"Doradzano, by lądować w Mińsku". "Samolot nie wystarczy, potrzeba sprawnego lotniska"

- Nie wyklucza się, że był to błąd człowieka dlatego, że załoga lądowała tu niejako na własną odpowiedzialność, ponieważ tutejsze lotnisko doradzało, żeby lądowali w Mińsku - relacjonuje reporterka TOK FM Agnieszka Lichnerowicz. - Nawet najlepsze oprzyrządowanie nie starcza, potrzeba też sprawnego lotniska - komentuje w TOK FM gen. Gromosław Czempiński.

- Dwóch przedstawicieli władz wyszło do dziennikarzy. Szef komisji śledczej przy tutejszej obwodowej prokuraturze potwierdził, że zginęło ponad 80 osób - relacjonuje reporterka TOK FM Agnieszka Lichnerowicz.

- Przedstawiciel tutejszego gubernatora dodał, że na miejsce ma przyjechać Minister Spraw Wewnętrznych, Minister Spraw Nadzwyczajnych i Władimir Putin. Nie wyklucza się, że był to błąd człowieka dlatego, że załoga - jak twierdził - lądowała tu niejako na własną odpowiedzialność, ponieważ tutejsze lotnisko doradzało, żeby lądowali w Mińsku - mówi. Była także propozycja lądowania w Moskwie.

"Teb samoloty są sprawne"

Czy Tu-154 był sprawny? - Pamiętajmy, że wszystkie samoloty przechodzą remonty i stale są usprawniane - mówił w TOK FM gen. Gromosław Czempiński. - Pomimo swoich lat samoloty są cały czas sprawne - dodaje.

"Samolot był dobrze wyposażony, mogły zawieść systemy lotniska"

- Nie da się powiedzieć, jaki sprzęt był na pokładzie samolotu, którym leciał prezydent. Nawet najlepsze oprzyrządowanie nie starcza, potrzeba też sprawnego lotniska. Tutaj nasuwa się wątpliwość: skoro samolot podchodził kilka razy do lądowania, to oprócz ciężkich warunków lotniczych wysoce prawdopodobne jest, że lotnisko nie miało specjalnego oprzyrządowania pomagającego pilotowi w bezpiecznym podejściu do lądowania - mówił Czempiński.

- Sądzę, że lotnisko w Smoleńsku, takie typowo o przeznaczeniu wojskowym, miało system elektronicznego naprowadzania samolotu, który w zasadzie pomaga obsłudze naziemnej, jednak system ten jest bardzo nieprecyzyjny. Przy takim sprzęcie samolot może nie być w stanie trafić w lotnisko - tłumaczył Czempiński. - Żaden samolot pasażerski, nawet świetnie wyposażony, nie byłby w stanie sobie poradzić bez specjalnego oprzyrządowania - dodał.

"Najprawdopodobniej wina leży po stronie pilota" (Polsat News)

Generał spekulował, że pilot chciał wylądować: - Jak się leci z taką delegacją, to się chce wylądować w miejscu przeznaczenia. Ktoś, kto nie lata często na tym lotnisku może sobie nie poradzić. Pilot pewnie myślał inaczej. Miał natomiast za ciężką ścieżkę podejścia. W trudnych warunkach człowiek jest czasami przekonany, że da radę, pomimo, że widoczność jest równa zeru - mówił w TOK FM gen. Gromosław Czempiński.

Miller: Mam nadzieję, że to nieszczęście przetnie spór o samoloty

DOSTĘP PREMIUM