Kryzys polityczny w Belgii po tym, jak rząd podał się do dymisji

Paraliż - tak komentatorzy w belgijskich mediach opisują sytuację w kraju po przyjęciu dymisji rządu przez króla Alberta II. Powodem rozpadu koalicji rządowej była pogłębiająca się przepaść między dwoma regionami - francuskojęzyczną Walonią i Flandrią, gdzie mówi się po niderlandzku.

O chaosie i kryzysie politycznym piszą wszystkie gazety, ta informacja dominuje też w wiadomościach radiowych i telewizyjnych. Konsternacja - tak opisują atmosferę belgijscy komentatorzy. Krytykują też polityków, którzy nie potrafili znaleźć sposobu na rozwiązanie patowej sytuacji i porozumieć w kwestii praw językowych i wyborczych frankofonów we flamandzkich gminach, a także w sprawie reformy państwa.

- Powinien powstać rząd kryzysowy, który doprowadzi do uspokojenia sytuacji w kraju, by Belgia mogła sprawować swoje półroczne przewodnictwa w Unii w drugiej połowie roku - stwierdza komentator "La Libre Belguique".

Teoretycznie wyjściem z sytuacji byłyby też przyspieszone wybory, ale one tylko - w ocenie "Le Soir" - doprowadziłyby do radykalizacji nastrojów we Flandrii, gdzie do głosu mogą dojść flamandzcy nacjonaliści, opowiadający się za podziałem kraju.

W takim chaosie i niepewności Belgia zapewne pozostanie do czwartku. Wtedy w parlamencie powinno dojść do głosowania w sprawie wotum zaufania rządu. By je wygrać i rządzić dalej, premier Yves Leterme będzie musiał pogodzić zwaśnionych polityków z Flandrii i Walonii, co będzie niesłychanie trudne.

DOSTĘP PREMIUM