Zimbardo o eksperymencie we France2: To godne potępienia. Wniosek: zabijemy, by być w reality show

Telewizja France2 wyemitowała niedawno dokument: uczestnicy fikcyjnego reality show dopingowani przez publiczność razili innych prądem.- To godne potępienia. Nowa metoda promowania zła - ocenił w rozmowie z TOK FM profesor psychologii Philip Zimbardo. 80 proc. uczestników zwiększyło napięcie do maksymalnego poziomu, czyli takiego, które zabija.

Każdy może być diabłem lub bohaterem - cały wywiad z Zimbardo>>

Film, który przedstawiał powtórkę eksperymentu Milgrama przeprowadzonego w USA w 1961, francuska telewizja wyemitowała w marcu. Czytaj więcej>>

Na czym polegał eksperyment Milgrama? - Uczestnikom eksperymentu powiedziano, że chodzi o poprawę pamięci. A poprawiamy pamięć uczestnika przez wymierzanie mu kary w postaci elektrowstrząsów. Za każdym razem, kiedy ktoś popełnia błąd, trzeba zwiększyć napięcie. Zaczynamy od niskiego napięcia - `15 volt, 30, 45. Ktoś popełniający błędy jest podstawiony przez psychologów. Ale właściwy uczestnik o tym nie wie. Napięcie rośnie do 100, do 200 volt. Ofiara krzyczy, a psycholog mówi: "dalej, dalej". Ostatnie, najwyższe napięcie to 450 volt. To wystarczy, żeby kogoś zabić - tłumaczy prof. Zimbardo.

- Eksperyment Milgrama wykazał, że dwie trzecie uczestników doprowadziło napięcie do końca, do 450 volt. Francuska stacja telewizyjna powtórzyła ten eksperyment. Z tym, że uczestnikom wmówiono, że jest to casting do reality show, mający wyłonić najlepszych kandydatów. Uczestnikom powiedziano, że mają podkręcać napięcie, a publiczność krzyczy "karać, karać" - dodaje.

Zabijemy, by być w reality show

- We francuskim eksperymencie 80 proc. uczestników zwiększyło napięcie do maksymalnego poziomu. Jest to godne potępienia. Prowadzi to do wniosku, że wszyscy jesteśmy zdolni do zła. Wniosek jest taki, że zrobimy wszystko, żeby wystąpić w reality TV, nawet zabijemy, upokorzymy drugą osobę, czy też siebie. Jest to nowa metoda promowania zła. Jeśli chcesz wystąpić w reality show, musisz być gotowy do czegoś takiego - ocenia Zimbardo.

- Dla mnie najsmutniejsze było to, że eksperyment we Francji przypadł akurat w rocznicę dnia, kiedy naziści w Paryżu zagnali Żydów na stadion piłkarski i rozdali francuskim cywilom broń, by ci ich zabili. Wiemy, że można kogoś skłonić do robienia rzeczy straszliwych, ale ja chcę zastanowić się, co zrobić, żeby zwykli ludzie byli bohaterami, żeby postępowali dobrze. To jest moja nowa misja w życiu. Chcę rozwijać wyobraźnię bohaterską wśród młodych, by uznali, że są bohaterami, którzy czekają na okazję wykazania się bohaterstwem. To nowy projekt, a w tej chwili zakładamy stronę internetową. Chcemy, żeby młodzi ludzie wchodzili na tę stronę. Żeby ktoś się zalogował, powiedział: nazywam się tak i tak, mieszkam w Warszawie, mam 13 lat i publicznie zobowiązuję się być bohaterem in spe - mówi Zimbardo.

Psychologia to nie "wykrętologia". Odpowiadamy za siebie

Czy psycholog nie obawia się, że kryminaliści mogą wykorzystywać wyniki podobnych eksperymentów, by usprawiedliwić złe postępowanie? - Psychologia nie jest "wykrętologią". Psycholodzy chcą zrozumieć, skąd biorą się pewne zdarzenia psychologiczne. Chcemy tę wiedzę wykorzystać, by poprawić sytuacje. Ale nadal odpowiadamy za swoje czyny - tłumaczy Zimbardo.

Jak podkreśla Zimbardo, okoliczności nie zmywają winy. - W więzieniu Abu Ghraib wszyscy pracownicy nocnej zmiany byli winni tych złych czynów, które widzieliśmy na zdjęciach. Ale nikt z dziennej zmiany. Dlaczego to się działo tylko nocą? Otóż w tym więzieniu przesłuchiwano więźniów, ale bezskutecznie. Nie uzyskano żadnych informacji. Więc wywiad wojskowy zwrócił się do żandarmerii wojskowej z prośbą o pomoc. Chodziło o to, żeby służąc na nocnej zmianie pomogli złamać tych więźniów. Przez kolejne trzy miesiące żaden starszy oficer nie schodził do podziemi w ciągu nocy. W ciągu dnia owszem. Byli na miejscu kapitanowie, pułkownicy - mówi profesor.

Wykształcenie musi pomóc zrozumieć

Jak podkreśla, sytuacja w Abu Ghraib przypominała eksperyment stanfordzki przeprowadzony m.in. przez Zimbardo w 1971 roku. W ramach eksperymentu stworzono warunki życia więziennego. Poszczególne osoby miały wcielić się w rolę więźniów i strażników. Jak się okazało, wszyscy bez problemu wczuli się w role. Eksperyment przerwano po sześciu dniach ze względu m.in. na okrutne zachowanie osób wcielających się w rolę strażników.

- Niestety ludzie, nawet dobrzy, dają się ponieść złej sytuacji. Wniosek jest taki, że w większości przypadków przeciętna osoba będzie słuchała autorytetu, pójdzie ślepo za grupą. Zrzeknie się odpowiedzialności - mówi o wynikach Zimbardo. - To, co nas trzyma na ścieżce dobra zamiast na ścieżce zła, to była w przeszłości religia albo szkoła. Obecnie to jednak nie działa zbyt dobrze. Zatem wykształcenie musi pomóc nam wszystkim zrozumieć, że sytuacja może kogoś uwieść, sprowadzić na złą drogę i wtedy powinniśmy danej sytuacji unikać albo możemy z innymi współpracować, żeby zmienić ten stan rzeczy, aby nie dopuścić do dalszego trwania takich sytuacji - dodaje.

DOSTĘP PREMIUM