Zamachy w Dagestanie. Ekspert: Rosja zareaguje wzmocnieniem polityki siłowej na Kaukazie

W dwóch porannych zamachach w dagestańskim Kizlarze zginęło co najmniej 11 osób, a 23 są ranne. Do obu wybuchów doszło w pobliżu budynków ministerstwa spraw wewnętrznych i FSB. Według Macieja Falkowskiego, z Ośrodka Studiów Wschodnich, na zaostrzenie sytuacji na Kaukazie Rosja zareaguje w "standardowy" sposób - "wzmocnieniem polityki siłowej"

Do pierwszej eksplozji doszło o 8.45 lokalnego czasu. W pobliżu siedziby MSW wybuchł ładunek podłożony pod zaparkowanym samochodem. Powstał krater o rozmiarach dwa na sześć metrów. Kilkanaście minut później niemal w tym samym miejscu doszło do drugiej eksplozji. Bombę zdetonował zamachowiec-samobójca. Większość ofiar to milicjanci.

Dwa zamachy w Dagestanie - przeczytaj więcej

- Spodziewam się standardowej reakcji Rosji, czyli wzmocnienia polityki siłowej na Kaukazie, może wysłania dodatkowych oddziałów, poszerzenia kompetencji struktur siłowych. Armia ma niewiele do zrobienia. Czołgi i samoloty niewiele zrobią, bo ci ludzie ukrywają się w lasach czy po miastach - mówił w Komentarzach Radia TOK FM Maciej Falkowski z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Jak dodał na Kaukazie właściwie codziennie dochodzi do ataków na milicjantów i siedziby służb specjalnych. - Bojownicy chcą pokazać, że są silni tym, którzy z nimi walczą. Milicjanci na Kaukazie generalnie się boją. Siedzą za workami z piasku, czasami w maskach, bo prawie codziennie dochodzi do ataków na nich - powiedział Falkowski.

Kto stoi za atakiem?

Zamachy w Dagestanie pokazują jakich zmian doszło na Kaukazie. - O ile jeszcze kilka lat temu mieliśmy do czynienia z czeczeńskim ruchem narodowo-wyzwoleńczym, to teraz mówimy o islamskim podziemiem zbrojnym na Kaukazie. I nie ma znaczenia, czy aktualny przywódca jest w Czeczeni, Dagestanie czy Inguszetii - to jeden internacjonalny ruch. W jego wchodzą przedstawiciele różnych narodowości, czasami nawet Rosjanie którzy przeszli na islam. Bojownicy podkreślają, najważniejsze jest to, że jesteśmy muzułmanami a nie nasza narodowość - wyjaśniał ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Jak podkreślił Maciej Falkowski "wielu muzułmanów decyduje się na walkę w szeregach bojowników, ponieważ nie pozwolono im wyznawać swojej religii w normalny sposób". - Byli prześladowani. Są to tzw. salafici. To fundamentaliści, ale fundamentalizm islamskich nie równa się terroryzmowi - dodał gość Komentarzy Radia TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM