Demonstracje w Londynie: Bezrobotni Brytyjczycy żądają miejsc pracy

Brytyjczycy zrzeszeni w jednym z największych związków zawodowych w Wielkiej Brytanii protestowali dzisiaj w centrum Londynu. Opowiedzieli się przeciwko zatrudnianiu Polaków i Włochów, jako taniej siły roboczej w sektorze budowlanym.

- Nalegamy, aby posypały się głowy, skończyła się nieuczciwa konkurencja, a bezrobotni Brytyjczycy dostali pracę - wyjaśnia Paul Kenny, Sekretarz Generalny związku zawodowego GMB, który liczy w Wielkiej Brytanii aż 600 tys. członków.

Bezpośrednią przyczyną protestu jest pojawienie się nowych dowodów na zatrudnianie przy przebudowie sieci brytyjskich elektrowni obcokrajowców, którzy nie są opłacani według stawek obowiązujących na Wyspach.

Polacy i Włosi zamiast Brytyjczyków

Działacze GMB dotarli do informacji, że włoska firma "Somi", podwykonawca projektu modernizacji elektrowni Staythorpe, podobnie jak rok temu opolski "Remak", odpowiedzialny za przebudowę elektrowni na Isle of Grain, nie przestrzega narodowego porozumienia w sprawie płac.

NAECI (The National Agreement for the Engineering Construction Industry), zwany potocznie "niebieską książeczką" (z ang. blue book) jest umową między związkami zawodowymi a pracodawcami, która określa wynagrodzenia za godzinę pracy w przypadku przedstawicieli poszczególnych zawodów.

- GMB wielokrotnie napominał pracodawców i rząd, że istnieje nieuczciwa konkurencja. Mówiliśmy, że jedyna przyczyna, dla której sprowadza się pracowników zza granicy, podczas gdy lokalni mieszkańcy są bezrobotni, to pieniądze", twierdzi Paul Kenny, sekretarz generalny związku GMB.

"Nasi ludzie na pierwszym miejscu"

Dla wielu protestujących demonstracja stała się pretekstem do wyrażenia własnego zdania na temat imigrantów. - Chcemy, aby w naszym kraju, nasi ludzie mieli pierwszeństwo w dostępie do pracy, która im się należy - mówi Gazecie.pl jeden z demonstrujących.

Bezrobotny 50-letni mężczyzna, trzymając w ręku plakat ze sloganem "British jobs for British workers" dodaje: - Nie jestem rasistą, ale jak pozwolimy na to teraz , to wkrótce podobnie będzie w innych sektorach. A my nie chcemy do tego dopuścić.

Swoją radykalną opinię przedstawił też parlamentarzysta John Mann: - Nie mam nic przeciwko temu hasłu. Jasno mówi, o co nam chodzi. Skoro mamy w kraju wykwalifikowanych pracowników, którzy s bezrobotni, powinniśmy dać im szansę na poprawienie bytu zanim sprowadzimy do kraju cudzoziemców.

Trzy demonstracje, jeden cel

Według protestujących, przedstawiciele francuskiego koncern Alstom, głównego wykonawcy projektu modernizacji krajowej sieci energetycznej, zapewniali podczas nieoficjalnego spotkania 2 lutego 2009 roku o przestrzeganiu porozumienia.

Równie Lord Mandelson, minister biznesu, innowacji i zdolności, miał wtedy powiedzieć, że nie zauważył żadnych nieprawidłowości podczas zatrudniani obcokrajowców. Działacze twierdzą, że zostali oszukani i żądają podjęcia odpowiednich kroków, w tym pozbawienia Alstomu członkostwa, przez Engineering Construction Industry Association (ECIA).

Dlatego demonstracja składała się aż z trzech protestów. Pierwsza grupa manifestantów zebrała się przed londyńską siedzibą Alstomu. Druga obok biura Lorda Mandelsona, a trzecia obok siedziby ECIA. W południe wszyscy protestujący spotkali się prze siedzibą brytyjskiego Parlamentu, gdzie domagali się poszanowania swoich praw pracowniczych.

DOSTĘP PREMIUM