Stolica Haiti: "Wszystko co widziałam to rozpłakany, przytulający się tłum"

- Wszystko zaczęło się trząść. Chwilę potem domy wywracały się, jak zapałki, słyszałem krzyki - opowiada o pierwszym uderzeniu wstrząsów w stolicy Haiti, Port-au-Prince dziennikarz Joseph Guyler Delva. Mężczyzna potwierdził BBC że sam widział "dziesiątki ofiar". Media publikują pierwsze, dramatyczne opowieści świadków o tragedii na Haiti.

Potężne trzęsienie ziemi uderzyło w Haiti>>>

- Zobaczyłem ludzi pod gruzami domów. Zdesperowani mieszkańcy biegali po ulicach - krzyczeli: "Boże, Boże". Panuje tu całkowity chaos - mówił Delava.

- Port-au-Prince (stolica Haiti - dop. red.) pogrążyło się w ciemności, nie działają telefony komórkowe, słyszymy zdławione krzyki ludzi wołających o pomoc - opowiada z kolei BBC Carel Pedre haitański dziennikarz.

"Ludzie biegają, biegają i krzyczą"

Zdjęcia z Haiti>>>

15-letnia Valery Moliere została wyciągnięta z gruzów rodzinnego domu przez jej ojca. Dziewczyna zrelacjonowała, że gdy trzęsienie dotknęło jej domu, nie mogła "ruszyć się z miejsca". - Nie mogłam nawet wstać. Po prostu bezsilnie leżałam na podłodze. To ojciec wyciągnął mnie z walącego się budynku - opowiada reporterom telewizji ABC.

Sceny, które dziewczyna zobaczyła przed jej domem, zszokowały 15-latkę. - Ludzie biegali. Oni nadal biegają i krzyczą. Wszystko co widziałam to rozpłakany, przytulający się tłum - powiedziała. Według relacji Valery, mieszkańcy Port-au-Prince chodzą po ulicach zdezorientowani, "z krwią na rękach".

"Z ciemności dochodzą krzyki"

Carel Pedre haitański dziennikarz opowiedział BBC o tym, jak po trzęsieniach wygląda stolica Haiti. Mężczyzna przemierzył kilka kilometrów przez miasto, w poszukiwaniu swojej córki. - Widziałem dużo błagających o pomoc ludzi, wiele zawalonych budynków, zniszczone samochody - opowiada.

Miasto po trzęsieniu nie przypomina niczym Port-au-Prince sprzed kilkunastu godzin. Dziennikarz opowiedział, że minął teatr, supermarket, apartamentowiec oraz kafejkę internetową: "wszystkie były zawalone".

Jedną z rzeczy, która potęguje dezorientację i strach mieszkańców, jest według relacji Pedre, "obezwładniająca ciemność", która natychmiast pochłonęła miasto. - Nie mamy prądu, wszystkie sieci telefoniczne nie działają, ludzie nie mogą skontaktować się ze swoimi bliskimi - powiedział.

Wielu świadków opowiada, że z ciemnych gruzów Port-au-Prine dochodziły "przerażające krzyki rozpaczy".

DOSTĘP PREMIUM