Najemnik z Grupy Wagnera uciekł do Norwegii i poprosił o azyl. "Nie można wykluczyć prowokacji"

Dowódca jednego z oddziałów Grupy Wagnera, Andriej Miedwiediew, uciekł z Federacji Rosyjskiej i teraz chce starać się o azyl w Norwegii. Zdaniem prof. Jakuba Godzimirskiego, najważniejsza jest odpowiedź na kilka pytań, w tym np. o to, w jaki sposób przekroczył granicę. Bo, jak tłumaczył, może się okazać, że został do niej dostarczony. - Przekroczył ją w sposób, który wyglądał na nielegalny, z pomocą rosyjskiej służby. Po to, by kremlowska propaganda mogła zrobić coś, co potem wykorzysta dla podważenia wiarygodności polityki zachodniej - mówił w TOK FM ekspert Norweskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Zobacz wideo

Andriej Miedwiediew, dowódca jednego z oddziałów Grupy Wagnera, uciekł z Federacji Rosyjskiej do Norwegii. W nagraniu opublikowanym na portalu Gulagu.net wyznaje, że obawia się o swoje życie i chce ubiegać się o azyl. Jak mówił w TOK FM prof. Jakub Godzimirski, to być może pierwszy przypadek żołnierza, który nielegalnie przekroczył granicę rosyjsko-norweską. Choć, jak od razu zastrzegł, trzeba pamiętać, że po wybuchu wojny, a zwłaszcza ogłoszeniu mobilizacji, przekroczyło ją bardzo wielu młodych Rosjan, uciekając przed służbą wojskową. Pewne jest to, jak zastrzegł, że to o nim wiadomo najwięcej.

- Urodził się w 1996 roku. Większość dzieciństwa spędził w domu dziecka na Syberii, a w latach 2014-2015 służył w armii rosyjskiej, w dosyć interesującym oddziale. To była 31. brygada powietrzno-desantowa, która brała udział w ataku na Ukrainę w lutym zeszłego roku i która poniosła ciężkie straty w okolicy lotniska Hostomel - mówił ekspert Norweskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych w "Świątopodglądzie".

Rozmówca Agnieszki Lichnerowicz wskazał przy tym, ze Miedwiediew miał problemy z dostosowaniem się do warunków życia w Rosji. Kilkakrotnie, jak przypomniał, między 2015 a 2022 rokiem był aresztowany za drobne przestępstwa, a potem skazany na dwa-trzy lata więzienia. - Osiedlił się w pewnym momencie na Krymie, a 6 lipca 2022 roku, według niego, podpisał czteromiesięczny kontrakt z Grupą Wagnera - dodał, zastrzegając, że teraz nie jest jasne, jaki jest jego stosunek do grupy. 

"Nie można wykluczyć prowokacji"

Gość TOK FM zapewnił, że w Norwegii najwięcej uwagi poświęca się temu, jak Miedwiediew dostał się w okolice miejscowości Nikiel, gdzie nielegalnie przekroczył granicę. - Musimy sobie uświadomić, że granica norwesko-rosyjska w tym miejscu jest specyficzna. 100 km od niej znajduje się najważniejsza baza marynarki wojennej, gdzie zlokalizowano dwie trzecie rosyjskiego potencjału nuklearnego - zwrócił uwagę prof. Jakub Godzimirski. Dlatego, jak podkreślił, jest ona mocno strzeżona zarówno przez Straż Graniczną, FSB, jak i Żandarmerię Wojskową.

Według eksperta Norweskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych trzeba więc rozważyć dwie możliwości. Pierwsza - stosunkowo młody, dobrze wyszkolony, byłby żołnierz wojsk powietrzno-desantowych miał umiejętności, które pozwoliłyby mu dokonać tego samemu. A druga? - Nie można wykluczyć prowokacji - został on dostarczony do granicy, przekroczył ją w sposób, który wyglądał na nielegalny, z pomocą rosyjskiej służby, po to by kremlowska propaganda mogła zrobić coś, co potem wykorzysta dla podważenia wiarygodności polityki zachodniej - wskazał.

To oznaczałoby też, według niego, że może być ważnym źródłem dezinformacji, także w celu podważenia wiarygodności dziennikarzy. Bo  mogłoby się okazać, że Rosjanie wszystko to spreparowali i będą w stanie dowieść, że to, co opowiada, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. - Trudno będzie dotrzeć do dna - zastrzegł. 

W ocenie gościa TOK FM wiarygodność Miedwiediewa wzmocniłoby np. pokazanie nagrań z egzekucji czterech żołnierzy ukraińskich. Miedwiediew uważa, że ma do nich dostęp. 

"Instytucjonalne wyzwanie"

- A jak o Miedwiediewie pisze się w samej Norwegii? - chciała wiedzieć prowadząca.

- To nie kłopot, to swego rodzaju instytucjonalne wyzwanie. A i sprawą zajmuje się bardzo doświadczony adwokat norweski, z którym 15 lat temu pracowaliśmy. Zna dobrze prawo rosyjskie, zajmował się wielokrotnie podobnymi sprawami - odpowiedział prof. Jakub Godzimirski.

Na potwierdzenie wskazał m.in. fakt, że wspierał on np. uchodźców z Czeczenii i innych obywateli rosyjskich, którzy starali się o pobyt i ochronę w Norwegii. - Na pewno mamy do czynienia z ludźmi, którzy mają duże doświadczenie w działaniach podobnego typu. Mimo to trzeba mieć z tyłu głowy, że może to być rodzaj prowokacji. Nie wszystko jest tak jasne, jak nam się wydaje - podsumował rozmówca Agnieszki Lichnerowicz.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM