Łukaszenka zwodzi Putina w sprawie udziału w wojnie w Ukrainie. "To pewnego rodzaju gra"

Władimir Putin zrobił wyjątek i zamiast czekać na Łukaszenkę na Kremlu, sam pofatygował się z wizytą do Mińska. - To już nie są żarty, a bezpośrednia wizyta patrona. Łukaszenka będzie musiał jakoś ustosunkować się do tego, co proponuje, a w zasadzie czego żąda Putin - ocenił w TOK FM Michał Kacewicz z telewizji Biełsat.
Zobacz wideo

Władimir Putin poleciał do Mińska, by spotkać się z Alaksandrem Łukaszenką. Przedstawiciele Ukrainy nie mają wątpliwości, że wizyta prezydenta Rosji ma na celu wciągnięcie armii białoruskiej do udziały w wojnie. Mówił o tym m.in. dowódca ukraińskich Sił Połączonych generał Serhij Najew, który zwrócił uwagę na to, że do wizyty Putina doszło krótko po naradzie gospodarza Kremla z dowództwem armii rosyjskiej.

- Pole manewru Łukaszenki coraz bardziej się ogranicza - ocenił w TOK FM Michał Kacewicz, dziennikarz telewizji Biełsat. Według gościa "Połączenia" znamienny jest fakt, że tym razem to Putin pofatygował się, by odwiedzić prezydenta Białorusi, a nie na odwrót.

- To już nie są żarty, a bezpośrednia wizyta patrona. Łukaszenka będzie musiał jakoś ustosunkować się do tego, co proponuje, a w zasadzie czego żąda Putin. Zwykle było tak, że podczas wizyt Łukaszenki w Rosji było ustalane coś bardzo mocno posuwającego sytuację przodu. A później Łukaszenka wracał i robił coś w tym kierunku, ale bardzo powoli, trochę się cofając i zaprzeczając temu, co mówił podczas spotkania - mówił rozmówca Jakuba Janiszewskiego.

Czy tak będzie i tym razem? Pewne jest, że Rosja będzie nadal zwiększała swoją kontrolę nad białoruskimi siłami zbrojnymi i stawiała je, jak ujął to Michał Kacewicz, "w roli służebnej".

- W zasadzie na początku grudnia mieliśmy deklaracje, że budowany na Białorusi kontyngent rosyjski, będzie tam długo. Myślę, że będziemy musieli przyzwyczaić się do tego, że wojsko rosyjskie pozostanie na Białorusi - ocenił dziennikarz Biełsatu.

Putin przekona w końcu Łukaszenkę?

Amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW)  prognozował niedawno, że celem spotkania Putina z Alaksandrem Łukaszenką jest wzmocnienie rosyjskiej operacji informacyjnej, której ma przekonać Ukrainę i Zachód, iż Rosja może zaatakować Ukrainę z kierunku Białorusi. W tym celu również Rosja kontynuuje rozmieszczanie na Białorusi swych wojsk.

Zdaniem Kacewicza to dobry trop. Jak wyjaśnił, "to może być pewnego rodzaju gra skierowana wobec Ukrainy i Zachodu".  - Ale myślę, że akurat Ukraińcy są już na to bardzo odporni. Nie lekceważą zagrożenia, ale jednocześnie przekonują, że na razie nie ma symptomów tego, by w najbliższych tygodniach szykowała się inwazja z tego kierunku - tłumaczył gość "Połączenia".

Według rozmówcy Jakuba Janiszewskiego, za tym, że białoruscy żołnierze nie wejdą na Ukrainę, przemawia fakt, iż po prostu nie są oni na to gotowi.

- Łukaszenka pewnie będzie grać tym argumentem wobec Putina. W rozmowach w cztery oczy jest to jego koronny argument. Z drugiej strony jednak Putin może naciskać i mówić: "W takim razie my się za tę waszą armię weźmiemy". I faktycznie, trochę się biorą. Łukaszenka panicznie boi się wejść w wojnę, bo wie, że poniesie wielkie straty. Wizja masowych dezercji i protestów oraz wizja młodych poborowych, którzy dostaną broń, jest da niego przerażająca - podsumował Michał Kacewicz.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM