Sześć lat po amerykańskiej ofensywie Faludża masowo choruje

Lekarze w irackiej Faludży donoszą o bardzo dużej ilości chorób u dzieci, które odbierają w tamtejszych szpitalach. Niektórzy winą obciążają Amerykanów i broń, której użyli podczas operacji w tym mieści. Sprawę nagłośnił reporter BBC po rozmowie z pediatrami.

Sześć lat temu Amerykanie przeprowadzili szturm na Faludżę. Stracili około 95 żołnierzy, mieli ponad tysiąc rannych. Zabili - jak podawał Pentagon - około 1200-1400 rebeliantów. Oficjalnie nie wiadomo jakie były ofiary wśród cywilów, ale szacunki prowadzone bezpośrednio po operacji mówiły o liczbie ponad 4000 osób. Zniszczona została ogromna część miasta. Media donosiły, powołując się na świadków, że zachodni żołnierze używali "niezwykłej" broni zrzucanej z powietrza. Pentagon odrzucał początkowo oskarżenia, jednak w 2005 roku przyznał się do użycia "niewielkiej ilości" pocisków z białym fosforem przeciwko rebeliantom. Zapewniał, że cywile nie mieli kontaktu z nielegalnie użytą bronią.

Dziś, jak podaje BBC, u dzieci poniżej szóstego roku życia, a więc urodzonych już po amerykańskiej ofensywie, choroby serca, mózgu, układu nerwowego i inne występują "niespotykanie często". Po wizycie w nowym szpitalu w Faludży, który został zbudowany przez Amerykanów, BBC podało że - wbrew rządowym zapewnieniom o "kilku przypadkach rocznie" - w samym tylko tym szpitalu, szefowa pediatrii widzi "codziennie dwa do trzech przypadków" dzieci z różnego rodzaju chorobami, głównie zaburzeniami pracy serca.

Według lekarzy dzieci rodzą się niezwykle często z chorobami serca, mózgu, z paraliżem dotykającym różnych części ciała, z brakującymi, lub dodatkowymi kończynami. Według danych ze stycznia tego roku 95 na 1000 dzieci odbieranych w szpitalach w Faludży rodzi się z defektami serca. To wskaźnik trzynastokrotnie wyższy niż w Europie.

Amerykanie podważają te liczby mówiąc, że nie mieli styczności z żadnym oficjalnym raportem dotyczącym wzrostu zachorowań w tym obszarze. Taki raport nigdy nie powstał bo - jak podaje BBC - rząd iracki nie prowadzi nawet statystyk w tej sprawie, nie chcąc narażać dobrych relacji z USA. Niezależne raporty też nie powstają, bo drogi dojazdowe do Faludży są bardzo często atakowane. Próba zweryfikowania oficjalnej wersji jest po prostu zbyt niebezpieczna. Bez takich badań ustalenie powodów tak dramatycznego wzrostu zachorowań jest niemożliwe. Toksykolodzy podkreślają, że czynniki genetyczne, środowiskowe, a nawet pogodowe mają wpływ na zdrowie płodów i bez systematycznych badań nie sposób określić co było determinujące.

- Widziałam zdjęcia dzieci, które urodziły się z okiem pośrodku czoła, czy nosem na policzku - mówi BBC Malik Hamdan, badaczka zbierająca materiały w sprawie wzrostu zachorowań w Faludży. Reportaż BBC został częściowo ocenzurowany. Wycięto z niego nagrania dzieci z najdrastyczniejszymi przypadkami chorób.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM