Brytyjscy ministrowie w ukrytej kamerze: chcieli pieniędzy za lobbing

Troje laburzystów, b. ministrów obrony, zdrowia i transportu, zostało zawieszonych w członkostwie w partii po tym, jak media ujawniły w prowokacji jak chcieli lobbować za pieniądze. Podający się za przedstawicieli amerykańskiej firmy dziennikarze targowali z ministrami cenę za ich usługi, która osiągnęła - w przypadku b. ministra obrony - 5000 funtów za dzień. To kolejny cios w rządzącą Partię Pracy przed majowymi wyborami.

Dziennikarka "Sunday Times" i Kanału 4 brytyjskiej telewizji podała się za przedstawicielkę prywatnej amerykańskiej firmy inwestycyjnej, która zabiega o wysoko postawionych przyjaciół. Rolą wynajmowanych byłych członków rządu miało być namawianie obecnie rządzących do spojrzenia przychylnym okiem na firmę.

 

Nagrywani ukrytą kamerą ministrowie kolejno żądali wysokich sum za swoje usługi. Hoon, minister obrony w rządzie Tonego Blaira (decyzja o inwazji na Irak zapadła za jego kadencji), chciał pięciu tysięcy funtów za dzień, Patricia Hewitt (ministerstwo zdrowia) i Stephen Byers z transportu chcieli po trzy tysiące. Nie wiedzący o ukrytej kamerze ministrowie przed obiektywem zachowywali się bardzo swobodnie. Na nagraniu słychać m.in. jak Byers mówi, że uważa się za "swego rodzaju taksówkarza do wynajęcia". Zapytany o stawkę nie potrzebował dużo czasu do namysłu i mówi, że "jego cennik w tej chwili waha się między trzema a pięcioma tysiącami" za dzień pracy.

W rozmowie z dziennikarką Stephen Byers, który odpowiadał za departament transportu, zapewnia, że jest w stanie załatwić korzystne dla firmy umowy z rządem, oraz wydobyć i przekazać z rządu poufne informacje. W sprawę zamieszany jest też Lord Adonis, który miał zapewnić firmie koncesję na brytyjskiej kolei.

Już po ujawnieniu sprawy Byers zapewnił, że "wyolbrzymił swoje wpływy" i słowa, które można usłyszeć na nagraniu, są bez pokrycia.

Cała trójka utrzymuje, że nie postąpiła niesłusznie a ich zachowanie w żaden sposób nie stoi w sprzeczności z powinnościami polityka, czy byłego członka rządu. Innego zdania jest jednak cała opozycja, która zjednoczona w opinii mówi o skandalu. David Cameron, lider torysów, mówi o "szokującym zachowaniu" i domaga się śledztwa w Izbie Gmin - pisze "Times" i "Daily Telegraph". Nick Clegg z liberalnych demokratów opisał zachowanie Byersa i innych jako "bardzo, bardzo parszywe".

Downing Street odmówiło jednak przeprowadzenia w tej sprawie wewnętrznego śledztwa. Dziś opozycja będzie przesłuchiwać wszystkich nagranych ukrytą kamerą, badając czy nie doszło do złamania Kodeksu Ministerialnego, który obowiązuje wszystkich byłych członków rządu brytyjskiego.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM