Urny z prochami osób poddanych eutanazji znaleziono na dnie jeziora

Na dnie jeziora w pobliżu Zurichu znaleziono kilkaset urn z prochami - informuje brytyjski dziennik "Daily Mail". Prochy najprawdopodobniej należą do osób, które poddały się eutanazji w szwajcarskiej klinice Dignitas. Według policji pochówku w wodach jeziora dokonano nielegalnie.

Na makabryczne znalezisko natrafiono na dnie jeziora w pobliżu Zurichu. Urny spoczywały na głębokości ok. 10 metrów. Odnalazła je przypadkowo ekipa płetwonurków, którzy szukali zatopionej części swojej łodzi. Płetwonurkowie zawiadomili policję, która wydobyła ok. 300 pojemników zawierających ludzkie prochy. - Pojemniki leżały na wielkiej stercie. Próbowaliśmy je policzyć, ale straciliśmy rachubę - powiedział jeden z płetwonurków.

Na urnach widniało logo firmy pogrzebowej, która współpracuje ze szwajcarską kliniką Dignitas. To placówka, która pomaga w samobójstwie ludziom cierpiącym na nieuleczalne choroby. Jej klienci dokonują eutanazji przez wypicie roztworu pentobarbitalu sodu. Szwajcarskie prawo pozwala na wspomagane samobójstwo, kiedy pacjent jest nieuleczalnie chory. Klinika przyjmuje pacjentów z całej Europy. Z jej usług skorzystało wielu tzw. turystów eutanazyjnych. Życie w klinice zakończyło ponad stu Brytyjczyków.

Zbeszcześcili szczątki?

Zgodnie ze szwajcarskim prawem składowanie ludzkich szczątków bez pozwolenia jest nielegalne. Za jego złamanie grozi kara trzech lat więzienia lub grzywna w wysokości 30 tys. funtów. - Złożyliśmy doniesienie w sprawie o zbeszczeszczenie ludzkich szczątków - powiedział Wolfgang Bollack ze szwajcarskiej agencji zajmującej się ochroną środowiska.

Ludwig Minelli, założyciel kliniki Dignitas odmówił komentarza w tej sprawie. Zdaniem byłej pracownicy Dignitas na dnie jeziora mogło spocząć blisko 300 urn z prochami. - Co trzecia urna lądowała na dnie jeziora. początkowo Minelli wrzucał je tam osobiście. Później robili to pracownicy kliniki - powiedziała w rozmowie z "Daily Mail".

- Liczba odnalezionych urn mnie zszokowała. Wygląda na to, że były tu wrzucane od dłuższego czasu. Czekamy na wyniki śledztwa w tej sprawie - powiedział burmistrz Zurichu Max Baumgartner.

DOSTĘP PREMIUM