,
Obserwuj
Świat

Czy w USA zapadła właśnie decyzja, która zabije "flotę cieni"?

Wyborcza Opole
4 min. czytania
20.01.2025 21:23
Sankcje, jakie były już amerykański prezydent nałożył na flotę cieni tankowców - przewożących nielegalnie rosyjską ropę - podbiły ceny surowca. Już odczuwamy to w rosnących znów cenach paliw. Teraz kluczowe będą decyzje nowego amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa.
|
|
fot. Randy Brandon/EAST NEWS

 

  • To będzie odcinek o naczyniach połączonych. Naczynia są międzykontynentalne, a łączy je system, którego nie widać.
  • Powiemy o rynku surowcowym, z którym zdecydowana większość ma do czynienia codziennie oraz o tym, co wspólnego z planem pozbawienia Rosji gigantycznych pieniędzy i nadzieją na spokój na wschodzie Europy mają samochody na baterie.

 

Gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, Zachód postanowił odciąć ją od źródeł dochodu. Najpierw padł handel gazem - Rosja sama zablokowała dostawy Europie, wypowiadając jej w ten sposób wojnę energetyczną. Zachód znalazł sobie innych dostawców, choć nie obyło się bez kłopotów i astronomicznych podwyżek cen energii. Bo największe europejskie gospodarki większość prądu produkowały z gazu.

Z ropą naftową rzecz była mocniej skomplikowana, bo globalny system dostaw tego surowca to naczynia połączone. Braki w jednym naczyniu świat uzupełnia zawartością drugiego naczynia. Jeśli świat potrzebuje więcej niż można kupić - rośnie cena. Cena rośnie nawet wtedy, gdy brak jest tylko prognozowany i teoretyczny.

Przed wojną w Ukrainie Rosja dostarczała do Europy nawet jedną trzecią ropy i większość gotowego oleju napędowego. Czerpała z tej sprzedaży gigantyczne zyski, co dla demokratycznego świata było nie do przyjęcia, bo petrodolarami Moskwa finansowała swoją agresję. Utrzymanie tego stanu rzeczy nie wchodziło w grę, podobnie jak definitywne odcięcie świata od rosyjskiego surowca. Taki ruch to pewna gwałtowna podwyżka cen paliwa i astronomicznie wysoka inflacja - nie tylko tam, gdzie literalnie brakowałoby benzyny na stacjach.

Co zapowiedział Donald Trump? Najważniejsze punkty z wystąpienia prezydenta

Finalnie zamknięto rurociągi dostarczające ropę do Europy. Wprowadzono limit ceny - ropę z Rosji kupić można, ale za mniej niż 60 dolarów za baryłkę. Efekt?

W chwili, gdy wprowadzano limit, ropa była notowana po blisko 100 dolarów, dzisiaj kosztuje niecałe 80. I taki właśnie był cel - aby Rosja na ropie nie mogła zarabiać i jednocześnie świat nie wpadł w surowcową panikę.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Za handel powyżej limitu nakładane są kary, wykluczane z żeglug są też statki, które zakaz łamały. Bo międzynarodowe organizacje odmawiały ich ubezpieczenia. Bez ubezpieczenia żaden szanujący się armator nigdzie nie popłynie - chyba, że do tej kategorii nie należy i jest gotów ryzykować, na przykład wysłać swoje tankowce w drogę tak, by nie można ich było namierzyć, czyli z wyłączoną lokalizacją.

'Aż bolało'. Co zdradziła mowa ciała Donalda Trumpa?

Flota cieni. Kto na niej skorzystał?

Chętni się znaleźli - w ten sposób powstała flota setek jednostek, które w żadnych okolicznościach nie powinny opuszczać doków. Bo z powodów technicznych pływanie nimi jest zbyt niebezpieczne dla innych i dla środowiska. W ten sposób w drogę ruszyła flota cieni, która w ciągu ostatnich trzech lat - pomimo sankcji - odbierała ropę z Rosji i wiozła ją na wschód. Z cenowej okazji skorzystały Indie i Chiny, zajmując miejsce Europy na rosyjskiej liście największych odbiorców. A wpływy z podatków od naftowego handlu do budżetu Rosji wzrosły w ubiegłym roku aż o jedną trzecią w porównaniu z wpływami sprzed pięciu lat. Handel ropą dopasował się do okoliczności i wszystko zapewne zostałoby po staremu, gdyby do akcji niespodziewanie nie wkroczył Biały Dom.

Od czego Trump zacznie rządzenie? 'Wygląda to niedobrze'

Amerykański rząd postanowił skuteczniej odciąć Rosję od pieniędzy, konkretnie - od zysków ze sprzedaży ropy. Obłożył sankcjami dwie rosyjskie firmy, które odpowiadają za jedną trzecią eksportu surowca oraz 180 tankowców należących do niewidzialnej floty, w tym niemal wszystkie, które przewożą rosyjską ropę po Arktyce oraz po Pacyfiku do krajów azjatyckich (także do największych odbiorców - Chin i Indii).

To oznacza, że handlujący rosyjską ropą znów będą zmuszeni przeładowywać ją z tankowca na tankowiec, omijając zakazy. Takie operacje jednak kosztują czas i pieniądze, i są ryzykowne z technicznego punktu widzenia. Wszystko to ma sprawić, że Moskwa straci źródło przychodów, z których finansuje wojnę. To, z kolei, ma poprawić negocjacyjne położenie Ukrainy i pogorszyć sytuację Rosji.

Flota cieni. Ważna decyzja Amerykanów

Ogłoszenie przez Amerykanów decyzji o surowych sankcjach podniosło światowe ceny, ale nie na tyle, by światowe gospodarki podniosły alarm. Agencja analizująca rynek ropy uważa, że surowca jest i będzie w najbliższym czasie za dużo, więc luka się wypełni. Ropa będzie - tyle, że nie rosyjska. A Chiny i Indie będą musiały poszukać sobie innych sprzedawców. I już to robią, bo po arabską ropę ustawia się kolejka chętnych, którzy musieli zatrzymać tankowce płynące po surowiec do rosyjskich portów.

Co to było? Elon Musk przemawia i nagle ten gest [WIDEO]

Do 2030 roku Międzynarodowa Agencja Energii przewiduje systematyczny, coroczny spadek zapotrzebowania na ropę naftową. Między innymi dlatego, że coraz większa część światowego transportu jeździ na baterie. Inni stawiają na silniki hybrydowe, które co prawda spalają benzynę, ale znacznie mniej niż tradycyjne. Rynek surowcowy już odczuwa tę zmianę, a producenci i przetwórcy ropy dumają nad swoją przyszłością.

Jeden z najbogatszych na świecie krajów naftowych - Arabia Saudyjska - stawia na turystykę i już przebudowuje swoją gospodarkę. Koncern ExxonMobile liczy na konsumentów i ich nieprzemijającą miłość do taniej poliestrowej odzieży, do której produkcji ropa jest niezbędna. Globalnie spadek zapotrzebowania na ropę to możliwość wykluczenia z rynku Rosji. Przynajmniej na jakiś czas.

I na koniec o zmianie w Białym Domu. Bo w tej sprawie - jak w wielu innych - jest ona kluczowa dla świata. Decyzja o surowych restrykcjach zapadła w ostatnich dniach urzędowania odchodzącego prezydenta Joego Bidena. Jej praktyczne skutki staną się odczuwalne za kilka tygodni. W tym czasie urząd będzie sprawować nowy prezydent Donald Trump, którego decyzje są trudne do przewidzenia.