Poczobut w Radiu TOK FM: Białoruskie służby specjalne pokazały, w jakim państwie żyjemy

- Na Białorusi jest zaostrzenie sytuacji - mówił na antenie Radia TOK FM Andrzej Poczobut, dziennikarz polonijny i działacz Związku Polaków na Białorusi. - Jestem oskarżony o udział w nielegalnym wiecu i grozi mi 15 dni aresztu. Teraz wiozą mnie do sądu.

Poczobut potwierdził, że zatrzymano około 40 osób, w tym Andżelikę Borys - prezes nieuznawanego przez Mińsk Związku Polaków na Białorusi. - Chodzi w tej całej akcji przede wszystkim o Dom Polski w Iwieńcu - mówił Poczobut.

- Dzisiaj odbywa się tam proces: białoruskie władze chcą uprawomocnić swoją decyzję o przejęciu Domu Polskiego. Miałem zeznawać przed sądem jako świadek, a członkowie Związku Polaków jechali, żeby wesprzeć panią Teresę Sobol - dyrektora Domu Polskiego.

"Andżelikę Borys wepchnięto brutalnie do samochodu"

- Trudno mi powiedzieć, jak to się zakończy. Nie wiem jakie są plany białoruskich władz. Sytuacja się zmienia: na początku byłem oskarżony pod pretekstem, że jestem podobny do kogoś, kto dokonał napadu. Teraz jestem oskarżony za udział w nielegalnym wiecu - mówił Poczobut.

- Czuję się oburzony, bo białoruskie władze po raz kolejny pokazały, w jakim państwie żyjemy.

Od rana białoruska milicja zatrzymała już czterdziestu działaczy Związku Polaków na Białorusi - dodał. Zatrzymani są przewożeni na komisariaty i do sądu w Grodnie.

Sytuacja szybko się zmienia - sprawdź najnowsze doniesienia o sytuacji zatrzymanych działaczy

W polskim MSZ trwa narada ws. zatrzymań. Ministerstwo ma podjąć decyzję, czy i jakie kroki podjąć w tej sprawie. Rzecznik MSZ-tu Piotr Paszkowski zapewnił, że decyzja ta będzie znana przed południem.

"Od 16 lat jesteśmy robieni w konia przez Łukaszenkę"

- Widać gołym okiem, że skutek wizyty ministra Martynaua jest zerowy. Przyjechał, pokazał figę naszemu MSZ-owi i pojechał. Pytanie tylko, po co nam to było, żeby nasza dyplomacja była publicznie policzkowana - mówił na antenie Radia TOK FM Marek Bućko z fundacji Wolność i Demokracja.

- W tej chwili Polska ma dwa instrumenty, które może zastosować wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki. Pierwszy instrument to sankcje ekonomiczne, czyli rozpoczęcie procedury objęcia Białorusi całkowitym embargiem handlowym. To jest o tyle skuteczne, że w obecnie ok. 50 proc białoruskiego eksportu idzie do Unii Europejskiej. Jestem przekonany, że gdyby tylko wywiad białoruski doniósł o realności embarga handlowego, to już po kilku dniach mielibyśmy normalne negocjacje ze stroną białoruską - komentował Bućko.

- Drugi instrument to sankcje wjazdowe dla funkcjonariuszy KGB, MSW i komitetu do spraw narodowości. Jeżeli MSZ ma problemy z ustaleniem tożsamości takich osób, to my jako fundacja chętnie pomożemy - dodał.

- Od 1994 roku, czyli od momentu objęcia władzy przez Łukaszenkę, Unia Europejska popełnia ten sam błąd: traktuje go jak partnera, który jak coś obieca, to słowa dotrzymuje - mówił Marek Bućko. - Jesteśmy robieni w ten sposób w konia od 16 lat. Niczego się na własnych błędach nie nauczyliśmy. Na Łukaszenkę przysłowiowa marchewka nie działa. Nie rozumiemy, że ten bat - w postaci embarga handlowego - to coś, czego Łukaszenka się boi. Ten reżim rozumie tylko argument siły - podkreślił ekspert.

DOSTĘP PREMIUM