Haiti: Strzały w okolicy sektora pracy polskich ratowników. Polacy przeniesieni

W okolicy sektora, w którym pracowali polscy ratownicy, ktoś oddał strzały. Polaków przeniesiono do innego sektora - poinformował w rozmowie z portalem Gazeta.pl rzecznik Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej Paweł Frątczak.

Żadnemu z ratowników nic się nie stało - zapewnił rzecznik. W sektorze, w którym pracują Polacy, nie było strzelaniny. Strzały było słychać w oddali. Polscy ratownicy zostali przeniesieni do innego sektora. Tam zostaną im przydzielone kolejne działania.

Wcześniej podawano, że polscy ratownicy mieli szukać osoby uwięzionej pod gruzami w centrum zdewastowanego miasta.

54 polskich ratowników na Haiti

54 naszych ratowników z 10 psami pracuje w wybranych sektorach w jednej z dzielnic stolicy Haiti. Zapasy żywności i wody pozwalają im na pracę przez co najmniej sześć dni. Nad ich bezpieczeństwem czuwają funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu. Polski samolot nie mógł wczoraj wylądować na przepełnionym lotnisku w Port-au-Prince i wylądował w stolicy Dominikany, Santo Domingo. Ratownicy musieli pokonać kilkaset kilometrów drogą lądową i około 11.00 naszego czasu przekroczyli granicę między Dominikaną a Haiti.

Uratowali 70 osób

Oprócz polskiej ekipy w stolicy Haiti prowadzą akcję 44 grupy z różnych państw. Dzisiaj uratowano trzy osoby - 7-letnią dziewczynkę, 34-letniego mężczyznę i 50-letnią kobietę. Są tylko lekko ranni.

Do tej pory ratownikom udało się wydobyć spod gruzów 70 osób. - W zawalonych budynkach wciąż są żywi ludzie - mówi rzeczniczka ONZ Elisabeth Byrs. Przekonuje, że ratownicy są zdeterminowani, by spod gruzów uratować jak najwięcej osób. - Wciąż mamy nadzieję - dodaje.

W pięć dni po katastrofalnym wtorkowym trzęsieniu ziemi na Haiti panuje chaos, a miliony zdesperowanych mieszkańców walczą o przeżycie, oczekując dostaw wody, żywności i materiałów sanitarnych.

Najpotężniejsza w ciągu stulecia haitańska katastrofa sejsmiczna o sile 7,0 w skali Richtera spustoszyła nie tylko odległą 15 kilometrów od epicentrum stolicę Port-au-Prince, ale również wiele innych miejscowości kraju, od wielu lat pozbawionego elementarnej politycznej i gospodarczej stabilizacji. Podziemne ognisko wstrząsów (hipocentrum) znajdowało się na głębokości 13 kilometrów.

Walczą o żywność i wodę

Światowa Organizacja Zdrowia oraz Panamerykańska Organizacja Zdrowia oceniają, że liczba ofiar śmiertelnych wynosi od 40 do 50 tysięcy. Szacunki te są zgodne z najnowszymi informacjami, podanymi przez władze Haiti, według których we wtorkowym trzęsieniu zginęło 50 tys. osób, 250 tys. odniosło obrażenia, a 1,5 mln zostało pozbawionych dachu nad głową.

Na głównej ulicy handlowej Port-au-Prince około tysiąca osób wdało się w sobotę w walkę o żywność i inne artykuły, zabrane z opuszczonych sklepów i domów mieszkalnych. Według źródeł rządowych, ze zrujnowanych więzień w całym kraju zbiegło około 6 tys. skazanych. 4 tys. z nich to uciekinierzy z więzienia w Port-au-Prince, w tym odsiadujący wyroki dożywocia.

Największa katastrofa humanitarna

Zdaniem ONZ, jest to największa katastrofa humanitarna, z jaką miała ona dotąd do czynienia. Zniszczenia, jakich doznała i tak skromna haitańska infrastruktura, znacznie utrudniają dotarcie z pomocą do potrzebujących.

Startujące z pokładu amerykańskiego lotniskowca atomowego "Carl Vinson" śmigłowce od piątku dostarczają do Port-au-Prince żywność i wodę. Wyładunek i rozdzielanie dostaw prowadzone są obecnie pod nadzorem amerykańskich żołnierzy z 82. dywizji powietrznodesantowej. Początkowo dostawy zrzucano na stadion piłki nożnej, co rychło wywołało tam zamieszki.

DOSTĘP PREMIUM