że rząd Węgier zaczął wychodzić KE naprzeciw, wdrażając ustawy, które miały m.in. zapobiec korupcji, to teraz Bruksela nie docenia tego.

Pieniądze są Orbanowi potrzebne, więc zdaniem eksperta Węgry znów będą musiały uruchomić "ekspres legislacyjny", by usunąć naruszenia, które zagrażają wypłacie środkom z Unii. Do tego czasu Bruksela blokuje wypłatę środków. 

A o tym, co dalej, przesądzi Rada UE, która zagłosuje w tej sprawie 19 grudnia. - To o tyle ciekawy dzień, że – według Politico – czeska prezydencja ma tak ustawić głosowania, żeby najpierw rozpatrzyć to, co Węgry blokują, czyli np. 18 mld euro dla Ukrainy. A dopiero później to, na czym Węgrom zależy. Chodzi o to, by nie mogły zablokować środków dla Kijowa. Widać więc, że jest to odarte z kurtuazji. W głosowaniu zdecyduje większość kwalifikowana, a nie jednomyślność. Na razie nastroje są takie, żeby zablokować Węgrom te pieniądze, ale będą targi. Pojawi się kawa na ławę i być może w zamian za podatek globalny albo wsparcie dla Ukrainy zostanie uznane, że Węgry zrobiły wystarczający postęp – ocenił rozmówca Karoliny Lewickiej.

"Węgierska gospodarka wejdzie w recesję"

Dziennikarka przypomniała, że póki co podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych Sojuszu Północnoatlantyckiego Węgry zablokowały zwołanie posiedzenia komisji NATO-Ukraina. Wszystko dlatego, że – jak wskazał dr Dominik Hejj - nie został zakopany "topór wojenny" między Węgrami i Ukrainą.

Jak dodał, teraz jednak pozycja negocjacyjna Orbana w relacjach z Unią osłabła. A wszystko dlatego, że bardzo potrzebuje unijnych pieniędzy. - We wskaźnikach inflacyjnych widać, że np. żywność drożeje o 40 proc. Wśród ekonomistów nie ma wątpliwości, że jeśli tych pieniędzy nie będzie, to węgierska gospodarka wejdzie w recesję. Sama ochrona forinta jest już tak droga, że państwa po prostu nie stać taką politykę – podsumował ekspert z Instytutu Europy Środkowej i portalu kropka.hu.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM