Reforma systemu ubezpieczeń zdrowotnych w USA. "Na naszych oczach dzieje się historia"

Amerykańska Izba Reprezentantów przegłosowała ustawę, która zapewni opiekę zdrowotną 32 milionom nieubezpieczonych obywateli tego kraju. Teraz dokument trafi do podpisu przez prezydenta Baracka Obamę. To w zasadzie formalność. Reforma opieki zdrowotnej to główny projekt tej prezydentury. Jeśli Obamie nie udałoby się go przeforsować, jego druga kadencja w Białym Domu stałaby pod znakiem zapytania.

Większość amerykańskich mediów podkreśla, że przyjęta ustawa ma przełomowe znaczenie. - Na naszych oczach dzieje się historia - tak niektórzy komentatorzy opisywali głosowanie w Izbie Reprezentantów. Ustawę udało się przyjąć stosunkiem 219 do 212 głosów. Głosy "za" należały do Demokratów, jednak 34 z nich zagłosowało przeciw reformie. Ustawę udało się jednak uratować dzięki przekonaniu do niej dziesięciu Demokratów przeciwnych aborcji.

Dzięki dokumentowi 32 miliony nieubezpieczonych Amerykanów uzyska prawo do opieki zdrowotnej. - Tak właśnie wygląda zmiana, którą zapowiadaliśmy - powiedział prezydent Obama w transmitowanym przez telewizję orędziu. Przypomniał w ten sposób główne hasło swojej kampanii z 2008 r. "Zmiana, w która możemy uwierzyć". - Udowodniliśmy, że ten rząd wciąż pracuje dla ludzi - zaznaczył.

Reforma - prawo obywatelskie XXI wieku

- Dołączyliśmy do grupy autorów przełomowych reform. To ludzie, którzy wcześniej stworzyli ustawę o ubezpieczeniach społecznych i ubezpieczeniach zdrowotnych dla osób po 65 roku życia (znanych w Stanach Zjednoczonych jako Medicare - red.). Dziś przegłosowaliśmy prawo do opieki zdrowotnej dla wszystkich Amerykanów - powiedziała po głosowaniu Nancy Pelosi, przewodnicząca Izby Reprezentantów. - To dokument o prawach obywatelskich XXI wieku - dodał Jim Clyburn, jeden z najbardziej wpływowych afroamerykańskich kongresmenów.

Reformę czeka jeszcze kilka legislacyjnych formalności. Jeszcze w tym tygodniu ustawa trafi do podpisu prezydenta. Wcześniej kongresmeni przyjęli wersje ustawy Senatu, nad którą głosowano w grudniu. Po przyjęciu Przez Izbę Reprezentantów i Senat kilku poprawek prezydent musi jeszcze raz złożyć swój podpis pod dokumentem.

"Kill the bill"

Przyjęcie ustawy to olbrzymi sukces dla administracji Obamy. Niedzielne zwycięstwo było potrzebne samemu prezydentowi, którego poparcie w ostatnim czasie zaczęło dość gwałtownie spadać. Część komentatorów twierdzi, że porażka ustawy mogłaby oznaczać klęskę całej prezydentury Obamy. Prezydent raczej nie mógłby liczyć na reelekcję w kolejnych wyborach.

Trwająca wiele miesięcy debata wokół reformy służby zdrowia pomogła skonsolidować konserwatywne środowisko przeciwne prezydenturze Obamy. Pod hasłem "Kill the bill" ("zabić tę ustawę") spotykały się na wiecach osoby, według których skutkiem przyjęcia reformy będzie zwiększenie podatków. Przeciwnicy negują też skuteczność projektu. Przekonują, że osoby nieubezpieczone będą wolały płacić rocznie 695 dolarów kary za brak polisy, niż wykupić ją za 400 dolarów miesięcznej składki. Ekipie Obamy zarzucano, że chce w Stanach Zjednoczonych wprowadzić socjalizm.

"Ty morderco dzieci!"

Republikańscy kongresmeni byli zaciekłymi przeciwnikami ustawy. Twierdzili, że ekipa Obamy pokazuje totalitarne zapędy. - Do diabła, nie! - krzyczał tuż przed głosowaniem John Boehner, lider mniejszości w Kongresie. - Przestaliśmy słuchać naszych obywateli i przestaliśmy respektować wolę ludzi, których reprezentujemy - mówił.

Zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy ustawy przerzucali się epitetami i obraźliwymi sformułowaniami. Emocji nie zabrakło też w trakcie samej debaty w Izbie Reprezentantów. Sukces w głosowaniu nad ustawą zapewniła bowiem 10-osobowa grupa demokratycznych kongresmenów przeciwnych aborcji. Tuż przed głosowaniem prezydent Obama zapewnił ich, że w nowej ustawie nie pojawi się zapis o finansowaniu zabiegu przerywania ciąży z pieniędzy podatników. Takie zapewnienie prezydent wręczył na piśmie przedstawicielowi grupy, kongresmenowi Bartowi Stupakowi. W trakcie debaty z ław zajmowanych przez Republikanów poleciały pod jego adresem obelgi. Stupaka nazwano "mordercą dzieci".

"To nie ja krzyczałem"

Republikanie, aby uniemożliwić przyjęcie ustawy zastosowali chwyt. Chcieli przyjąć "antyaborcyjną" poprawkę zaproponowaną wcześniej przez demokratycznego kongresmena. Jej autor wstał z ławy i w emocjonalnym wystąpieniu zaczął bronić reformy. Mówił, że przeciwnikom ustawy chodzi jedynie o to, aby pozbawić 32 miliony obywateli dostępu do opieki zdrowotnej. - To twoja ustawa! - odpowiedziało kilku Republikanów. Na sali zapanował chaos. Kiedy udało się przywrócić porządek jeden z przeciwników krzyknął w kierunku Stupaka: "ty morderco dzieci!". Nie wiadomo, kto był autorem obelgi. Zdaniem dziennikarzy, którzy obserwowali zdarzenie z galerii nad salą obrad obraźliwe słowa wykrzyczał John Campbell, republikański kongesmen z Kalifornii. - To nie ja krzyczałem. To był ktoś niedaleko mnie. Ja nie uważam takich słów za stosowne - tłumaczył się.

DOSTĘP PREMIUM