Głosował za ustawą zdrowotną. Znalazł na trawniku trumnę

Kongresmen, który zagłosował za przyjęciem ustawy zdrowotnej znalazł na trawniku przed swoim domem trumnę - informuje serwis "Politico". To kolejny incydent z udziałem polityka, który poparł reformę amerykańskiej służby zdrowia. Kilku kongresmenów alarmowało, że otrzymują pogróżki od przeciwników przyjętej ustawy. Sprawą zajmuje się FBI, które sprawdza doniesienia o groźbach wobec członków Kongresu. Instruuje ich też jak dbać o własne bezpieczeństwo.

Russ Carnahan, Demokrata z Missouri znalazł trumnę w środę wieczorem. Nie wiadomo, kto podrzucił ją na trawnik przed domem polityka. Sam kongeresmen twierdzi, że incydent ma związek z poparciem dla ustawy zdrowotnej. Uważa, że jego sprawcami są przeciwnicy reformy. Chcą oni zastraszyć polityków, którzy oddali swój głos za ustawą.

- Przeciwnicy kongresmena mogą się z nim nie zgadzać w sprawach, które dotyczą naszego kraju. Nie można jednak uciekać się do takich metod. Russ Carnahan zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, w jakiej jesteśmy. Tylko w zeszłym roku 45 tys. naszych obywateli zmarło, ponieważ nie miało zapewnionej opieki zdrowotnej - powiedział serwisowi "Politico" Jim Hubbard, rzecznik prasowy kongresmena.

Atakują cegłami i pogróźkami

O podobnych przypadkach informowali kongresmeni, którzy także otrzymali pogróżki. Bart Stupak, jeden z dziesięciu członków Izby, którzy w ostatniej chwili poparli ustawę twierdzi, że grożono mu śmiercią. Jego przedstawiciele ujawnili treść kilku telefonów i maili, jakie w ostatnich dniach odebrało biuro polityka. - Mam nadzieję, że się wykrwawisz, zachorujesz na raka i umrzesz - oświadczył jeden z dzwoniących. - Wszyscy mordercy dzieci muszą źle skończyć. Sprawiedliwość wymierzy im ręka człowieka albo Boga - napisał autor anonimowego faksu.

W trakcie debaty nad ustawą Stupak usłyszał obelgi pod swoim adresem. Jeden z Republikanów nazwał go "mordercą dzieci". Louise Slaughter, Demokratka zasiadająca w Izbie Reprezentantów poinformowała o anonimowym smsie. Jego autor twierdził, że dzieci zwolenników ustawy mogą znaleźć się na celowniku snajpera. Kilku innych polityków informowało, że ich biurach wybito szyby. Takie przypadki odnotowano w Nowym Jorku, Arizonie i Kansas.

Betsy Markey z Kolorado twierdzi, że tuż przed glosowaniem do jej gabinetu zadzwonił anonimowy mężczyzna. Telefon odebrała asystentka pani kongresmen. - Lepiej uważaj, żebym nie spotkał cię w ciemnym zaułku. Mogę mieć wtedy przy sobie nóż albo pistolet - usłyszała kobieta.

Sprawę pogróżek bada FBI. Jego agenci oraz przedstawiciele policji spotkali się na zamkniętej naradzie z kongresmenami Partii Demokratycznej. FBI przeszkoliło polityków, jak reagować na groźby i dbać o własne bezpieczeństwo.

DOSTĘP PREMIUM